Przejdź do głównej zawartości

Krzysztof D. Szatrawski, wiersz „z głębokości wołanie” z tomiku „Wiek nowy”

Krzysztof Szatrawski to nie jest zwykły poeta. To człowiek, który układa słowa w niezmienne stałe filozoficzne tezy, którym ciężko się oprzeć. Zmusza przy tym do myślenia. Czytając jego tomik „Wiek nowy” byłem zafascynowany formą, pomysłem i wyrazem. Dawno nie czułem się tak zachwycony słowem, które cieszy i zmusza do myślenia refleksją, która się sama ciśnie w myślach wbijając przesłanie, które aż nader widoczne ujawnia prawdziwe piękno, które przekazuje jego Autor.





Tomik ukazał się w 2014 roku nakładem Wydawnictwa Abada przy wsparciu finansowym Samorządu Olsztyna. To dobra inwestycja, bo treść i forma zawarta w tomiku pozwala zastanowić się nad sobą. Rzadko zdarza mi się myśleć na kilku różnych płaszczyznach jednocześnie. Czytając Szatrawskiego mam taką okazję. To niebywałe, ale i takie zwyczajne. Szatrawski pisze lekko i przyjemnie, z dużym wyczuciem i klasą.
Napisanie recenzji na temat wiersza Szatrawskiego jest i ciężkie, a zarazem kuszące. Szatrawski to mistrz słowa, a mistrzów się nie ocenia. Podejmę się jednak tego niebywale trudnego zadania.

Jestem zafascynowany całym tomikiem. Wybrałem jednak drogę przez cydry i będę opisywał każdy wiersz po kolei, starając się oddać jego interpretacją, jak najlepiej potrafię.

Zaczynam od pierwszego z nich.

Z głębokości wołanie otwiera tomik „Wiek nowy”. Wiersz ten znalazł się zapewne w całości nieprzypadkowo na przedzie tomiku. Wywołuje on niezwykłe refleksje dotyczące istnienia oraz egzystencji człowieka, przywołując najstarsze znane mi wyobrażenia w tym temacie, jednak społecznie niedyskutowane. Pod zwykłą formą kryje się głęboki przekaz mistycyzmu i gnozy, w której odnajduje się źródło ludzkiego istnienia. A uszczegóławiając los i znaczenie duszy. Czy jak kto woli ludzkiego tchnienia. Samoświadomość koncentruje się tu na stanowieniu nowego życia. Niekończący się cykl. Zapoczątkowany dawno nonsens zwany ludzkim istnieniem przewleka się z niecodzienną walką o to, co nazywamy powszechnie życiem, oddając mu bezkresną cześć. A kiedy brakuje nam odwagi i chęci na to by móc powiedzieć światu oto jestem zaczynamy poszukiwać w sobie odpowiedzi na to kim jesteśmy.

„Wstaję ze snu, z niepamięci powstaję z prochu beznadziei...” pięknie opisuje Szatrawski coś, co według mnie nazywa się początkiem istnienia. Następnie przechodzi do opisu sytuacji, w której starsze osoby szukają wygodnego miejsca. Starość wymaga spokoju. Pojawia się pamięć człowieka, w którym podmiot liryczny dokonuje głębokich przeniesień czasowych, które pozwalają mu na rozliczenie się z pychą, nienawiścią i nieumiarkowaniem. Żądze są częścią ludzkiego życia. Układ jest nieprzypadkowy. Pycha spowalnia, nienawiść zaślepia a nieumiarkowanie rozstraja.
Człowiek umiejętnie patrzący na własne istnienie, zdający sobie sprawę z nadchodzącego czasu, ale i początku wie, co kieruje jego życiem. Zna konsekwencje czasu, który przemierza w jednej chwili od powstania aż po kres. Rozumie, że z każdą chwilą będzie usiłował wyrwać namiastkę swobody dla siebie. Samostanowienie w niekończącym się cyklu konsekwencji, z której człowiek świadomy przemieszcza się między początkiem, a końcem, zadając nieustanne pytania o to skąd jest? Kim jest? I dokąd zmierza? Szatrawski, jak dla mnie, mistrzowsko w tym fragmencie zatrzymał czas człowieka na jednej linii odnosząc się do różnych okresów, oddając los ludzki w sposób wyjątkowy, którego nie potrafię w żaden sposób tu zdefiniować.

Następna zwrotka jest niezwykła. Zaczyna się od słów „wstaję ze snu, z rozpaczy i wiem”. Stanowi odpowiedź na pierwszą wątpliwość istnienia w czasie, którą postawiono w pierwszej. Autor sam wskazuje, że to czas odpowiedzi, mówi że jego miejsce czeka na gest, na słowo odbijające światło gwiazd. Słowo jest niczym niewypowiedziane zaklęcie, które trwa. Słowo było na początku. Znaczeniem słowa jest potężna siła. Wszystko może przeminąć, ale nie słowo. Ciało wyprostowane staje się kamieniem. Dlaczego? Kamień pęka, a człowiek rozkłada dłonie i traci wszystko, o co mógł prosić. Widzę w tym głębokie odniesienie do tego, co nazywamy miejscem wyjątkowym. Kamień ma dla mnie wielkie znaczenie. Stanowi łącznik i pamiątkę. Jest ważny. Wielość kamieni i ich nagłe pojawianie się stanowią swoistą metaforę. Człowiek stał się kamieniem i pękł. Nie potrafił pojąć istoty, która miała mieć szczególne znaczenie, dlatego jego prośby przepadły. Nie zdążył ich wypowiedzieć. Kamień przepadł, choć były z nim związane ogromne nadzieje na wyzwolenie się. A może to wcale nie człowiek stał się kamieniem, a usiłował co innego. Tego nie wiem.

Bohater poematu „wstaje z grzechu i cierpienia” - mamy tu swoiste narodziny lub upadek. „Podrywa się z nicości” i wie, że nic nie zastąpi radości narodzin. Mamy tu sposobność zrozumienia tego czym jest początek według starożytnych kultur, które w tym widziały większe znaczenie niż współczesny człowiek. Ale Autor wyjaśnia, że „noc jeszcze trwa, jeszcze płoną we mnie ogrody gesty stygną w migotliwym świetle jakby nie wydarzyło się nic”. Narodziny.

I teraz najważniejsze słowa „o czym wcześniej nie mogłem pamiętać”. Cóż dla mnie to lukrecja. Człowiek, niekończący się cykl i ogromna metafora, która jest prostsza od formy, za pomocą której można ją wyrazić.
To dzieło, które można interpretować na różne sposoby. Bawić się słowem, jakby szarpało się losy własnego istnienia, trącając o różne wydarzenia, których w mniejszym lub większym stopniu jesteśmy świadomi. Sami za to odpowiadamy. Z tej głębokości. Z samego dna Szeolu wołamy. Sobą, swym niekończącym się cyklem i próbą zrozumienia siły, która nas otacza. Księga Izajasza jest jak przesłona, w której można się przejrzeć. W wierszu Szatrawskiego odnajdujemy jej strzępki, które głęboko koncentrują to, co oddaje prawdziwe słowo.

I muszę tu przytoczyć pewien fragment z mojego ulubionego Zoharu.

„How many times did the Torah attest to people, how many times did she raise her voice in every direction to awaken them, but all lay sleeping, unaware of their sins” Kedoshim.

W mojej ocenie pasuje jak ulał.

Podsumowując, bo ten wiersz Szatrawskiego mógłby stać się przyczynkiem do wielkiej rozprawy. Niestety taki pasjonat jak ja nie zdoła w pełni oddać tego czym są te słowa. Jednak ten wiersz mówi uważnemu Czytelnikowi wyraźnie:

wstaje teraz w czasie odpowiedzi, z grzechu i cierpienia się podrywam nic nie zastąpi narodzin, ale nie wydarzyło się nic, o czym wcześniej nie mogłem pamiętać.

Ciekawa retrospekcja.



Mistrza Szatrawskiego z góry przepraszam. Moja interpretacja wynika z przesiąknięcia pewnymi nurtami myślowymi, które skaziły mnie lata temu i pasjonują nadal. Wiersz, jak i tomik „Wiek nowy” polecam i mam nadzieję, że gdy przebrniemy z recenzją poszczególnych wierszy, spojrzymy na wyjątkową całość, która niesie ze sobą nadzwyczajny literacki zabieg.  

Popularne posty z tego bloga

Sztuka kochania według Owidiusza – Jak poderwać kobietę?

Rozpoczynam nieco nie z dworską może etykietą, bo "podryw", to potoczne słowo określające zaloty, czyli starania się o rękę. Podrywać można do lotu lub autorytet, ale zwyczajowo też kobietę, którą można również "rwać".  Do kobiet się "startuje" i "uderza". "Zarywa się" dość powszechnie na całym świecie. Dawniej się "konkurowało" i "zalecało". Można też "smalić cholewki" i "uderzać w konkury", ale też "uderzać w koperczaki" i "umizgiwać się".  "Umizg", niebo lepszy niż "randka w ciemno", zawsze pozostawia jakiś nieprzebyty smaczek. "Podryw" to uwiedzenie, w tym sensie może oznaczać tylko jedno – "seks bez zobowiązań". I Fortuna może sprzyjać, jeśli szczęściu pomożemy. Uwodzenie nie ma do końca być początkiem trwałego związku, ale ma sprowadzać się do przeżycia czegoś ciekawego. W życiu można zdobywać wiele kobiet i jest to rzecz naturalna – …

O aniołach i stosunkach seksualnych

Joshue ben Qorcha trapiło jedno, zasadnicze pytanie: „Czy to możliwe, żeby aniołowie, którzy są płonącym ogniem, mogli odbywać stosunki seksualne tak, by nie poparzyć swoich narzeczonych od wewnątrz? Po wielu rozmyślaniach zdecydował, że kiedy aniołowie ci spadli z nieba, ich siła i postura zostały zredukowane do siły i postawy śmiertelników, a ich ogień zamienił się w ciało.  Jako autor Pierwszej wojny w niebie: Dziedzictwo i Księgi Aniołów, jestem zobowiązany o tym temacie wspominać, tłumacząc zawiłą historię relacji ludzi i aniołów. 



Fakty ze „świętych” zapisów 
Pismo mówi: „uczyńmy człowieka na nasz obraz, podobnego nam” /Rdz 1,26/. Zastosowana została liczba mnoga. Wynikałoby z tego, że człowiek tworzony był w formie czegoś zorganizowanego, nie pojedynczego, sprawczego działania.  W dalszej części Księgi Rodzaju możemy wyczytać, że „wtedy to Pan ulepił człowieka z prochu ziemi i tchnął w jego nozdrza tchnienie życia, wskutek czego człowiek stał się istotą żywą”. /Rdz 2,07/.   A teraz c…

Prawdziwa twarz satanizmu

Od ponad dziesięciu lat zajmuję się zjawiskiem satanizmu, obserwując to, co dotyczy tego zagadnienia. Na tej podstawie postanowiłem wyjaśnić po krótce, kim według mnie są współcześni sataniści i jakie zjawisko reprezentują.




Trudna klasyfikacja satanizmu
Satanizm nie jest sektą, a dla wielu też nie jest religią. Prof. Jerzy Bralczyk (Uniwersytet Warszawski), tak oto wyjaśnił to pojęcie:
Formalnie mógłby być uznany za odrębną religię, ale... niechętnie użyłbym tu określenia religia, bo to deprecjonowałoby pojęcie religii. Myślę o satanizmie jako o kulcie szatana, nie przypisując mu statusu ani religii, ani sekty.
Pozbawieni statusu sekty i religii, sataniści uchodzą za osoby zajmujące się kultem szatana. Z tym, dla wielu kojarzy się satanizm jako ruch, którego nie można uznać za religię, gdyż to obrażałoby tradycyjne podejście do religii. Na taki schemat, dziesiątki lat pracowała obiegowa opinia o złu, którą zasłaniano niecne czyny człowieka. Musiano jakoś usprawiedliwić to, że człowiek jes…