Przejdź do głównej zawartości

Dan Brown, Kod Leonarda da Vinci

Książkę, aż wstyd się przyznać, zdecydowałem się przeczytać z okazji rozpoczęcia się nowego, 2015 roku. Stała na półce w pokoju, należy do mojej młodszej siostry, która była bardziej na czasie i czytała pozycję, kiedy ta była na szczycie rankingów, jako prawdziwy hit. 
Popełniłem także błąd, bo najpierw, rzecz jasna oglądnąłem film. 






Ten bestseller wydawniczy z 2003 roku, który doczekał się ekranizacji w reżyserii Rona Howarda. Amerykanie posiadają pewną zdolność wyłapywania ciekawych motywów literackich i ich ekranizacji. W rolę głównego bohatera Roberta Langdona, profesora Harvardu wcielił się wspaniały Tom Hanks. A Sophie Neveu z francuskiego Wydziału Kryptografii DCPJ zagrała Audrey Teuton. 

Książka została napisana dobrze. Ciekawie się czyta, akcja jest logiczna i zwarta. Czasami odnosiłem wrażenie, że tak uporządkowana, że aż nie sposób było tego gotowego scenariusza nie przenieść na ekrany kin. Początkowo ciekawa akcja nabiera zasadniczego tempa i zwrotów akcji. Wszystko rozpoczyna morderstwo kustosza muzeum w Luwrze, Jacquesa Sauniere, będącego jednocześnie Wielkim Mistrzem Zakonu Syjonu. O tym jednak czytelnik dowiaduje się stopniowo. Poznajemy tego człowieka oraz cały ciąg zdarzeń, który doprowadził do śmierci kustosza oraz trzech innych wpływowych członków Zakonu. 
Pojawia się bogaty wątek związany z Opus Dei, która na skutek własnych problemów z Watykanem  wpada w potrzask intryg zorganizowany przez sir Leigh Teabinga, któremu w spisku pomaga osobisty służący Remy. Teabing to postać ciekawa. Nadworny historyk rodziny królewskiej, któremu nie brakowało fortuny. Za swoje dokonania w dziedzinie wiedzy historycznej otrzymał od królowej tytuł sir. Poza tym jego pasją było poszukiwanie Świętego Graala. Jak się okazało te poszukiwania miały się odbywać za wszelką cenę. 
Stworzył więc intrygę, w którą wciągnął naukowca Langdona, wnuczkę Sauniera, biskupa Arringarosa i mnicha Sylasa z Opus Dei. Nie licząc całej paryskiej policji. Wszystko dla manii odnalezienia kości Marii Magdaleny oraz wielkich, w jego przekonaniu tajemnic ukrytych przez Templariuszy w miejscu jej pochówku. 
Jeżeli ktoś lubi spiski, to ta książka jest dla niego. 
Mnie zainteresowała z uwagi na historyczną tematykę oraz liczne odwołania do prac Leonarda da Vinci. Autor stworzył wręcz żywą dyskusję na temat tego, co stworzył ten wielki myśliciel renesansu. 
Ciekawiło mnie również podejście do pentagramu, kultów męskich i żeńskich pierwiastków w religii oraz kultu opartego na sile przyrody. 
Pentagram w książce Browna nie jest symbolem szatana, ale czymś ważniejszym. Stanowi o sile dwóch ważnych pierwiastków, które wspólnie tworzą siłę człowieka, poprzez atut zbliżenia cielesnego. 

Autor podszedł również do kwestii płci i posłużył się obrazem „Mona Liza”, na którym tytułowa postać nie ma jednoznacznych cech męskich ani żeńskich. 
Z uwagi na moje podejście do natury i zafascynowanie aniołami zwróciłem się do mojej teorii o posiadanych przez nich jednocześnie cechach męskich i żeńskich w jednym istnieniu. Rzadko się na to zwraca uwagę, kreując wizerunki aniołów jako pięknych postaci męskich lub żeńskich. Brown to uczynił po mistrzowsku, nawet o tym za bardzo nie wspominając.

Zaciekawił mnie także wątek Jezusa z Nazaretu.  Odważna teza, że wspólnie z Marią Magdaleną mógł mieć potomstwo, bywa zastanawiająca. Przez lata kościół ten fakt próbował ukrywać. Odnajduje to swoje uzasadnienie w tym, jak traktowano kobiety przez ostatnie dwa tysiące lat. Dopiero niedawno zyskały swoje, słusznie należne prawa. 
Można to także odnieść do wcześniejszych kultów z okresu neolitu, gdzie kobiety były wręcz czczone. To się w religioznawstwie określa jako ginekoteizm. Utrzymywało się to w wielu religiach starożytnych, w których bóstwa kobiece zajmowały ważne miejsce w panteonie. 

Brownowi nie sposób jest odmówić erudycji. 

Ukazał wiele historycznych faktów, o których rozmawiają jego bohaterowie. 
Ważne też są przesłania tej książki mówiące o tym, że to czego szukamy znajduje się bardzo blisko nas samych. O człowieku, który lubi spiski. O prostocie w docieraniu do prawdy, co wymaga zwykłego dialogu i chęci zmiany. Nawet największe dziedzictwo, pochodzące od Stwórcy, gdyby zetknęło się z interesem człowieka na ziemi, może tego spotkania nie przeżyć. O czym przekonał się Jezus zwany Chrystusem. 

Oczywiście z tez literackich Browna każdy sam wyciągnie odpowiednie wnioski dla siebie. 

Mnie w głowie utkwił pentagram. Jak wielu ludzi czci ten znak, mówiąc o ogarniającej ich przy okazji sile wszechogarniających demonów. 
Brown tego nie napisał. Ale ja o tym wspomnę. Szkoda, że ludzie dają się tak nabierać. Odwracają uwagę od tego, co jest w ich zasięgu rzeczywiste i możliwe do spełnienia. A może taki ma być przekaz Autora? 
Nie podejrzewam, żeby Brown pisał pod publikę. 

Ważne są pewne fakty związane z książką. Potomkowie Jezusa i Marii Magdaleny musieli się ukrywać. To zapewne fikcja literacka. Ale z drugiej strony. Gdyby rzeczywiście istnieli? Co zrobiłaby ludzkość? Największe zagrożenie dla całego systemu obecnie panujących religii i władzy. Urządzono by zapewne ogromne polowanie. Ludzie nie są gotowi na przyjęcie wielu prawd i zasad. Żyją w systemie. 
Zgodzę się ze słowami bohaterów tej zacnej lektury, że tej Biblii, którą mamy nie dostała ludzkość od Stwórcy, lecz stworzył ją na potrzeby utrzymania swej władzy i siły Kościół Rzymski. 

Polecam lekturę, dla tych co jeszcze nie czytali. Wśród rozlicznych książek zahaczających o tę tematykę, ta pozycja jest wyjątkowo prosta w przekazie. Ale to nie oznacza, że jest łatwa, a jej przesłanie nie jest głębokie. 

Dan Brown pisze odważnie o wielu sprawach mi także bliskich osobiście. 

Wszyscy poszukujemy prawdy. Dajemy przekaz, który milknie. Bezpowrotnie odchodząc. W świecie interesów, egoistycznych działań. 
Książka pod pozorem dobrze opisanych sensacji i spisków ukrywa niemą transkrypcję o naszym współczesnym świecie.  Ukazuje człowieka, który w całej swojej syntezie dziejów oddalił się od normalnego kursu, który wyznaczył mu Stwórca. Nie jesteśmy nastawieni na siebie i rozwój. 

I na koniec rzecz niezwykle dla mnie istotna. Dan Brown ukazał ludzi, rzekomych członków tajnych stowarzyszeń, którzy jak Leonardo da Vinci ostrzegali w gruncie rzeczy ludzkość przed czymś. Próbowali ukazywać i jednocześnie sami działać. Poznali, że metody otwarte mogą wszystko zatracić, a ich zgubić. Tylko konspiracja i właściwe ukrycie myśli zapewniało dobry przekaz. 

I myślę, że Dan Brown to właśnie osiągnął, niczym współczesny Leonardo pióra. Bo nie pisał wszak dla tworzenia tylko i wyłącznie, ale z potrzeby głębokiego przekazu.  

Popularne posty z tego bloga

Sztuka kochania według Owidiusza – Jak poderwać kobietę?

Rozpoczynam nieco nie z dworską może etykietą, bo "podryw", to potoczne słowo określające zaloty, czyli starania się o rękę. Podrywać można do lotu lub autorytet, ale zwyczajowo też kobietę, którą można również "rwać".  Do kobiet się "startuje" i "uderza". "Zarywa się" dość powszechnie na całym świecie. Dawniej się "konkurowało" i "zalecało". Można też "smalić cholewki" i "uderzać w konkury", ale też "uderzać w koperczaki" i "umizgiwać się".  "Umizg", niebo lepszy niż "randka w ciemno", zawsze pozostawia jakiś nieprzebyty smaczek. "Podryw" to uwiedzenie, w tym sensie może oznaczać tylko jedno – "seks bez zobowiązań". I Fortuna może sprzyjać, jeśli szczęściu pomożemy. Uwodzenie nie ma do końca być początkiem trwałego związku, ale ma sprowadzać się do przeżycia czegoś ciekawego. W życiu można zdobywać wiele kobiet i jest to rzecz naturalna – …

O aniołach i stosunkach seksualnych

Joshue ben Qorcha trapiło jedno, zasadnicze pytanie: „Czy to możliwe, żeby aniołowie, którzy są płonącym ogniem, mogli odbywać stosunki seksualne tak, by nie poparzyć swoich narzeczonych od wewnątrz? Po wielu rozmyślaniach zdecydował, że kiedy aniołowie ci spadli z nieba, ich siła i postura zostały zredukowane do siły i postawy śmiertelników, a ich ogień zamienił się w ciało.  Jako autor Pierwszej wojny w niebie: Dziedzictwo i Księgi Aniołów, jestem zobowiązany o tym temacie wspominać, tłumacząc zawiłą historię relacji ludzi i aniołów. 



Fakty ze „świętych” zapisów 
Pismo mówi: „uczyńmy człowieka na nasz obraz, podobnego nam” /Rdz 1,26/. Zastosowana została liczba mnoga. Wynikałoby z tego, że człowiek tworzony był w formie czegoś zorganizowanego, nie pojedynczego, sprawczego działania.  W dalszej części Księgi Rodzaju możemy wyczytać, że „wtedy to Pan ulepił człowieka z prochu ziemi i tchnął w jego nozdrza tchnienie życia, wskutek czego człowiek stał się istotą żywą”. /Rdz 2,07/.   A teraz c…

Prawdziwa twarz satanizmu

Od ponad dziesięciu lat zajmuję się zjawiskiem satanizmu, obserwując to, co dotyczy tego zagadnienia. Na tej podstawie postanowiłem wyjaśnić po krótce, kim według mnie są współcześni sataniści i jakie zjawisko reprezentują.




Trudna klasyfikacja satanizmu
Satanizm nie jest sektą, a dla wielu też nie jest religią. Prof. Jerzy Bralczyk (Uniwersytet Warszawski), tak oto wyjaśnił to pojęcie:
Formalnie mógłby być uznany za odrębną religię, ale... niechętnie użyłbym tu określenia religia, bo to deprecjonowałoby pojęcie religii. Myślę o satanizmie jako o kulcie szatana, nie przypisując mu statusu ani religii, ani sekty.
Pozbawieni statusu sekty i religii, sataniści uchodzą za osoby zajmujące się kultem szatana. Z tym, dla wielu kojarzy się satanizm jako ruch, którego nie można uznać za religię, gdyż to obrażałoby tradycyjne podejście do religii. Na taki schemat, dziesiątki lat pracowała obiegowa opinia o złu, którą zasłaniano niecne czyny człowieka. Musiano jakoś usprawiedliwić to, że człowiek jes…