Przejdź do głównej zawartości

Szkoła życia i pisanie czyli Ja, Ja i Ja - bez limitu danych

Pisanie... tworzenie... koncepcja za koncepcją. Kto zna ten ból i trwogę? Chyba każdy, bo wszyscy coś w życiu napisaliśmy, większego czy też mniejszego. Od SMS'a, po wypracowanie. 
Zmorą dla mnie były kiedyś wypracowania. Jak ja nie rozumiałem, co też mam napisać. I to chyba nie dlatego, że byłem nad wyraz tępy, ale dlatego że panuje w naszym szkolnictwie taki styl, zupełnie pozbawiony indywidualizmu, że mnie od tego przytykało i lawinowo dusiło. Stawianie pierwszych kroków bolało. 



Mały ja, przede mną świat, a obok miś, pluszowy, taki rodzimy, peerelowski, ale kochany 



Wypracowania, zwykle zaczynały się od/może też pasuje tu słowo zazwyczaj?/:

"W mojej ocenie..."
"Moim zdaniem..."
"Bohater był..."
"Podmiot liryczny stanowił..."
"W wierszu..."
itd. 

Język ojczysty, nasz ukochany polski język, daje możliwości nieograniczonego wyrazu. Słowa poznaje się przez całe życie i ochoczo chce się je zbierać i przetwarzać, a one z każdym rokiem praktykowania przybliżają nam tajemnicę wiedzy oraz rozwijają poczucie wyrazu oraz osobliwą chęć twórczą. I co? Zaczyna się. Piszemy listy, czasem pamiętniki, koślawe rozprawy, matury, prace magisterskie, aż w końcu dochodzimy do wniosku, że tym razem mogłoby być lepiej. I owszem, ale należy ćwiczyć. Każdy z nas siedział nad kartką papieru i wymyślał walentynkę dla dziewczyny, po tym jak poczuł zew natury i dostrzegł piękno w kobiecie. 

Każdy człowiek ma fajne pomysły, może je wdrażać dowolnie. Dziś wiedza zgromadzona jest w necie, można tu przeglądać mapy, zdjęcia, dyskutować. Czasem to nas zatraca, bo szukamy gotowców i nie chcemy sami przebrnąć przez trud indywidualnych, bibliotecznych poszukiwań. Tak się też uczymy, może nieco inaczej, nowocześniej. Czasem mnie nawet trudno taką nowoczesność zrozumieć, ale ma to swoje plusy w otwarciu się na świat, byleby nie stał się on światem wymyślonym i wyimaginowanym: takim na poły żywym, na poły wirtualnym. 



Większy ja, w fazie poznawania i przekonywania się, że wiem iż nic nie wiem 


W każdym razie możliwości mamy tysiące, metod również. Do wszystkiego są instrukcje, nagrane i zapisane na YouTube, poradnikach sieciowych, blogach czy w końcu na Facebooku. Wszędzie masa informacji, które musimy filtrować. W tym wszystkim człowiek nie może się zagubić, bo każdy chce być indywidualistą. To nasza ludzka cecha. 

Dlatego, jak czytam hejt to wiem, że ludzie po prostu tak wyrażają własne emocje, zaznaczają siebie, tak, a nie inaczej, bo różnie bywa dziwnie, a tak tylko potrafią. 

Odruch stadny, to uderzanie w słabych, z ukrycia. To leczy kompleksy, pozwala zapomnieć o sobie i lekko się przemodelować. Przed innymi, dzięki technice możemy wyglądać lepiej. W sieci szukamy wzorców, metod, przepisów. Mamy tu dosłownie wszystko. Dużo, aż tak dużo dobroci, z wirtualnego śmietnika spływa na nas, ale to nas wzbogaca, bo jako ludzie znaleźliśmy wspólny panel komunikacji i możemy tym, co dobre dzielić się w promocji dobrych praktyk z całym światem. Jeśli tylko zaakceptujemy jeszcze naszą lokalną kulturą i nią wzbogacimy język i nasz przekaz, to wiele mądrych rzeczy uda nam się zrealizować.  


Ja, i Oz Laniado z Izraela w polskich górach, ja myślący mogę wszystko, etap niebezpieczny "I can fly!" Really, really!



W szkole człowiek siedział, czytał, bał się odezwać i zastanawiał, o co chodzi. I to nie jest wcale takie proste. Bo dostaje się na sam przód podręcznik szkolny. Ładny, cudny, taki pachnący księgarnią i drukarnią. Tu jeszcze wakacje, sierpień, a ja się zaczytywałem w treści, patrzyłem na ogrom wiedzy, zawartej na tym nośniku. 

Szkoła to była istna lekcja przetrwania. Jeśli chciało się być na górze, to należało się spłaszczyć, słuchać i wymiotować taką substancją, jaką wszyscy przyjmowali za karmę. Inaczej szło się w dół, było płaszczonym, niczym bohater z Gombrowicza czy Kafki. 

Człowiek był "ulatniany", "egzaltowany", a sam odczuł "cząber i smak upragnionego czosnku", którego jeść nie mógł, bo nie wypadało, jak się chodziło do szkoły (względy higieniczne). Czosnek w tych czasach to był rarytas, jadło się go w piątek po południu i w sobotę. W niedzielę wietrzało, smarując zęby pastą. 
Z czasem, jak zaczynałem pracę, czosnek zastąpiło mi piwo. Piło się w piątek i sobotę, w niedzielę wietrzało i przez cały tydzień ścisły post. 

Ludzie generalnie piją, ukrywają się z drinkiem czy piwem, bo tak wypada, gdyż nadgorliwcy mogą to uznać za objaw choroby alkoholowej. 

Widzi się u innych to, czego się łaknie u samych siebie. Niemożność czyni nerw i powoduje agresję. 




Ja, na etapie, co ja robię tu, a co ja robię tu, wbrew sobie 


W moim wykonaniu pisanie to dłuższe formy i poszukiwanie pewnego moralnego absolutu. 

Tak, tego mi trzeba: moralnego absolutu w poznaniu człowieka i ujarzmieniu jego natury. 

Może to zabrzmiało dziwnie. Tak nieco, przynajmniej na początku. Ale moja seria Przemilczeć Armagedon przeszła już tysiące konwulsji, od czasu gdy zacząłem poprawki. 

Jakieś licho mnie ścigało, komputery się paliły, dyski z danymi nagle przestawały działać, aż udało się stracić wiele, aby odzyskać najważniejsze. 

Myślę, że uda mi się zakończyć zabawę z tekstem, ale pisanie jest pasją, dojrzewającą powoli. Myślę, że trzeba było dojrzeć, doświadczyć i jeszcze bardziej dojrzeć i doświadczyć. Po to, aby nie bać się koncepcji, słów i własnych form. Człowiek może wiele, przekracza próg,  zdecydować idąc dalej. Zupełnie, jak z nauką chodzenia (każdy to przechodził, ale nikt nie pamięta). 
Może to już mam za sobą, tak częściowo. Ta szkoła została za mną i już nie noszę jej na barkach. I skoro mogę być wolny, to tworzenie staje się dużo ciekawszą improwizacją dla uczuć, emocji - tych moich i bohaterów. Lepszym intro dla mojego ja. Tworzonego intro - dodam nieskromnie, z pełną perfidią metaforyczną. 


Ja, na etapie, mówcie co chcecie, ale mogę tworzyć



No i co? Jedziemy dalej... Tworzymy. 

Popularne posty z tego bloga

Sztuka kochania według Owidiusza – Jak poderwać kobietę?

Rozpoczynam nieco nie z dworską może etykietą, bo "podryw", to potoczne słowo określające zaloty, czyli starania się o rękę. Podrywać można do lotu lub autorytet, ale zwyczajowo też kobietę, którą można również "rwać".  Do kobiet się "startuje" i "uderza". "Zarywa się" dość powszechnie na całym świecie. Dawniej się "konkurowało" i "zalecało". Można też "smalić cholewki" i "uderzać w konkury", ale też "uderzać w koperczaki" i "umizgiwać się".  "Umizg", niebo lepszy niż "randka w ciemno", zawsze pozostawia jakiś nieprzebyty smaczek. "Podryw" to uwiedzenie, w tym sensie może oznaczać tylko jedno – "seks bez zobowiązań". I Fortuna może sprzyjać, jeśli szczęściu pomożemy. Uwodzenie nie ma do końca być początkiem trwałego związku, ale ma sprowadzać się do przeżycia czegoś ciekawego. W życiu można zdobywać wiele kobiet i jest to rzecz naturalna – …

O aniołach i stosunkach seksualnych

Joshue ben Qorcha trapiło jedno, zasadnicze pytanie: „Czy to możliwe, żeby aniołowie, którzy są płonącym ogniem, mogli odbywać stosunki seksualne tak, by nie poparzyć swoich narzeczonych od wewnątrz? Po wielu rozmyślaniach zdecydował, że kiedy aniołowie ci spadli z nieba, ich siła i postura zostały zredukowane do siły i postawy śmiertelników, a ich ogień zamienił się w ciało.  Jako autor Pierwszej wojny w niebie: Dziedzictwo i Księgi Aniołów, jestem zobowiązany o tym temacie wspominać, tłumacząc zawiłą historię relacji ludzi i aniołów. 



Fakty ze „świętych” zapisów 
Pismo mówi: „uczyńmy człowieka na nasz obraz, podobnego nam” /Rdz 1,26/. Zastosowana została liczba mnoga. Wynikałoby z tego, że człowiek tworzony był w formie czegoś zorganizowanego, nie pojedynczego, sprawczego działania.  W dalszej części Księgi Rodzaju możemy wyczytać, że „wtedy to Pan ulepił człowieka z prochu ziemi i tchnął w jego nozdrza tchnienie życia, wskutek czego człowiek stał się istotą żywą”. /Rdz 2,07/.   A teraz c…

Prawdziwa twarz satanizmu

Od ponad dziesięciu lat zajmuję się zjawiskiem satanizmu, obserwując to, co dotyczy tego zagadnienia. Na tej podstawie postanowiłem wyjaśnić po krótce, kim według mnie są współcześni sataniści i jakie zjawisko reprezentują.




Trudna klasyfikacja satanizmu
Satanizm nie jest sektą, a dla wielu też nie jest religią. Prof. Jerzy Bralczyk (Uniwersytet Warszawski), tak oto wyjaśnił to pojęcie:
Formalnie mógłby być uznany za odrębną religię, ale... niechętnie użyłbym tu określenia religia, bo to deprecjonowałoby pojęcie religii. Myślę o satanizmie jako o kulcie szatana, nie przypisując mu statusu ani religii, ani sekty.
Pozbawieni statusu sekty i religii, sataniści uchodzą za osoby zajmujące się kultem szatana. Z tym, dla wielu kojarzy się satanizm jako ruch, którego nie można uznać za religię, gdyż to obrażałoby tradycyjne podejście do religii. Na taki schemat, dziesiątki lat pracowała obiegowa opinia o złu, którą zasłaniano niecne czyny człowieka. Musiano jakoś usprawiedliwić to, że człowiek jes…