Przejdź do głównej zawartości

Śmierć, jako granica między światem żywych, a zmarłych

Śmierć, w aspekcie religijno – moralnym, wyznacza granicę bytu żywej istoty. Termin egzystencja jest znacznie bardziej złożony, a przez to problematyczny. Można mówić o egzystencji, w znaczeniu życia i jego procesów lub też całości zjawiska, uznając doczesność oraz byt pozagrobowy.
Warto temu zagadnieniu poświęcić czas, bo ono miało wielki wpływ na historię. Człowiek i jego śmierć to wielowiekowa podróż prowadząca przez odmęty wiary, filozofii i ideologii, sprowadzającej się do życia wiecznego.
Tradycja i współczesna myśl społeczna nieco odmieniają ten obraz. W tym krótkim artykule postaram się przybliżyć kilka istotnych faktów. 
Wydaje mi się, że współcześni ludzie, żyjąc w czasach cywilizacyjnego przyśpieszenia, podchodzą do śmierci zbyt rutynowo i opieszale, traktując ją, jako koniec, konieczność lub obietnicę dalszego spełnienia. Zbyt mechaniczne i formalne podejście do spraw zejścia, powoduje że nie zastanawiamy się nad właściwą drogą człowieka, która po zamknięciu wieka kończy się bezpowrotnie. 
Pozostaje otwarte pytanie o człowieka, jego godność i prawo do zachowania szczątków po zgonie. Palenie ciał jest dobre, ale czy prowadzi nas właściwą drogą, którą byśmy chcieli sami pójść? Załóżmy, że ktoś jest religijny i niszczy ciało. To go pozbawia łączności z tchnieniem, które się gubi. A jeśli ktoś jest ateistą? To, co odebrał ziemi powinien jej zwrócić, wraz ze swoim ciałem. Tak się nie stanie, gdy się spopieli. 
W tych naszych czasach wszystkiego się pozbywamy, wybierając minimalizm. Człowiek to nie rzecz, ale ciało, w którego sercu, niezłomne tchnienie wyruszyło zdobywać wieczność. 




Śmierć, jako granica 

Śmierć, jako próg, granica między światem żywych, a zmarłych (świata nierealnego, którego istnieniu przypisuje się domniemane istnienie: jest to jednak godne uwagi), stanowi absolutną niewiadomą. To przejście z jednej formy istnienia w drugą lub po prostu koniec. Skupmy się na tym, że jest to dalsza droga i swoiste przejście. Zakładamy tak, z uwagi na rozliczne, istniejące obrzędy i rytuały oraz zabiegi magiczne, które stworzono dla zapewnienia, jak najlepszej „egzystencji” duszy po śmierci. Po drugiej stronie, gdziekolwiek ona by nie była, ktoś czeka lub trafi nas pustka. Nastanie nicość, której nie definiujemy. Energia w przyrodzie nie zanika, a to przywraca nadzieję. Nadal zakładamy i spekulujemy, bazując na odwiecznych prawach natury. 
Sensem rytuałów pogrzebowych było wejście do tradycji, zachowanie ich w pamięci, ustalenie autorytetu. I sens ten nie zmienia się nawet w świeckich formach pogrzebowych. Nawet, jeśli dawne obrzędy z udziałem kapłana, zastąpi dobry mówca, to i tak ich przesłanie jest oparte na dawnej tradycji, wręcz w niej zakorzenione.  Człowiek, który odchodzi pozostawia po sobie rodzinę. To jego droga wieczności, wyrażona w sile ludzkich chromosomów, nadających sens przyszłemu życiu. Dopóki istnieje nasz gatunek, my ludzie, istniejemy wiecznie, przekazując najlepsze cechy przyszłym pokoleniom. 
Powiało pesymizmem. Pytania: Czy istnieje granica? Jak doskonały jest człowiek? Zdajemy sobie sprawę z odpowiedzi dopiero, gdy przypatrzymy się tajemnicy śmierci. To formalny koniec życia danej jednostki, ale też początek tysięcy nowych tworów. Doskonałość życia polega na zdolności do wypełniania pustego miejsca. 
Ceremonia pogrzebowa to smutne wydarzenie, ale zmęczony i wyeksploatowany organizm, nie mogąc dłużej funkcjonować kończy pewien etap. Energia stając się wolna łączy się ze wszechświatem. To mała cząstka tego, czym chwilę byliśmy. I ta forma, wyczerpując się, musiała ulec przekształceniu. Czy stanie się nowym życiem? Czy trafi do raju? Nikt tego nie wie, jednak przypuszczamy. 
W moim przekonaniu, tchnienie życia krąży, odnawiając ciało przy kolejnych narodzinach, wypełniając ożywczo doskonale uformowany organizm. 
Pamięć po tym pozostaje nietrwała lub żadna. Tak naprawdę nigdy o tym nie myśleliśmy, ograniczając się do wizji religijnych lub medycznych. Żyjemy, nie szukając odpowiedzi na ważne pytania. Śmierć to granica, której nie przekraczamy z tej pozycji. 
Ludzkość otrzymała ważną wskazówkę: istniało niegdyś drzewo życia. Czyli, żyć wiecznie, to nie taki wcale banał, jakby mogło się wydawać? 
Wolałbym, żeby cykl życia i śmierci został zachowany, ale gdyby tylko ludzkość zdecydowała się odkryć tajemnicą, bym był szczęśliwy, wiedząc, że kres próby dobiegł końca. 





Prawo ludzi do istnienia i nieistnienia

We współczesnym świecie zatarła się granica śmierci. Nastąpiła zmiana związana z rozwojem nauki. Istnieje możliwość powstrzymania życia w zarodku (cykl zostaje przerwany), czy podtrzymania chwili śmierci (wyznaczanie granic konieczności podtrzymywania życia). 
Istnieje obok tego mit o życiu i śmierci, który łączy się z prawem ludzi do stanowienia o życiu i śmierci, inaczej istnienia i nieistnienia. Zaburzony cykl ma swoje konsekwencje nie tylko w wymiarze religijnym, ale również głębszym. 
Nie istnieje selekcja naturalna obserwowana u innych gatunków, od kiedy człowiek zaczął opiekować się starszymi i chorymi osobnikami, nie mówiąc już o okresie, od którego intensywnie rozwija się medycyna. 
Tak samo jak nie ma nikt prawa nakazywać komuś zapoczątkować życia, nie ma też prawa go kończyć. Człowiek musi istnieć wedle ustalonego rytmu. To rozwój wiedzy ludzkiej powoduje, że świat się zmienia. Koniec zawsze jest ten sam. Rozpoczyna skomplikowany rytuał. Kiedy jednak następuje faktyczny koniec i co ma do tego ciało człowieka? 
Żydzi wierzą, że ciało to kielich podtrzymujący duszę. Ślad po życiu, pozostawionym na Ziemi. Zachowanie ciała ma zapewnić duszy światło w jej drodze. Oczywiście u samych Żydów istnieje dziesiątki teorii. Wpływ na to miały rozliczne przemiany zachodzące pod wpływem różnych kultur, wśród których przebywali. Zjawisko synkretyzmu nie ominęło obrzędu pogrzebowego. Faktem jest jednak to, że szanują swoje cmentarze i bronią je przed zniszczeniem. Wiara dawnych przodków przetrwała w nich, tu i teraz.   
Zbliżone jest to do dawnych wierzeń egipskich, według których zapewnienie po śmierci właściwej ochrony dla ciała ma duże znaczenie. Obrzęd pogrzebowy wymagał tego, aby rodzina, pozostająca po zmarłym chciała go pochować oraz miała za co. O to w Egipcie szczególnie dbano. Zmarłym poświęcano opisy, które zdobiły miejsca pochówku, oddając w nich przeróżne historie związane z życiem doczesnym, pozagrobowym oraz sytuacją. Głównymi bóstwami związanymi z pochówkiem byli Ozyrys, Anubis, Maat i Ammit. Po śmierci serce grzesznika było ważone, a kiedy przeważyło nad strusim piórem Maat, to wówczas zostało pożarte przez Ammit, co dla nieprawego równało się ze spaleniem. Ważenie serca równało się z ważeniem sumienia. Człowiek Egiptu musiał trzymać się zasad i kierować wewnętrzną siłą, zdolną ustrzec go przed błędami, co miało swoje odzwierciedlenie w scenach związanych z życiem pozagrobowym. 

„I stawali w szeregach, polegli z ziemi, jak szarańcza tłocząc się przed Anubisem, a ciężar ich serc ważył się z piórem Maat. Śmiertelny, wolałby w niedoskonałości raczej spotkać Ammit, niż znaleźć się w niełasce Seta. Ten poruszał pustynią, a piaski sierdząc się duchem Dagona wydawały dech, wyrzucając podłoże w przestrzeń”.

Fragment: Pierwsza wojna w niebie: Dziedzictwo 





Znaczenie wzajemnych relacji życia i śmierci

Życie stanowi dla każdego człowieka wartość szczególną. Oznacza stan, w którym świadomy swego istnienia człowiek, pewny wyborów, działań i dążeń napotyka śmierć, czyli wielką niewiadomą.  Opisałem w wielkim skrócie drogę życia, której śmierć wyznacza jeden z krańców. W tym znaczeniu śmierć także jest życiem. 
Życie każdej istoty żywej, zarówno zwierzęcia, jak i rośliny oznacza ogromną wartość. Narodziny, rozkwit, wzrost, miłość, seks, potomstwo, pierwsze doświadczenia, przeżycia bolesne i mniej, pogarda, nienawiść, ból, cierpienie, światło, ogień, mrok i burza. Wszystko to prowadzi człowieka nieodwołalnie do śmierci. Ludzie są skazani na życie i na śmierć. Po prostu są; narodziny i śmierć są pewne i nie zależą od nas. Musimy się dostosować i istnieć w określony dla siebie sposób, w porządku ugruntowanym przez przeszłe pokolenia i zdarzenia, które będą dziełem tych, którzy nadejdą po nas. 
Życie to jedna wielka niewiadoma, którą rozszyfrować można w chwili śmierci. Śmierć nastaje i niewiadomym jest, czy stało się już jasne to: dlaczego tu byliśmy? Nie ma odpowiedzi. Z drugiej strony, nikt nie powstanie i nie wróci, nie powie, że był i ma dowód wieczności, której pragnie człowiek, tak mocno kochający własne życie. 
Warto cieszyć się życiem, nie odbierając tego daru innym. Mam tu również na myśli zwierzęta. Biblia dała im szczególną gwarancję życia, zwłaszcza we fragmentach związanych z początkiem stworzenia i obecnością Pana na Ziemi. Później to zmieniono, czyniąc tak, jakby Stwórca był lekkomyślny i popełniał błędy w tak ważnych sprawach. 

Śmierć to antyteza życia

Życie i śmierć, to te same wątki jednej księgi istnienia. Tych ksiąg są miliardy miliardów, od początku istnienia Ziemi, zapisano już wiele tomów. Zbyt mnoga ilość tchnień, jak na Sąd Ostateczny? A może nie jest ich aż tak wiele? I ci, którzy wierzą w reinkarnacje mają rację? Może rację też mają ci, którzy wierzą w wędrówkę dusz i otrzymywanie kolejnych szans? I wreszcie, może racje mają ci, którzy chcą zachować ciało po śmierci, by tchnienie nie błądziło? Dlaczego nie spojrzeć na całość wierzeń i nie poszukać w nich jednego, wspólnego sensu? Może w tej zapisanej księdze istnieje wiecznie, przemierzając epoki, przeobrażając ciała, jeden, niepokorny i wspaniały człowiek. 
Te dwie płaszczyzny: życie i śmierć, pozornie się wykluczają, lecz w rzeczywistości się uzupełniają. 
Załóżmy, że człowiek podjął próbę wyjaśnienia tego paradoksu bytu.  

– Nie może być śmierci – pomyślał? To nie może być koniec! 
Podjął się próby głębszego zrozumienia bytu. Uwierzył w kontynuację swej realnej egzystencji po śmierci (pośmiertna nierealność bytu). 
Człowiek odnalazł w tym rozwiązaniu sens. To był jego bunt przed śmiercią. Religia pozwoliła mu obłaskawić wroga. Stworzył perspektywę i nadała sen śmierci. 
– Będziecie żyć wiecznie! – zakrzyknął. Potem się poprawił, dodając: uwierzcie w prawdziwą religię, którą głoszę, w imieniu Jezusa Chrystusa! 

Człowiek cierpi i umiera poza czasem, żyje pełnią i cieszy się. Życie jest jedno, ale śmierć także. To jest pewne. Następują w cyklach, niekończących, trwających na całym świecie. Na ogromną skalę, nie do wyobrażenia, następuje zmiana warty, pomiędzy narodzinami, a śmiercią.  Trwacie na posterunku, powtarzając sobie: to nie mój czas! Tego nikt nie wie, bo kiedy i gdzie, stanie się faktem, bez naszego udziału. Wyjaśnię: nie zapamiętamy momentu śmierci, a pozbawieni życia staniemy się wolni wobec spraw tego świata. Nasz bieg zakończy się i wszystko posunie się dalej, tak jakby nasze wcześniejsze istnienie nie miało sensu. 
Inna prawda głosi, że każdy ma wpływ na życie. I to też jest fakt, bo gdy wypadnie jeden klocek z układanki, to budowla, nietrwała i chwiejąca, może się zachwiać i legnąć. To pozorne, ale stwarza perspektywę. 
Grupy władzy, nazwijmy ich „projektantami”, dawno doszły do wniosku, że ludzi jest zbyt wielu. Niepotrzebne osobniki, odpowiednio programowane mogą nie wpływać na materie i jej stabilność, dlatego wymagają szczególnej kontroli. Świadoma zbiorowość rzeczywiście byłaby w stanie doprowadzić do wynaturzenia. Zachwianie nie posłużyłoby dalszej drodze, niwelując wcześniejsze starania. 
Nauczono ludzkość pewnej umiejętności, która pozwala na obojętność, pozbawiając poszczególne jednostki empatii. 
Każda zapisana „księga życia”, osobnego człowieka, jest nam obca. Nie potrafimy ich otwierać i czytać. Wybaczcie poprawność: nie chcemy ich czytać, mamy wywalone na to, jak żyją i umierają inni. Nie staramy się zrozumieć i przenikać, bo ten dar, odebrano nam dawno. I tak zostało.
Zaczynamy żyć zamknięci przed sobą. Izolujemy się, ale wolimy wierzyć, wzajemnie podtrzymując się w świątyni, pewni obietnicy zwycięstwa nad śmiercią. Masowo podchodzimy do problemów, które nie są już problemami. 
Śmierć została wyrzucona z salonów. Wolimy jej nie widzieć, nie czuć, nie smakować. Porzuciliśmy obcowanie ze śmiercią, definitywnie odcinając się od jej piękna. 
Życie to dowód triumfu każdego człowieka, który wie, że ma chwilę na to, by spełnić swój cel. Doskonale tym można wyjaśnić wyścig szczurów, czy „wilczy pęd” do „szczurzego gniazda”. 
Jedno życie i jedna śmierć. Ludzie zapomnieli o dawnych przesłaniach. Już się nie boją, bo wiedzą, że cokolwiek nie nastąpi, to będzie i tak ich kres. Zamierzają żyć, tu i teraz, a przy okazji poczuć pełnię władzy, dokopując innym. A może to nieświadome korzystanie z niemego przyzwolenia? Nie wiem. 
Wszyscy kiedyś umrzemy, a zegar wciąż odmierza nam czas. Z każdą minutą, coraz nam do tego bliżej. Dziś nie zdajemy sobie sprawy, bo jeszcze życie tli się w nas, czujemy siłę i konieczność pozostawienia po sobie triumfalnego pomnika wieczności, w postaci potomka. Wyścig trwa, dobór również. 





Wierzenia o duszy zmarłych

Ludzie zmarli grzebani byli w ziemi (współcześnie mogą zostać również skremowani czy zakończyć istnienie, na inny, nowoczesny sposób – zamrozić się i rozpęknąć), która wchłaniała ich siły witalne. Siły te były przemieniane. Na tym polega, znany wszystkim obieg materii. I od tego procesu również nie jest odosobniony człowiek. Przyglądałem się filmowi w reżyserii J. Camerona „Avatar”. I tam była wyłożona cała ta sentymentalna filozofia: „Brałeś z ziemi, to do niej powracasz i oddajesz”. Wszyscy się tym zachwycają, jak jest na innej planecie, widać Hollywood czyni cuda. Na własnym podwórku wolą kremację. To za sprawą tego, że boją się o własne kości po śmierci. 
Zmarli nie stanowią zagrożenia dla żyjących. Ich spełnione życie u kresu powinno zostać przekazane Matce – Ziemi. Natomiast, gdy życie zostało nagle przerwane, dusza człowieka była niespełniona i świadoma tego, pokutując, krążyła po świecie (obrzęd dziadów). 
Pogrzebani w ziemi niepoświęconej, poza cmentarzem, w jego specjalnej części, nigdy nie zostali zwróceni ziemi. Nie mogli oddać jej siły witalnej, lecz mogli stawać się pośrednikami życia. Stąd bierze się silnie zakorzeniona wiara w dusze krążące po ziemi, przeklęte w wampirów i innych potworów. Błądzące po świecie mary, spowodowały powstanie wiary w czyściec, upowszechnionej i cenionej w religii. 
Kościół katolicki, bazując na starych wierzeniach i przyzwyczajeniach, ugruntował tę wiarę, w postaci czyśćca. Dusze takie stawały się pośrednikami. Z nimi mogły komunikować się wróżki, czy inne popularne współcześnie media. Dusze te przywoływane były w różnych rytuałach, nie tylko satanistycznych, ale również kościelnych.  
Dusze te związane są z wodą (która nie jest dawczynią życia, ale podstawą jego trwania) i księżycem (odbija światło słońca, jest częścią nocy), włączone zostały w zamknięty krąg życia, śmierci, narodzin i umierania. W tym kręgu znajdowały się dusze zmarłych przodków, które podlegały specjalnej czci. 
W animizmie czy totemizmie wierzono, że dusze te są upostaciowione, w formie żywych istot, czy roślin oraz także innych tworów przyrody nieożywionej. Zadaniem ich było sprawowanie opieki. Stanowiły dziedzictwo i jego źródło. Duchy te miały swoje kompetencje i ograniczone strefy działania. Duchom tym nadano określone prerogatywy, tak samo, jak nadano je aniołom, które usadzono w chórach, serafiach i innych nieznanych mi magicznych kręgach modlitewnych. 
Wiara w te duchy związana była z obrzędowością prostego ludu, której ślady odnajdujemy do dziś. Nasze słowiańskie dziady, zastąpione Świętem Zmarłych (Wszystkich Świętych), czy też Zaduszkami, czy też święta ku czci plonów (dożynki), w których święci się płody roli, które daje ziemia, stanowią nawiązanie do dawnych wierzeń. Duchy sprawują nad tym opiekę, dostarczają też sił witalnych. W ten sposób cykl życia trwa, a zmarli są z nami na ziemi. Tak bynajmniej wierzymy. 
Niektórzy bezskutecznie poszukują duchów, próbując znaleźć dowód ich istnienia. Inni jeszcze wierzą, że je widzą i czują. Każdy zbija kapitał, opierając swe źródło zarobkowania, na czym innym. Jest to temat lotny. Każdy z nas chce dowodu na to, że życie to nie koniec, a dopiero początek. Wolimy wierzyć w to, że będzie kiedyś lepiej żyć, niż cokolwiek zmieniać już teraz. Tacy jesteśmy. 
Świat nas przerósł w pewnym momencie i woleliśmy zamknąć się w swych małych światach, nie opuszczamy ich, trwając w kręgu. Wystarczy przykład pojawiającej się w mieście wróżki czy medium. Pragniemy dowodu na to, że nam powie, dopasuje horoskop do nas. Siła autosugestii jest ogromna, wynika bezpośrednio z potrzeby wiary. Człowiek pragnie otrzymać obietnice, którą powoli dostosuje do własnych potrzeb. Ambitniejsi wierzą, że przemawiają przez wróżbitów duchy, które nieszczęśliwie nie dopełniły cyklu. W co wierzymy? Dawna wiara wciąż silna? 
Życie jest początkiem drogi, którą zmienia śmierć, zastępując kolejnym nowym początkiem. Mamy czas na zmianę zachowania. Nie wiemy jednak, kiedy ten czas minie, więc czy warto ryzykować, jeśli się twierdzi, że się wierzy? 

Obrzęd pogrzebowy

Obrzęd pogrzebowy stwarza możliwość przyjęcia ofiary na rzecz wspólnoty religijnej ze strony rodziny, która martwi się o dusze zmarłego. Świecki pogrzeb podkreśla też rolę i doniosłość życia człowieka. Jedno i drugie musi kosztować.  
Wróćmy do samego obrzędu. Zawiera w sobie rytuał włączenia duszy człowieka do innego świata. Rzucana jest symboliczna grudka ziemi na trumnę i pada znane wszystkim przypomnienie: „Z prochu powstałeś i w proch się obrócisz”. Żywi stoją wtedy nad grobem, żegnając się ziemią, którą symbolicznie przykrywają zmarłego. Trumna zjeżdża w dół i przekracza granicę światów. Odtąd nie ma już na Ziemi człowieka, którego ciało zwrócono ziemi. Świat zmarłych jest duchowy i nie jest światem żywych. Świat żywych łączy ciało i pragnienie duszy, która znajduje się gdzieś w żyjącym ciele. Światy te łączą nierozerwalne więzi. Żyjący stanowią namiastkę tego, kim byli zmarli.  
O zmarłym opowiada się. Staje się on żywą pamięcią. I tu zapada swoiste „non omnis moriar” („nie wszystek umrę”), wyrażone przez Quintusa Horatiusa Flaccusa. Jeżeli zmarły był dla żywych autorytetem, wiele racji może zyskać na znaczeniu, kiedy ludzie zaczynają powoływać się na zmarłego i działać w imię jego racji. W tym człowiek żyje wiecznie.





Pogrzeb to także widowisko 

Zmarły musi trafić do przeszłości. Żywi muszą wyłączyć zmarłego spośród żywych. Nie wystarczy adnotacja w urzędzie, powodowane jest to potrzebą rozwiązania stosunku wzajemności. 
Zmarły musi odejść do swojego świata, by nie szkodził żyjącym. Nawet, gdy człowiek za życia był społecznym trupem, to musiał zostać pochowany. Pochówek sprawia się ze względu na człowieczeństwo i zasady religijne. Ma on jeszcze ważniejsze podłoże: higiena. Z tego względu należy usunąć głównie zwłoki, by nie szkodziły one żyjącym. Religia i przekonanie człowieka o własnej wyższości sprawiają, że nadaje się temu obrządkowi doniosły sens.  
Pochowany człowiek otrzymuje od społeczności gesty wyłączenia. Zostaje zakopany. Kartę ewidencyjną przekłada się do osobnego rejestru. Nastąpił faktyczny koniec. Człowiek odszedł. Jeśli za życia nie zadbał o własną nieśmiertelność, czyli nie stworzył czegoś lub nie pozostawił dzieci i wnuków może być tak, że odszedł bezpowrotnie. Najgorsza jest niepamięć. A śmierć wyznacza granicę nie do przebycia. Dlatego tak ważne jest życie. Tu i teraz.  
Wśród wielu kultur, dla zabezpieczenia się przed powrotem ludzi z drugiej strony, stosowano różne zabiegi, m.in. przebijając czaszki czy obcinając głowy, pętając kończyny. Jakby nie było, musieli zmarli dać ku temu stosowny powód za życia. Granica śmierci pozostaje poza realnym postrzeganiem. Jedynym, który ją przekroczył, w tradycji chrześcijańskiej był Jezus zwany Chrystusem. Tak bynajmniej kazano wierzyć przez wieki, aby ludzie wiedzieli, że po śmierci nie następuje koniec, tylko lepszy czas (nowy, cudowny stan skupienia). Wiara ta była potrzebna w czasach, w których rodził się feudalizm i następowały społeczne podziały. Umierali rzymscy bogowie, a na arenę dziejów wkraczało chrześcijaństwo. Tak, tak: ze stosami, prześladowaniami i inkwizycją na czele. 

Uroczyste przyjęcie po pogrzebie, czyli tzw. „stypa”

Zwyczaje biesiadne po pogrzebie oznaczały wielką troskę o życie po śmierci, do której przywiązuje się jeszcze większą wagę, niż do wydarzeń za życia człowieka. Znamy wiele pieśni pogrzebowych i zwyczajów biesiadnych oraz rytuał życzliwości dla duszy i dusz. To część naszej tradycji i kultury. 
Po pogrzebie zawsze zaprasza się na uroczyste przyjęcie, zwane powszechnie stypą. Na stypach śpiewało się „Pieśń o Maćku”, który „umarł i leży na desce, ale by zatańczył, gdyby zagrano mu jeszcze”. Na uczcie pije się i je za zmarłego. Dawniej rzucano kęsy jedzenia pod stół z każdej potrawy. Przypomnijmy sobie grecką kottabos, w której wylewa się wino dla Apollina. Te kęsy były dla zmarłego, który jest nisko. Rzucano je także dla dusz tych, którym rodzina nie była w stanie zapewnić odpowiedniej biesiady. Dlatego zwyczaj każe na stypę zaprosić każdego, aby miał możliwość dokonać rytuału tzw. „życzliwości”. W zaświatach jesteśmy sobie równi, na Ziemi o tym sobie przypominamy w obliczu śmierci. 
Dawniej biesiadowano kilka dni. Obecnie jest to raczej symboliczne przyjęcie. Stypa i biesiada, wyprawiana za duszę zmarłego, dla zjednania i zapewnienia życzliwości z jego strony. Wierzono w możliwość oddziaływania zmarłych. Przykładem są modlitwy w kościele katolickim, kierowane do świętych, które wskazują, że mogą oni interweniować w zaświatach przed samym Stwórcą.  

Msza żałobna

Msza żałobna, zwana „żałomszą”, to zwyczaj odprawiania mszy zapoczątkowany przez cechy miejskie, w tradycji uchodząca za przypomnienie zmarłego i jego życia. Msze żałobne odprawiano po pogrzebie, przybywała najbliższa rodzina i krewni. Cechy miejskie stworzyły określone prawo, które nakazywało brać udział w tych wydarzeniach i pocieszać strapioną rodzinę. Za brak obecności groziły kary grzywny. W czasie takiej mszy zbierali się wszyscy członkowie cechu i ich rodziny. Modlono się za wszystkich zmarłych. Oprócz tego rodziny zmarłego zakupywały msze prywatne, w rocznicę śmierci zmarłego. Msze te były opłacalne, głównie dla kościołów, które otrzymywały niebotyczne kwoty za takie publiczne przedstawienie. Chodziło o prestiż, a to kosztuje w każdych czasach. Rodziny dawały też środki na tzw. „przypominki o zmarłych”. Płacono nie tylko w monecie i drogich klejnotach, ale także w naturze. 
W Tuszynie,, 8 kwietnia 1753r., ksiądz Wojciech Klisielewski wziął od Grzózki beczkę piwa za "przypominki" za zmarłych duchów Grzązków. Podobne zwyczaje panowały na Kresach II Rzeczpospolitej, gdzie płacono dobrami gospodarskimi. 
Także mimo upływu lat, w pewnych kwestiach, zwyczaje pozostały niezmienione. 

Pogrzeb kawalera lub panny

Był uroczysty jak wesele. Nieważny był wiek chowanych. Taki pogrzeb nosił miano wesela. Zaangażowani byli druhowie i druhny noszący świece. W kieleckim, nieopodal Wiślicy, jak podaje literatura przedmiotu, zwyczaj ten był obserwowany przez etnografów. Trumnę niosło osiem osób parami, kobieta rzucała do trumny wianek, a druhny i druhowie wstążki i bukietki. Obrzęd kończyła uczta organizowana w karczmie lub w domu. 

Chłopski pogrzeb 

Wśród chłopów pogrzeb był znacznym wydatkiem. Musiano opłacić księdza oraz kościelnych funkcjonariuszy – dzwonnika i organistę. Księża wymagali dużych opłat. Wywoływało to spory i władze kościelne ustalały ceny maksymalne oraz odpowiednie reguły postępowania. W praktyce to jednak od proboszcza zależało, jak i za ile był sprawiony rytuał pogrzebowy ze strony kościoła. 

Można powiedzieć, że w tym zakresie niewiele się też zmieniło do naszych czasów. Pogrzeb staje się możliwością dodatkowego zarobku. I tego nie należy ukrywać, jako powszechnie znanego faktu. 
Kapłani posiadają moc czynienia wielu spraw, łącząc świat żywych ze światem bóstw. Pośredniczą, a obok tego istnieje tradycja, z którą należy się liczyć. 




Postscriptum

To, co napisałem nie wyczerpuje tematu. Stwarza natomiast ogląd na sprawy związane z historią i tradycją. Posłużyłem się w dużej mierzy przykładem polskiej tradycji ludowej. Nawiązałem, w sposób uproszczony, do tradycji Żydów i Egipcjan. Kilka refleksji i pytań, na które nie znajdzie się uproszczonej odpowiedzi, popartej faktem, czyni z obrzędu pogrzebowego rytuał tradycji i wiary, zdominowany przez aktualnie panującą religię. Można do tego dodać element magiczny, aby ubarwić sytuację. Nie dostrzegam takiej potrzeby. 
Wszystkich nas łączy kilka fundamentalnych faktów: narodziny, życie i śmierć. Pozostaje ogromną tajemnicą, co było przed tym oraz, co będzie po tym? Na te pytania nigdy nie udzielimy prostej odpowiedzi. 

Popularne posty z tego bloga

Sztuka kochania według Owidiusza – Jak poderwać kobietę?

Rozpoczynam nieco nie z dworską może etykietą, bo "podryw", to potoczne słowo określające zaloty, czyli starania się o rękę. Podrywać można do lotu lub autorytet, ale zwyczajowo też kobietę, którą można również "rwać".  Do kobiet się "startuje" i "uderza". "Zarywa się" dość powszechnie na całym świecie. Dawniej się "konkurowało" i "zalecało". Można też "smalić cholewki" i "uderzać w konkury", ale też "uderzać w koperczaki" i "umizgiwać się".  "Umizg", niebo lepszy niż "randka w ciemno", zawsze pozostawia jakiś nieprzebyty smaczek. "Podryw" to uwiedzenie, w tym sensie może oznaczać tylko jedno – "seks bez zobowiązań". I Fortuna może sprzyjać, jeśli szczęściu pomożemy. Uwodzenie nie ma do końca być początkiem trwałego związku, ale ma sprowadzać się do przeżycia czegoś ciekawego. W życiu można zdobywać wiele kobiet i jest to rzecz naturalna – …

O aniołach i stosunkach seksualnych

Joshue ben Qorcha trapiło jedno, zasadnicze pytanie: „Czy to możliwe, żeby aniołowie, którzy są płonącym ogniem, mogli odbywać stosunki seksualne tak, by nie poparzyć swoich narzeczonych od wewnątrz? Po wielu rozmyślaniach zdecydował, że kiedy aniołowie ci spadli z nieba, ich siła i postura zostały zredukowane do siły i postawy śmiertelników, a ich ogień zamienił się w ciało.  Jako autor Pierwszej wojny w niebie: Dziedzictwo i Księgi Aniołów, jestem zobowiązany o tym temacie wspominać, tłumacząc zawiłą historię relacji ludzi i aniołów. 



Fakty ze „świętych” zapisów 
Pismo mówi: „uczyńmy człowieka na nasz obraz, podobnego nam” /Rdz 1,26/. Zastosowana została liczba mnoga. Wynikałoby z tego, że człowiek tworzony był w formie czegoś zorganizowanego, nie pojedynczego, sprawczego działania.  W dalszej części Księgi Rodzaju możemy wyczytać, że „wtedy to Pan ulepił człowieka z prochu ziemi i tchnął w jego nozdrza tchnienie życia, wskutek czego człowiek stał się istotą żywą”. /Rdz 2,07/.   A teraz c…

Prawdziwa twarz satanizmu

Od ponad dziesięciu lat zajmuję się zjawiskiem satanizmu, obserwując to, co dotyczy tego zagadnienia. Na tej podstawie postanowiłem wyjaśnić po krótce, kim według mnie są współcześni sataniści i jakie zjawisko reprezentują.




Trudna klasyfikacja satanizmu
Satanizm nie jest sektą, a dla wielu też nie jest religią. Prof. Jerzy Bralczyk (Uniwersytet Warszawski), tak oto wyjaśnił to pojęcie:
Formalnie mógłby być uznany za odrębną religię, ale... niechętnie użyłbym tu określenia religia, bo to deprecjonowałoby pojęcie religii. Myślę o satanizmie jako o kulcie szatana, nie przypisując mu statusu ani religii, ani sekty.
Pozbawieni statusu sekty i religii, sataniści uchodzą za osoby zajmujące się kultem szatana. Z tym, dla wielu kojarzy się satanizm jako ruch, którego nie można uznać za religię, gdyż to obrażałoby tradycyjne podejście do religii. Na taki schemat, dziesiątki lat pracowała obiegowa opinia o złu, którą zasłaniano niecne czyny człowieka. Musiano jakoś usprawiedliwić to, że człowiek jes…

Energetyczne wampiry – rozpoznawanie, obcowanie, uwolnienie

Energetyczne wampiry, wysysające naszą energię, w rzeczywistości istnieją, są wokół nas i mają się dobrze. Planują godzinami to, co z nami zrobią, a kiedy usiłujemy się „wyzwolić” i wydostać spod ich jarzma, to zaczynają swój okrutny atak, wymierzony w nas. 
Zaczynają „zemstę”, uprzedzając nas wcześniej o tym, a kiedy zbyt gwałtownie im odmówimy, przystępują do ciosu. Porzucają wszystkie swoje sprawy, których nie mają zbyt wiele, na rzecz tego, by dać nam nauczkę. W ich ocenie nie mamy prawa do „porzucenia” ich. Jesteśmy w ich mniemaniu im wiele dłużni. Uważają, że „prawo do zemsty” im się należy. Oddali nam w końcu przysługi, przynieśli drobne prezenty materialne, wyciągnęli rękę w chwili naszej słabości. 






Czatują na stosowny moment, obserwując ludzi, a kiedy się nadarzy okazja, przystępują do natarcia. Ich pomoc jest pozorna i prowadzi do uzależnienia. Więcej wezmą niż dali, ale to zauważymy, orientując się dopiero po pewnym czasie. 
Nie mogąc się pogodzić z „odrzuceniem” dojdą do wnio…

Co złego zrobiła koza?

Zastanawiam się: komu, co złego uczyniła koza (lub kozioł), że przypisano temu zwierzęciu całe zło, nazywając diabłem.  Dosłownie i w przenośni nie rozumiem tego zjawiska, "skozowacienia satanizmu". 
Fascynacja satanizmem też jest dla mnie niezrozumiała u większości ludzi, którzy nie rozumiejąc natury spraw, mówią o tym, jakby służyło to ich własnemu interesowi.  Satanizm kojarzy się większości (nawet wyznawcom) z możliwością "dokopania wrogowi" (stąd stałe pojęcie wroga u pseudosatanistów), z użyciem sił nadnaturalnych. W takim kontekście zastanawia mnie, czemu w kraju, w którym żyje nie jest to nadal doktryna oficjalna? (Zupełnie bez obrazy. W Polsce ludzie lubują się w dowalaniu innym).  Jeśli czytam, że "ktoś ma zapłacić, za to że ja płacę" albo że "umrze, bo mnie nie pokochał", to myślę sobie że doktryna zła ewoluowała w kierunku zmarszczenia.  Wytłumaczeniem zmarszczenia jest zwyrodnienie pięknej formy. Tyle i aż tyle w kwestii znaczenia pojęci…

Lucyferianizm – blask zmienia się w proch

Światli ludzie zrozumieją znaczenie, nadanego temu artykułowi tytułu. Krąg tych osób jest ogromny, od wyznawców judaizmu i chrześcijaństwa, po wykształconych kulturowo i literacko apologetów (obrońców wiary chrześcijańskiej i jej prawd).  Lucyfer, strącony z Nieba, lecąc w kierunku Ziemi (zdobny w kamienie i złoto, lśniący przepychem), spalił się na proch. Zdrada Lucyfera – według mitów, nastąpiła trzeciego dnia stworzenia. Przypomnę, że według Biblii, w tym dniu została stworzona Ziemia, która wydała wszelkie rośliny zielone i drzewa. Strącenie stanowiło karę za wyniosłość, piękno, przezorność i blask. Opis z Izajasza wskazuje na kogoś, kto podbijał narody. 
Stary Testament wspomina o władcy babilońskim (satyra na króla babilońskiego), który runął pośród ziemi. W okresie późniejszym, ten znany fragment Iz 14, zaczęto utożsamiać z kimś potężnym, kogo powalono. To istota, która była równa Stwórcy, obalała królestwa, wyrzucona została z grobu, jak ścierwo. Biblia zapowiada, że złoczyńca z…

Drzewo dające wieczność

Charakterystyka na podstawie starotestamentowego wyobrażenia
Z drzewem spotykamy się w Księdze Rodzaju, przy opisie Ogrodu Eden, który Pan umiejscowił na wschodzie, a następnie umieścił w nim człowieka. Człowiek ten był ulepiony z prochu ziemi, a w jego nozdrza tchnięto życie.
[...] „Na rozkaz Pana wyrosły z gleby wszelkie drzewa mile z wyglądu i smaczny owoc rodzące oraz drzewo życia w środku tego ogrodu i drzewo poznania dobra i zła"[...] (Rdz 2, 9-10). Opowieść o Edenie, drzewie życia, poznania dobra i zła oraz Adamie i Ewie zna wielu ludzi na świecie. Przez jednych traktowana jest jako przypowieść, dla innych stanowi inspirację, a jeszcze inni dopatrują się w niej symboliki, dla spraw, które nigdy nie mogły mieć miejsca. Opowiedzieć początki człowieka, to znaleźć klucz do dziejów tego rodzaju, poznać powód konfliktu pomiędzy człowiekiem, a aniołami oraz w pełni zrozumieć drogę, którą przebyliśmy do tego  świata. Pod tym pozorem istnieje coś większego, źródło wieczności i poznani…

Łodyga przeciwieństw – Kto jest szatanem?

Anton Szandor LaVey napisał nieszkodliwą książkę w wymowie, z zupełnie innym ujęciem niż sądzą ludzie. Jeszcze nie napisałem recenzji Biblii Szatana, choć tę księgę czytałem ogromną ilość razy. Powszechne przekonanie o dziełach jej Autora wynika z niewiedzy oraz błędnie utrwalonego poglądu dotyczącego ludzi. LaVey, ostatni prorok Ziemi, wyjaśnił że kłamstwo było wrogiem wolności, pozbawiając osobistą naturę człowieka wszelkiej zdolności radzenia sobie z życiem. Mówił, że trzeba zniszczyć kłamstwo. I nie chodziło mu o plucie na hostię czy przeklinanie wrogów – to byłoby zbyt proste, tworząc kolejne kłamstwo. Perfidnej manipulacji dokonano, dając ludziom księgi, w których prawa zostały zapisane, a częściowo zmienione. Nie mieli czasu i odwagi dokonać całkowitego zakrycia, okazało się że brak pomysłu nie przeszkodził w tworzeniu zaprzeczeń. Zbudowali na tym kościoły, a ludzkość trzymając w ręku Biblię, wierzy tępo w słowa beznamiętnego, barbarzyńskiego kaznodziei, który nawet resztki tego…