Przejdź do głównej zawartości

Miłość w trudnych czasach socjalizmu

Nieważne, gdzie się znajdziemy. I nieważne, jak mocno życie nas doświadczy. Liczy się to, czy w danym momencie umiemy się na tyle zachować, aby nie trwać samemu. Rodzina stanowi najwyższe dobro i posłannictwo każdego człowieka.






Oceniać pozornie można zawsze, ludzkie czyny, wybory i dokonania. Człowiek jest nauczony czekania na właściwy moment. Wierzymy, uparci i niezłomni, że nasze światełko się zapali. Wtedy ma być tylko lepiej, dla nas, najbliższych oraz wszystkiego, co kochamy. Łatwo jesteśmy w stanie ocenić za i przeciw oraz zrozumieć swoje posłannictwo. To, że czasem odstępujemy od tego, co jest dobre, nie oznacza wcale, że tak akurat chcemy. Po prostu czasem najwyższym dobrem jest rodzina i jej przyszły los.

Po wojnie

Osłabienie przyszło zaraz po wojnie. Wiele osób dostało się już w jej trakcie do niewoli i potraciło swe dobra, a nawet bezcenne życie. Po Teheranie, Jałcie i Poczdamie, przyszedł czas na realizacje Polski w realiach, które znamy po 1945 roku; Polski Ludowej, która musiała wszystko upaństwowić.  
W takich warunkach przyszło się poznać i związać moim dziadkom. Nie wiem, czy byli do końca świadomi, ale widmo komunizmu zawisło nad nimi. To widmo miało na zawsze zmienić ich losy oraz stworzyć historię, która mnie samego przeraża, wydając się niewyobrażalną. Jeśli pewnego dnia dorosnę na tyle, by ją opisać, wykorzystam moje pióro do stworzenia tej współczesnej obyczajowej sagi, na podstawie której można byłoby nakręcić niejeden film. Póki co, nie jestem na to gotowy. 

Nie znałem moich dziadków. Babcia umarła na Pomorzu, Dziadek na Mazurach. W pewnym momencie ich drogi życiowe się rozeszły. Pojawił się ktoś trzeci, intruz, który przejął kontrolę nad życiem, niesłusznie tak rozerwanej miłości. Czasy były podłe, należało chronić życie, nowe, te, którego realnie nie można było inaczej uświęcić, w innych, podłych warunkach. Czasem zamknięcie genów, ich wyciszenie i brak rozwoju powoduje, że mogą przetrwać do czasów lepszych, doczekać momentu, w którym dadzą o sobie znać. Powiedzą wówczas o człowieku, który widać, jaki jest, po tym, jak wypowie jedno zdanie. Więcej nie trzeba. 
Na wszystko wpłynęły zapewne złe czasy, które zemściły się na rodzinie. Opowiem wam krótką historię, która miała szansę się wydarzyć, zaistnieć, tu i teraz, całkiem niedawno, zdarzyła się na naszych oczach.  

Świadomość rodziny, to świadomość siebie 

To, kim jestem i jaki jestem, nie jest całkiem przypadkowe. Wszyscy wzięliśmy się skądś. Nie przypadkowo, ale zupełnie celowo. Zaplanowano nas, pięknymi i wspaniałymi ludźmi. Musimy być dumni z naszych korzeni, jestestwa danego przez ludzi, branego od świata, którym jesteśmy przepełnieni. Kochajmy to, co mamy. Szanujmy siebie samych, bez tego nie będzie nigdy możliwa dalsza podróż przez życie. Na śmierć i narodziny nie mamy wpływu, jednak na nasze osobliwe życie tak. 
Za każdą chwilę i gest jesteśmy wdzięczni naszym przodkom, starzejąc się dostrzegamy znamię czasu, które odciska na nas piętno. Cieszymy się widząc uśmiech dziecka, siostry czy brata, chcąc ich przytulić i powiedzieć proste słowa: kocham Cię – tak, tylko na tym zależy miłości. 




Tożsamość i trwanie  

Moi dziadkowie zeszli się ze sobą przypadkowo. On uczył ją na korepetycjach, ona zakochała się w nim bez pamięci. Złączyli się zaraz po wojnie. Kraj dźwigał się z ruin, a życie po kataklizmie wojny odzyskiwało dawne barwy. On był z rodziny dość licznej, ona jedynaczka. Klasowo różni. On wykształcony i biedny, ona wykształcona i bogata. W jego domu zawsze podkreślano wartości. Pradziadkowie byli biedni. Przeszli zamęt rodzenia się Polski po latach zaborów oraz okres walk o polskość w II Rzeczpospolitej. 
Żyli w dwudziestoleciu, w którym wiele się wydarzyło. Dynamiczne czasy, w odzyskanej przez Polaków wolności po 1918 roku, skazały wszystkich na wybijanie się na niepodległość. Nie zgadzali się jednak z linią Marszałka, za co spotkała ich kara. Taki los przypadł mojej rodzinie, przez co mój pradziadek – cudem ocalały, zaczynał wszystko od nowa. Dźwigał ludzka bryłę z posad, odtwarzając rodzinę, pamięć i honor. Miał wiele dzieci, co stanowiło gwarancję dla odrodzenia się rodziny. I tak też się stało. 

Początki 

Po 1945 roku wiele się w kraju wydarzyło. Jedni nazwą ten czas okresem budowania państwa, inni dodadzą, że był to czas nowej, sowieckiej okupacji. Miłość w takich warunkach była możliwa, bo to silne uczucie, które narodziło się między tym dwojgiem ludzi. Miłość – jak mówi biblista, nie wybiera, nie szuka poklasku i nie zazdrości. Czasy i polityka nie interesują uczuć. Pojawiają się zwykłe i nieprzejednane, łącząc ludzi, zmierzających ku sobie. 
Zyskujący coraz to większą siłę, nowy komunistyczny system polskiego państwa nie spał, wciąż czuwając na wroga ludu. Kapitalizm stał się wrogiem. A przecież ona była córką kapitalisty. Do życia musiała się przystosować, bo od zawsze miała nianię lub służącą. Nigdy nie musiała niczego robić sama. Tak miało być już zawsze.  
Na ślubie grała wiedeńska orkiestra, a młodzi bawili się w towarzystwie rodzin. Szczęśliwi. 
Wygrał konkury, rywalizując o pannę z bratem.  W trakcie wojny znajdował się w niemieckim obozie pracy, wykonywał też robotę dla niemieckich rolników. Nauczył się dobrze języka niemieckiego. Nie można mu było przez całe życie, odmówić wiedzy oraz kultury. Takową posiadał. Zbyt jednak unosił się honorem i zasadami. Umiejętności mu nie zabrakło, ale nowo stworzony system był drapieżny. Dawna pańszczyzna przejęła rolę dominującą, za srebrniki zachodnich interesów zwyciężała komuna. 
Komunizm w Polsce był na rękę Zachodowi. Pozwolił na wytępienie prężnego elementu Polaków, którzy stanowili ogromną konkurencję w handlu i przemyśle dla odbudowującej się reszty Europy. Na czas wielkiego muru i zimnej wojny, zachodnie korporacje zaspokajały się handlem na zachód od Odry. Po upadku komuny wkroczyły triumfalnie do kraju, wcześniej inspirując oraz finansując masy polskich polityków, którzy popadali w zależność od zachodniego kapitału, żyjąc w luksusie. To jest piękna sprawa, o której zapewne nikt nie napisze. Tak jak o tych działaczach, którzy przez okres czerwony żyli dobrze, a potem raptem stali się opozycjonistami. To ich rodziny wspierały system, który zabijał ostatki polskiego kapitalizmu i silnej polskiej burżuazji, powodując utratę mieszczańskiej myśli rozwoju. Dziś się o tym nie mówi. Jednak tak było, bezowocnie jest błądzić i szukać natchnienia w historii, z której nie da się często zbyt wiele wykrzesać. 



Rodzina 

W ich życiu szybko pojawiły się dzieci. Potem kolejne. W końcu na świecie była już usadowiona cała szóstka dzieciaków; pięciu chłopców i jedna dziewczynka. Rodzina była duża, ale żona pochodziła z burżuazji, od kapitalistów. Pozostało tę sprawę rozwiązać. Pojawiały się oferty oddania dzieci do domu dziecka, zostawienia żony i przyjęcia posady w partii. Dziadek odmówił, ale zapaliła mu się zielona lampka. Nieposłuszeństwo sporo kosztowało. System nie znosił sprzeciwu. 
To przywiodło go na Mazury. Babcia z ogromnej kamienicy, musiała wyprowadzić się w spartańskie warunki, do małego i tłocznego mieszkania na przedmieściu. Udało się to przetrwać. 
W tym samym czasie komuniści zdołali pozbawić pradziadka resztek majątku i uczynić go stróżem we własnych fabrykach. 
Co za łaska! Zmarł na zawał, nie mogąc wytrzymać upokorzenia. Urszula pozostała sama. 
Mąż myślał o ochronie dzieci, a ona stanowiła nadal niewygodny element społeczny. 
Partia, tworzona przez byłych biedaków, ochoczo zazdrościła wszelkich przejawów kultury i posiadania. Wsparta masą nieświadomej gawiedzi, która poczuła siłę nad dawnymi panami, mogła decydować o życiu i śmierci. 
Ochrona rodziny przede wszystkim. Rozstanie i rozwód. Zabrał jej dzieci. Pojawiła się nowa kobieta. Macocha, która przejęła ster. Wówczas w rodzinie zagościły bękarty. 
To najgorsze upokorzenie dla tradycji i kontynuacji każdego rodu. Bękart – można go kochać, szanować i lubić, ale przyjdzie taki czas, że jak kukułka postanowi pozbyć się konkurencyjnych piskląt. Gniazdo było zagrożone. 
Dzieci bezpańskie, pozbawione tradycji, trącone lekką namiastką krwi najlepszej, zbuntowane sobą i zawistne. 






Trudne czasy

Czasy komuny wydały się wszystkim nie do przejścia. Głód, bieda i ciężka praca, od najmłodszych lat tyrania biedy i upokorzenia. Budowano wszechobecny socjalizm, minimalizując przestrzeń do życia. Nierozwojowe i ciasne pomieszczenia, w których przyszło żyć dusiły, a aparatczycy powiększali nie tylko własne wpływy, ale i stan posiadania. Partii nie wolno było się sprzeciwić. 
Pozbycie się polskich przedsiębiorców w latach 1946 i 1947, kradzież ostatnich pozostałości po dawnej świetności narodu, zakończyła okres wolnej i świadomej Polski. Nastał okres ciemny, a pomroki zawisnęły nad krajem. 
Najazdy służb, strach i szarpanie. Niszczenie dokumentów i świadectw. Nic nie mogło pozostać na tyle trwałe, aby dało się zidentyfikować. 

Przechytrzyć system, aby przetrwać. Bezpowrotne kłamstwo tożsamości, zabijane w sobie i wbrew sobie, aby tylko przetrwać. I ten konflikt z rzeczywistością, tworzoną przez najwyższej miary hołotę, pochodzącą wprost z lepianki, zawiedzioną tu z wygnania na polu, pragnącą szybkich pieniędzy i nauczoną kombinacji. Do dziś ten element lub jego pacholęcia tworzą polską rację stanu. Niszczyli, co popadło, również własny system, który z dostawców gnoju uczynił z nich zacnych mieszczan i pracowników fabryk. Bez tradycji i przywiązania, musieli się stawić na wezwanie systemu. Pozostawała odwieczna kwestia, kto chwyci pierwszy za lepszy kęs, którym się pożywi. 

Czasy niepewne. Większość karier znaczona była ramami upadku. Powstały w okowach cierpień i skomlenia wielu ludzi, zacnych Polaków, dla których dobro kraju znaczyło działanie na rzecz narodu i rozwoju. Utalentowani i z innej gliny nie mieli najmniejszych szans w kontrakcji z hałastrą. Na ich przegranej stracił cały naród, ale kto dziś na to patrzy, tym lubieżnym okiem prawdy, kiedy przychodzi mu myśleć o kolejnym i-phonie czy nowym mercedesie. 
Bohaterowie tych epigonów, zmarszczonych czerwonym pluralizmem, dziś cyniczni, szukają na siłę komunistów, zdolnych do poświęcenia we własnym stadzie, aby samemu wybić się przed resztą na bohaterów. Bez pomysłu i wizji przyszłości. Ludzie ich zaakceptowali. Zgodzili się na marazm i trwogę, stając się współczesnymi niewolnikami, którzy za miesiąc ciężkiej pracy, nie mają nawet na godne przeżycie. Wystarcza im na dom, dojazd do pracy i jedzenie. Czym więc różnią się od rzymskiego niewolnika? Takie to były czasy. Może trudne, może nie. Miłość nie przetrwała. Ocaliła sześć istot, dając początek nowej historii życia i możliwości, w czasach triumfu głupoty, marazmu i cynicznej obłudy. 
Prawdziwi komuniści nie kradli, budowali i rozwijali się. Nie poszli za Solidarnością i nie szukali dla siebie karier, bo wierzyli w inne sprawy, choć możliwości mieli. Znam takich. Dorobiły się szuje, bo trzeba zawsze w takich sytuacjach posiadać odpowiednie cechy, aby umieć działać na krawędzi. Dziś te szuje się ucywilizowały i wzmocniły pokoleniowo kolejne szuje. Blokują normalnym Polakom, pragnącym rozwoju i pełnym potencjału drogę do osiągnięcia celu. 

Takie mamy czasy, których analizy w pełni obiektywnej się nie doczekamy. To są oni, bez litości – jak pisałem w wierszu, a za nimi czerw i młoty.

Popularne posty z tego bloga

Sztuka kochania według Owidiusza – Jak poderwać kobietę?

Rozpoczynam nieco nie z dworską może etykietą, bo "podryw", to potoczne słowo określające zaloty, czyli starania się o rękę. Podrywać można do lotu lub autorytet, ale zwyczajowo też kobietę, którą można również "rwać".  Do kobiet się "startuje" i "uderza". "Zarywa się" dość powszechnie na całym świecie. Dawniej się "konkurowało" i "zalecało". Można też "smalić cholewki" i "uderzać w konkury", ale też "uderzać w koperczaki" i "umizgiwać się".  "Umizg", niebo lepszy niż "randka w ciemno", zawsze pozostawia jakiś nieprzebyty smaczek. "Podryw" to uwiedzenie, w tym sensie może oznaczać tylko jedno – "seks bez zobowiązań". I Fortuna może sprzyjać, jeśli szczęściu pomożemy. Uwodzenie nie ma do końca być początkiem trwałego związku, ale ma sprowadzać się do przeżycia czegoś ciekawego. W życiu można zdobywać wiele kobiet i jest to rzecz naturalna – …

O aniołach i stosunkach seksualnych

Joshue ben Qorcha trapiło jedno, zasadnicze pytanie: „Czy to możliwe, żeby aniołowie, którzy są płonącym ogniem, mogli odbywać stosunki seksualne tak, by nie poparzyć swoich narzeczonych od wewnątrz? Po wielu rozmyślaniach zdecydował, że kiedy aniołowie ci spadli z nieba, ich siła i postura zostały zredukowane do siły i postawy śmiertelników, a ich ogień zamienił się w ciało.  Jako autor Pierwszej wojny w niebie: Dziedzictwo i Księgi Aniołów, jestem zobowiązany o tym temacie wspominać, tłumacząc zawiłą historię relacji ludzi i aniołów. 



Fakty ze „świętych” zapisów 
Pismo mówi: „uczyńmy człowieka na nasz obraz, podobnego nam” /Rdz 1,26/. Zastosowana została liczba mnoga. Wynikałoby z tego, że człowiek tworzony był w formie czegoś zorganizowanego, nie pojedynczego, sprawczego działania.  W dalszej części Księgi Rodzaju możemy wyczytać, że „wtedy to Pan ulepił człowieka z prochu ziemi i tchnął w jego nozdrza tchnienie życia, wskutek czego człowiek stał się istotą żywą”. /Rdz 2,07/.   A teraz c…

Prawdziwa twarz satanizmu

Od ponad dziesięciu lat zajmuję się zjawiskiem satanizmu, obserwując to, co dotyczy tego zagadnienia. Na tej podstawie postanowiłem wyjaśnić po krótce, kim według mnie są współcześni sataniści i jakie zjawisko reprezentują.




Trudna klasyfikacja satanizmu
Satanizm nie jest sektą, a dla wielu też nie jest religią. Prof. Jerzy Bralczyk (Uniwersytet Warszawski), tak oto wyjaśnił to pojęcie:
Formalnie mógłby być uznany za odrębną religię, ale... niechętnie użyłbym tu określenia religia, bo to deprecjonowałoby pojęcie religii. Myślę o satanizmie jako o kulcie szatana, nie przypisując mu statusu ani religii, ani sekty.
Pozbawieni statusu sekty i religii, sataniści uchodzą za osoby zajmujące się kultem szatana. Z tym, dla wielu kojarzy się satanizm jako ruch, którego nie można uznać za religię, gdyż to obrażałoby tradycyjne podejście do religii. Na taki schemat, dziesiątki lat pracowała obiegowa opinia o złu, którą zasłaniano niecne czyny człowieka. Musiano jakoś usprawiedliwić to, że człowiek jes…