Przejdź do głównej zawartości

Jak wyglądałeś Beliarze (szatanie)? Opowieść o obrońcy ludzkości

On skinął głową, pochylił swe skronie, zmarszczył czoło, skrawkiem brwi zwiesił. Makijaż na nim widniał siły… Widziadło farby i koloru, matowiało prawdziwe uczucie, będące ostatnią podporą. Godność zachować pragnie każdy, skrywając niewygodne odbicie.
– Powaga wymaga ofiary z siebie, nieprzetrawionej do granic. 
            Samotny stanął, z bólem sadowiąc się wśród niemej przestrzeni. I nie kołysał nerwowo ciałem, nie dał się wzniecić na źdźbło trawy. W nim huśta i zagłusza zmorę – światło rozpromienione. Nie rzuca się, stojąc, spogląda rzucając cieniem na świat blady. I nie dochodzi głos go nadwątlony, który niknie w bezwietrznym szepcie.
– Naród człowieczy miał w nim podporę sławy, żyłby wznosząc najtrwalszy budulec. Sięgnąłbym w nim ponad granicę czasu, tym wznosił najpiękniejsze słowa i tworzył, prorokując Ziemi, chowając skazę do głębi otchłani.
            Włosy dłużyły mu się na ramiona, ciążąc do barków idea­łem[1]. Z czernią zlewały się w kolorze, barwiły światłem grzebiąc w nicości, targając żniwem, utkwione w diadeitowym blasku księżyca.


Jak wyglądałeś Beliarze (szatanie)? Opowieść o obrońcy ludzkości



            Oczy, jak głazy w kolorze purpury, przechodząc w czerwień, kryte w skałach – jaśniały, promieniejąc nad pięknem, idealnie wyrzeźbionego ciała. Mądrość w nich skryta z wielkości, nietuzinkowa obmierzła łuna, sycąca krajobraz gwiazd. Wylały nad losem człowieka ocean jestestwa, z pochylonej głowy nad wątłym grobem.
            Ramiona mocne, tors prosty, z lekka wyniosły nad proporcje. Dłonie smukłe, dłużyły się – wieńcząc szponami – tak szklistymi, z domieszką alabastrowej bieli. Mocne jak metal, co głaz w szkaradę, gotów przemienić po wymierzonym ciosie. Silne w uścisku, miażdżyły opornych, strudzonym dodając ochoty do życia. Z łatwością serce z ciała wyszarpać zdołały – tak jaśniejące, jak zęby, z których wychodził ostry, niczym diament, lwi kieł, mocniejszy od trzonu słonia.
            Smukły w talii, o nogach prostych. Stopy jego pracowały, chwytając każdy fragment przestrzeni, który przenikał zaradne palce, rwąc pałacie wypalonej ziemi. A gdy pomyślał o okrutnej pozie lub wzdrygał się z obrzydzenia – gotów do walki, zabójcze szpony wysuwał, wydobywając ze stóp ku powierzchni. Moc miały wielką, chwytając ofiarę – trzymały wiążąc okrutnie. Tak pozbawione wolności stworzenie dogorywało, aż wielkie zęby przerwą milczenie, chwytając się tchnienia – i wydobywał z tętnicy żywotność, sącząc do kropli ostatniej z ducha.
            Ubrany w szatę srebrzysto-szarą, podwieszoną utkanym pa­sem z włókniny. Niósł kahel w prawej dłoni, zdążając w przody, a na lewicy spoczywał na mieczu, dłoń dzierżąc mocno na gromkiej głowicy. Nie szczędził rękojeści szybkiego wzlotu, widząc przeciwną formę do zwady. Przypięty do pasa dumnie zwisał, miecz o przenikliwej głowni. Po przeciwwadze znalazł miejsce aser błękitny, koloru zmatowionej stali. Rósł szybko, marzł i wykraczał nad smugę przestrzeni – jak taran przenikał mury, kryjąc powłoką z nicości, temperaturą równy przestrzeni, gdy jeszcze wiatry nie wzniosły się wschodnie, on dudnił zimnem i zsyłał lody.  
Na stopach jego wędzidła z podeszwą, usadowioną do kolan. Łapczywie wrzyna się rzemień w stawy, chroniąc w walce.
Na dłoniach naramienniki ze szczerego kruszcu, uda powle­czone zbrojnym pancerzem. Złotolity blask przywdziany przez wybrańca. Barki wieńczyły grafitowe pręgi – zbroja to nieprzejednana.
Kroczył dumnie, trzymetrowy monolit, wznosząc się nad głowami udręczonych ludzi. Za nim wlokła się szata, przytwierdzona do szczytu grafitowych naramienników. Wyglądał dostojnie, jak panteon bogów, kojarząc wszystko, co miał z niebiańskości.
Pierwszy, stworzony z materii, powołany w istnieniu wieczności. Bój toczył w imieniu Stwórcy – Erem wytworzył z podstawy. Zyskał świadomość stworzenia, budulec krzesząc marny, wołając w istnieniu nicości. Nim ludzi wygnał rodzaj mu na Ziemię, on stworzył azyl wyrodnym.
Nikt nie zrozumiał go nigdy. Nie pojął żaden twór świata. W sobie zyskał ideał, doskonały mędrzec, czysty w słowie przewodnik rodzaju. Rozumiał – nie trwożył się wzorzec. Przydatny – wrogom serca zamieniał pokutnie w zakalec.




[1] Ideał, który ciąży, stając się czymś kłopotliwym (oddziałuje negatywnie, wbrew swoim idealnym zastosowaniom), wynika z braku chęci do istnienia, które wyraża jednostka odpowiedzialna, ponosząca klęskę swej misji. 



Jak wyglądałeś Beliarze (szatanie)? Opowieść o obrońcy ludzkości

Popularne posty z tego bloga

Sztuka kochania według Owidiusza – Jak poderwać kobietę?

Rozpoczynam nieco nie z dworską może etykietą, bo "podryw", to potoczne słowo określające zaloty, czyli starania się o rękę. Podrywać można do lotu lub autorytet, ale zwyczajowo też kobietę, którą można również "rwać".  Do kobiet się "startuje" i "uderza". "Zarywa się" dość powszechnie na całym świecie. Dawniej się "konkurowało" i "zalecało". Można też "smalić cholewki" i "uderzać w konkury", ale też "uderzać w koperczaki" i "umizgiwać się".  "Umizg", niebo lepszy niż "randka w ciemno", zawsze pozostawia jakiś nieprzebyty smaczek. "Podryw" to uwiedzenie, w tym sensie może oznaczać tylko jedno – "seks bez zobowiązań". I Fortuna może sprzyjać, jeśli szczęściu pomożemy. Uwodzenie nie ma do końca być początkiem trwałego związku, ale ma sprowadzać się do przeżycia czegoś ciekawego. W życiu można zdobywać wiele kobiet i jest to rzecz naturalna – …

O aniołach i stosunkach seksualnych

Joshue ben Qorcha trapiło jedno, zasadnicze pytanie: „Czy to możliwe, żeby aniołowie, którzy są płonącym ogniem, mogli odbywać stosunki seksualne tak, by nie poparzyć swoich narzeczonych od wewnątrz? Po wielu rozmyślaniach zdecydował, że kiedy aniołowie ci spadli z nieba, ich siła i postura zostały zredukowane do siły i postawy śmiertelników, a ich ogień zamienił się w ciało.  Jako autor Pierwszej wojny w niebie: Dziedzictwo i Księgi Aniołów, jestem zobowiązany o tym temacie wspominać, tłumacząc zawiłą historię relacji ludzi i aniołów. 



Fakty ze „świętych” zapisów 
Pismo mówi: „uczyńmy człowieka na nasz obraz, podobnego nam” /Rdz 1,26/. Zastosowana została liczba mnoga. Wynikałoby z tego, że człowiek tworzony był w formie czegoś zorganizowanego, nie pojedynczego, sprawczego działania.  W dalszej części Księgi Rodzaju możemy wyczytać, że „wtedy to Pan ulepił człowieka z prochu ziemi i tchnął w jego nozdrza tchnienie życia, wskutek czego człowiek stał się istotą żywą”. /Rdz 2,07/.   A teraz c…

Prawdziwa twarz satanizmu

Od ponad dziesięciu lat zajmuję się zjawiskiem satanizmu, obserwując to, co dotyczy tego zagadnienia. Na tej podstawie postanowiłem wyjaśnić po krótce, kim według mnie są współcześni sataniści i jakie zjawisko reprezentują.




Trudna klasyfikacja satanizmu
Satanizm nie jest sektą, a dla wielu też nie jest religią. Prof. Jerzy Bralczyk (Uniwersytet Warszawski), tak oto wyjaśnił to pojęcie:
Formalnie mógłby być uznany za odrębną religię, ale... niechętnie użyłbym tu określenia religia, bo to deprecjonowałoby pojęcie religii. Myślę o satanizmie jako o kulcie szatana, nie przypisując mu statusu ani religii, ani sekty.
Pozbawieni statusu sekty i religii, sataniści uchodzą za osoby zajmujące się kultem szatana. Z tym, dla wielu kojarzy się satanizm jako ruch, którego nie można uznać za religię, gdyż to obrażałoby tradycyjne podejście do religii. Na taki schemat, dziesiątki lat pracowała obiegowa opinia o złu, którą zasłaniano niecne czyny człowieka. Musiano jakoś usprawiedliwić to, że człowiek jes…