Przejdź do głównej zawartości

To są larwy systemu, w którym gnidy zmieniają się w motylki

Prowincja to miejsce w naszym świecie, skraj ziemi, na którym żyjemy. Każdy ucieka do niej, kiedy jest mu źle. To taki nasz mały, globalny azyl, który i tak nie jest wielki. Zabiegani, w codzienności, skupiamy się na najbliższym otoczeniu, nie wychodząc twórczą myślą w szeroki świat. Obieg naszego rozumowania często obumiera, padając w porażce, zabity propagandowym ciosem iluzji.
Napisałem książkę o polskiej prowincji. I to nie jedną, przez co można mówić, że stworzyłem serię. Fikcja literacka, która rozgrywa się w alternatywnej do naszej rzeczywistości, wypełnia ją w pewien sposób. To satyra polityczna.
Tam, gdzie nie jesteśmy w stanie udzielić odpowiedzi na proste pytanie pomaga nam literatura. Tworzona z potrzeby chwili i serca, niekiedy zwykłej pasji.
Rzeczywistość, którą opisuję poraża w każdym calu. Wiemy dobrze, ile razy politycy nas zawiedli i o co w tym chodzi.
Łatwe i płynące ze sprawowanej władzy życie, wyznacza osłom nowy zawód: poseł, senator, minister. Wiemy, że tak nie powinno być. No, ale cóż, my małe ludki, nie możemy nic na to zaradzić.






Jeden system umierał, kiedy ja stawiałem pierwsze kroki

Pełni entuzjazmu moi rodzice, jak większość Polaków wybierali między mniejszym a większym złem: Lech Wałęsa – Stan Tymiński. Polska wprowadziła Plan Prof. Balcerowicza i transplantowała Adama Michnika i jego styl informowania opinii publicznej, wzorując niezależność mediów na zachodnich wzorcach.
Rozpoczynały się przemiany i faktyczne zetknięcie z nowym systemem. Każdy chciał w tym jakoś żyć. Zniknął przemysł, zamykano zakłady i ludzie trafiali na ulicę, stając się bezrobotni. Obowiązek pracy zniesiono, kształtując alternatywne i przetrwalnikowe formy pomocy społecznej i zasiłków, w zacnym modelu, preferowanym przez Jacka Kuronia.
Kraj nie mógł zostać z ludźmi bez pracy. Otworzono granicę i co ambitniejsi mogli wyjechać za chlebem, by żyć lepiej.
Znaleźć coś dla siebie było trudno. Banda złoczyńców, rozkradająca pozostałości po systemie socjalizmu polskiego lat 1945 – 1989, wzbogaciła się szybko.

Krezusem można zostać na spekulacjach wojennych, zdobywaniu łupów albo na przemianach – to dowodzi stara historyczna prawda.

Polacy dalej byli biedni, a granica między nimi, a bogatymi okazywała się nie do przejścia. Winą obarczono komunizm. Bogacący się na przemianach szybko odcięli się od żłobu, niwelując dokonania dawnej epoki. Wstyd było się przyznać, że wydarli choć kęs z żywego ciała narodu, woleli pluć na Generała i Okrągły Stół, co łatwiej dawało im poczucie dziejowej roli, którą odegrali w tej podłości.

Nie było elit tylko ludzie pracy

Polskie elity wyginęły w latach 40 i 50 XX wieku. Tych, których nie pochłonął faszyzm i stalinizm zabrała polska komuna. Odebrano ludziom zakłady, majątki i upaństwowiono wszystko. Więź i tradycja zostały zachwiane. Budowano na innym, nowym gruncie. Tak wyrastały pokolenia, w których inteligencja nie była zbytnio ceniona. I nie mam tu na myśli inteligencji, w postaci ludzi z papierkiem uczelni, ale tych myślących.
Potem pojawiła się szansa zmian. Stanęli wszyscy, by czegoś dokonać.
Rok 1989.
W mojej ocenie chodziło o interesy zachodnich firm, banków, które szukając nowych rynków postanowiły Polskę pozyskać.
Korzyść dla Polaków? Nie wiem.
Każdy z decydentów miał możliwości, aby garnąć do siebie i ustawiać własne rodziny. Tak nie powinno być. Działo się tak pod znakiem krzyża.
Dziś słyszymy w mediach, że jest dobrze lub panuje kompletna ruina. Nic wypośrodkowania. Wszystko dla politycznych celów. A czy ktoś zastanawia się nad tym, czemu w tym kraju od wieków panuje powszechna nędza? Czemu nie ma tu perspektyw i normalności? Przecież mamy tradycję demokratyczną, nie gorszą niż inne kraje. Mamy wspaniałych i mądrych ludzi. Więc czemu?






Nadal klęczymy na kolanach

I to nie przed kimś, ale przed sobą. Dumni w wiarę i tradycję katolicką. Dziś słyszę, że jeżeli ktoś nie jest katolikiem, to nie jest też Polakiem. Idea Winkelrida odżyła, a Proces zyskał. Czemu proste frazesy niszczą ten kraj? Dlaczego brak jest myślenia o rozwoju ponad podziałami, a ludzie dają się otumaniać?

Jesteśmy w Unii Europejskiej, ale nasze pensje są rażąco niskie. Poza baranami z Wiejskiej, których zarobki są dość przyzwoite, w porównaniu z nieprzyzwoitym mydleniem oczu narodu, który na coś liczy. Człowiek, który chce przetrwać dziwnie się zachowuje, dokonując nietrafionych wyborów, przesiąkniętych aktami desperacji.

Na Zachodzie można zarabiać, a w Polsce już niekoniecznie. To w moim kraju nie da się nic. Kraj to miejsce, w którym powinno się godnie żyć i jednostka inteligentna ma prawo się rozwijać sama, działając na rzecz ogółu.
Polakom nałożono kajdany i sprawiono, że cokolwiek nie zrobią, to i tak będą niewolnikami.
Za najniższą krajową nie da się żyć! Do tego zmusza się tłumy, narzucając posłuszeństwo chorego kapitalizmu. Musimy coś jeść i jakoś żyć. Proste instynkty górują nad chęcią zmiany. Mówi się, że tylko silna jednostka ma szanse. To jednak tylko słowa. Żołądki mamy te same.

Wszyscy mają prawo żyć godnie

Politycy od lat 90-tych utrzymywani są z naszych podatków. Zasiadają w Sejmie i Senacie, nic nie zrobili, poza tym że są etatowymi parlamentarzystami. Sami nie prowadzą działalności, nie znają bólu pracy rąk i życia za najniższą krajową, czy na zasiłku. Bronią stanowisk przed ludźmi z inicjatywami, aby kraj zalewała zaraza zgorzknienia i głupoty.

Decyduje propaganda

Wszyscy zastanawiamy się, dlaczego jest źle? Moja książka chyba dostarcza odpowiedzi na to pytanie. Seria Prowincja pokazuje prawdziwość tego, co się stało. Mamy tu obłudników, którzy w gumiakach wyszli z obory i dostali się do władzy. Wykorzystali parcie korporacji, bezwzględny charakter demagoga, usadawiając w miejscach, w których dobrze im się żyje. Mamy też dawnych aparatczyków, którym system zapewnił przetrwanie. Prowincja to miejsce, w którym zaczyna się nasza historia.






Zaburzona równowaga

„Prowincja Pełna Wiochy” i „Prowincja idzie na wybory” to opowieści o zaburzonej równowadze w rozwoju państwa, jego obywateli i istniejącej tu demokracji. Na mojej prowincji literackiej ukryli się ludzie, którzy nie są uczciwi. Stosują podstęp i manipulację, aby osiągnąć swój wymarzony cel: sprawowanie władzy. Liczą się tylko oni. Nazywają siebie „politycznym zwierzęciem”.

Twórcy systemu

Ukazałem twórców tego systemu: Płk. Dubienieckiego – sprytnego zawodnika, służącego obcym mocarstwom i ustalającego kierunek rozwoju; Lolka Wartęsę – sługusa i zdrajcę, pijaka i chamowatego gbura; Ofelię Tasiemiec – rozprutą babę, która zrobiła karierę dzięki pośladkom. Nie zabraknie jeszcze kilku innych padalców, mniejszego kalibru, którzy w różny sposób doszli do steru w systemie, aby dzierżyć władzę, ku chwale własnej dupy.

Prowadzeni przez Płk. Dubienieckiego stanowią jego małą armię, złożoną z marionetek, którymi on kieruje, przy użyciu wielu przesuwnych sznurków. Zakompleksieni i mali, stają się słabi, kiedy pozbawia się ich władczej siły stanowiska. Kierują nimi niskie pobudki oraz krótkowzroczność. 

Popularne posty z tego bloga

Sztuka kochania według Owidiusza – Jak poderwać kobietę?

Rozpoczynam nieco nie z dworską może etykietą, bo "podryw", to potoczne słowo określające zaloty, czyli starania się o rękę. Podrywać można do lotu lub autorytet, ale zwyczajowo też kobietę, którą można również "rwać".  Do kobiet się "startuje" i "uderza". "Zarywa się" dość powszechnie na całym świecie. Dawniej się "konkurowało" i "zalecało". Można też "smalić cholewki" i "uderzać w konkury", ale też "uderzać w koperczaki" i "umizgiwać się".  "Umizg", niebo lepszy niż "randka w ciemno", zawsze pozostawia jakiś nieprzebyty smaczek. "Podryw" to uwiedzenie, w tym sensie może oznaczać tylko jedno – "seks bez zobowiązań". I Fortuna może sprzyjać, jeśli szczęściu pomożemy. Uwodzenie nie ma do końca być początkiem trwałego związku, ale ma sprowadzać się do przeżycia czegoś ciekawego. W życiu można zdobywać wiele kobiet i jest to rzecz naturalna – …

O aniołach i stosunkach seksualnych

Joshue ben Qorcha trapiło jedno, zasadnicze pytanie: „Czy to możliwe, żeby aniołowie, którzy są płonącym ogniem, mogli odbywać stosunki seksualne tak, by nie poparzyć swoich narzeczonych od wewnątrz? Po wielu rozmyślaniach zdecydował, że kiedy aniołowie ci spadli z nieba, ich siła i postura zostały zredukowane do siły i postawy śmiertelników, a ich ogień zamienił się w ciało.  Jako autor Pierwszej wojny w niebie: Dziedzictwo i Księgi Aniołów, jestem zobowiązany o tym temacie wspominać, tłumacząc zawiłą historię relacji ludzi i aniołów. 



Fakty ze „świętych” zapisów 
Pismo mówi: „uczyńmy człowieka na nasz obraz, podobnego nam” /Rdz 1,26/. Zastosowana została liczba mnoga. Wynikałoby z tego, że człowiek tworzony był w formie czegoś zorganizowanego, nie pojedynczego, sprawczego działania.  W dalszej części Księgi Rodzaju możemy wyczytać, że „wtedy to Pan ulepił człowieka z prochu ziemi i tchnął w jego nozdrza tchnienie życia, wskutek czego człowiek stał się istotą żywą”. /Rdz 2,07/.   A teraz c…

Prawdziwa twarz satanizmu

Od ponad dziesięciu lat zajmuję się zjawiskiem satanizmu, obserwując to, co dotyczy tego zagadnienia. Na tej podstawie postanowiłem wyjaśnić po krótce, kim według mnie są współcześni sataniści i jakie zjawisko reprezentują.




Trudna klasyfikacja satanizmu
Satanizm nie jest sektą, a dla wielu też nie jest religią. Prof. Jerzy Bralczyk (Uniwersytet Warszawski), tak oto wyjaśnił to pojęcie:
Formalnie mógłby być uznany za odrębną religię, ale... niechętnie użyłbym tu określenia religia, bo to deprecjonowałoby pojęcie religii. Myślę o satanizmie jako o kulcie szatana, nie przypisując mu statusu ani religii, ani sekty.
Pozbawieni statusu sekty i religii, sataniści uchodzą za osoby zajmujące się kultem szatana. Z tym, dla wielu kojarzy się satanizm jako ruch, którego nie można uznać za religię, gdyż to obrażałoby tradycyjne podejście do religii. Na taki schemat, dziesiątki lat pracowała obiegowa opinia o złu, którą zasłaniano niecne czyny człowieka. Musiano jakoś usprawiedliwić to, że człowiek jes…