Przejdź do głównej zawartości

Doceniam ludzi, których pasją jest pokonywanie samych siebie

Z dużej perspektywy, moje miasto Mrągowo, wygląda ładnie. Cieszę się, gdy mogę aktywnie uczestniczyć w odkrywaniu wszystkich miejsc, do których udawanie się stanowi swoistą podróż sentymentalną, a także jest pewnego rodzaju ucieczką od codzienności. Wówczas rozmyślam nad własnymi działaniami oraz tym, co robią też inni, którzy znajdują się w jakiś sposób wokół mnie. Najbliższe otoczenie człowieka, poprzez rozwój informatyzacji, zaczyna zmieniać swoje pojęcie. 

Mieszkamy w pięknych miejscach, nie doceniając krajobrazu kulturowego, który roztacza się wokół nas (krajobraz kulturowy to krajobraz naturalny poddany działaniu człowieka, w ten sposób przekształcony i zaadoptowany). Dzielimy się tymi miejscami z ludźmi, promując własne miejscowości. Wystarczy odrobina chęci, aby nie ślęczeć w domu i mówić "już mi nic nie wyjdzie", tylko ruszyć. Jesteśmy tymi małymi cząstkami, wpływającymi coraz realniej na nasze otoczenie. 
Moja znajoma Anna powiedziała mi, że jej się nic nie chce. Znam ją sporo czasu, spotykamy się poprzez Facebook i czasem rozmawiamy. Denerwuje mnie, wiele razy już mnie wywaliła ze znajomych. No cóż, niektóre kobiety tak mają. Osobliwość żeńska jest piękna, a ja lubię dynamikę, nie znosząc stagnacji. 

Tło traumatycznej historii

Dziewczyna pochodzi z małej miejscowości, gdzieś w Polsce. Niektórzy nie wiedzą, gdzie na mapie leży Polska, a co dopiero jakaś tam mała miejscowość. Żyjemy w przekonaniu, że nasz mikry świat jest ważny. I owszem, ale tylko wówczas gdy tego chcemy i sami powodujemy, że tak jest. To jest proces, w którym przyciągamy ludzi i mówimy, że coś jest pozytywne. Dziewczyna znajduje się w zaawansowanym wieku, sięgając trzydziestki (tak plus-minus). Faceci mówią, że to wiek seksualnej ekspansji kobiety. Mieszka na wiejskim terenie, gdzie ciężko o dostęp do nowoczesnych zdobyczy cywilizacji miejskiej. Jednak zna obcy język, potrafi wiele rzeczy, jest inteligentna i ma zmysł twórczy. Przede wszystkim jest wrażliwa. 

Ludowość 

Przypomnę, że u schyłku XIX wieku w Polsce, zabiegano o tzw. "ludowość". La belle epoque kochała się we wsi. Impresjonizm i naturalizm widoczny w "Chłopach" Władysława Reymonta również zachwycał. Piewcą takiego modelu był znany z tworzenia Stanisław Wyspiański, autor dramatu "Wesele". Rzecz dotyczyła bohemy krakowskiej, do której również należał Lucjan Rydel czy Kazimierz Przerwa-Tetmajer. Ludowość była tym, czym "wieś spokojna, cicha". Doszukiwano się w tym powrotu do korzeni, chciano uzyskać wenę i móc na nowo odnaleźć się w "dziwnych czasach", których finalnym wystąpieniem były dwie wojny światowe oraz masowa zagłada, przeprowadzona na niespotykaną dotąd skalę w Europie, gdyż świat znał już o wiele większe masowe mordy (i rzecz nie dotyczy Rosji Józefa Stalina).
Stąd dziwię się Annie, że ona nie wie, co ze sobą zrobić. Jest tym pięknem, które kochano u schyłku XIX wieku. Ma pasję, gdyż uprawia ogród. Korzysta ze zdobyczy internetu i tworzy, bez zająknięcia, nie chwaląc się tym, czym mogłaby zachwycić niejedne oczy. Jednakże jest niespełnioną osobą, gdyż... Powodów jest tysiąc, ale jeden jest najważniejszy: strach przed samym sobą. Źle dzieję się, gdyż w dyskusji potrafi "użądlić", gdy zechce, a to już jest oznaka inteligencji - rzecz wrodzona i cenna. 
Ja jestem zwolennikiem tego, że ludzie są cenni z natury. Czasem odrzucamy własne zdolności oraz umniejszamy faktom, tzn. jemy, poruszamy się - to cenne, doskonałe - stanowi o naszej wielkości. Życie jest samo w sobie cenne. Reszta to ponury dodatek. 


Marcin Łupkowski
Zdjęcie własne: Mrągowo, widziane z Góry Czterech Wiatrów.


Ja też jestem tchórzem - nie takim społecznym, bo w pisaniu i tworzeniu jestem bezkompromisowym draniem, ale takim tchórzem życiowym, co boi się wystawić nos o milimetr za ścianę życia i powiedzieć sobie: Let's do it! Moje draństwo wynika z troski o los człowieka i życie istot żywych. Boli mnie ta niesprawiedliwość oraz kaźń urządzana życiu na Ziemi. Moja lojalność względem Stwórcy jest zachwiana. Nie mogę przeciwstawić się temu, zatem staję się bezużyteczny. Aczkolwiek mogę pisać i próbować zmienić odrobinę los. 
Najciężej rozmawia się ze sobą. Jedni zapominają, inni kojarzą, a jeszcze inni marzą oraz im się wydaje. Od pewnego czasu zastanawiam się nad tym, bo cóż moje życie byłoby warte, gdyby nie zapał wewnętrzny?
Pewnie niewiele. Takie troski potrafią zabić. 

Doceniam ludzi, których pasją jest pokonywanie samych siebie

Kolega Ryszard miał wzloty i upadki, ale potrafił zwyciężyć i doskonalić się jeszcze bardziej, gdy zdawałoby się, że już nic nie ma sensu. Cenię tego człowieka za upór, nie akceptuję skrycia i ucieczki w nicość, ale to już zupełnie inna historia. Ubarwiać nie będziemy, trzeba się wspinać po stalowych linach naszego życia. 
Doszedł do wniosku, że siłą jest zwyciężać i podnosić się po upadku. Rychu, wolał to od leżenia na piachu. Gość jest wprost niesamowity i nieprzyswajalny. Powalony człowiek wygląda szpetnie. I z tym należy nie dyskutować, tylko zapierać się łokciami z całych sił i wstawać. Próbować, próbować i próbować... 
Ileż to razy człowiekowi nie chciało się gdzieś pójść, choć miał taki życiowy plan. Życie to przypadek, czasem obowiązek, ponura porażka, ogarnięta defetyzmem i negacją własnego cienia. Oczywiście, że tak. Jedak musimy mieć odrobinę tego "samozapędu". Powiedzieć: Wstań, cholero! I pójść dalej, zamiast bez przerwy dyskutować: pójść dalej. Choćby, żeby zobaczyć piękną panoramę naszej okolicy lub wspiąć się na nowy szczyt (fizycznie i geologicznie, a także duchowo). 
Zdobywanie jest cechą zwycięzców. Marni ludzi - nazywam ich "drętwalami", atakują w stadzie, bez powodu, starając się nas zamienić w emocjonalną kłodę, tylko po to, aby dominować i sprawiać że nic nie będzie się nam chciało. Trzeba od nich oddalać nasze emocje, a gdy się zbliżą, rozpalić ogień i niech tlą się te ich kuklane kłody: Let's burn! 

"Drętwale" mordują pierwotny instynkt 

Ludzie "drętwale" to takie inwazyjne pasożyty, które zaszczepiają się w naszej psychice, wysysają energię, udając że nic w sumie się nie stało złego, ale zawsze musimy liczyć się z nimi. Działają stadnie, będąc formą zbiorowej frustracji, która ogarnia masę bojącą się konsekwencji życia. Mówią, że są w stanie wskazać nam drogę, ale nie wiedzą dokąd ona prowadzi, gdyż na "drętwej kłodzie" ich życia nie ma już miejsca dla innych rodzajów aktywności. Będziemy straceni, gdy zaufamy takim ludziom. Najczęściej posługują się ukrytym zamiarem, głuchą perswazją, układem i durnowatym przekonaniem o własnej wyższości. 
Spotykając "drętwala" powiedz: Let's check yourself!, a jeśli okaże się mitem, co mówi i myśli, rzucaj zapałkę (metaforyczną) i niech płonie kłoda, które jest w stanie na chwilę podtrzymać ciepło, ale nie tworzyć ogień. 
Chcemy żyć, bądźmy ogniem. 

Kto zabronił nam tworzyć ogień i wzywać wiatr?

Postawa Anny jest zrozumiała. Zatkała się w pewnym momencie i zapomniała o sobie. Stała się "drętwalem", który zmienia się powoli w kłodę. Proces okrutny, lecz odwracalny. Czuć jednak w niej odrobinę człowieczeństwa, tego pierwotnego żaru, który ledwo tląc się, nie pozwala zgasnąć płomieniom. Jednak nie będzie to trwało wiecznie. Jeśli Anna niczego nie uczyni, "zadrewni" się (rodzaj zbliżony do zabliźnienia rany) i zostanie stracona wobec własnego życia i siebie samej. Patrzenie w lustro na samą siebie może ją boleć. Wizerunek przeszkadza "drętwalowi". 
Mieszane uczucia, wychowanie w tradycji budzącej szacunek. Poszukiwanie dawnych emocji, przygniecione codziennością smutków i żalów. Niezrozumienie świata i zabezpieczenie się na wypadek kolizji z rzeczywistością. Wewnętrzne skłócenie z tym, co nie nasze i obce, ale tym oddychamy i przyjmujemy, uznając za konieczność w naszej egzystencji. Godzimy się. Dlatego Anna jest sprzeczna. Uznaje dawną wiarę i poddaje się z niewolniczym ukłonem, słaniając oględnej płaszczyźnie ogółu. Zabija to jej wnętrze, które powoli "drętwieje" i obumiera stając się twardą tkanką solidnej konstrukcji  drzewa. 
Anna zapomniała o żywym ogniu, istocie płomienia. Zamknęła się w sobie - bo tak jest łatwiej i bezpieczniej. Świat jest podły, a chciałaby wyżyn. Powinna była rozpalić ogień, aby zostać zauważoną. Kto by jej tego zabronił? Czy tak ciężko wezwać wiatr, aby pomógł?
Zdecydowanie tragiczny jest ludzki egoizm. Więź po dawnym życiu, kłamstwo i życie w ułudzie. Let's begin, now! 

Świat nas zniewala, ale to my nadal rządzimy

Nie wiem, na co można wciąż czekać? Na miłość, której nie było i nie doświadczamy. Może na więzi z ludźmi, których nigdy nie spotkaliśmy? Wyśniliśmy rzeczywistość, która nas przeraża. A jednak wciąż mamy władzę i możemy to zmienić. Gdyby ludzie zechcieli poświęcić energię na wprowadzanie zmian, a odstąpili od pozornych oklasków i iluzorycznych gestów "drętwali", to może byłaby szansa dla Anny, dla mnie i innych, uśpionych dzieci, pomordowanych tchnień, zdradzonych i zabitych o brzasku. Sam jednak nie wybiję skały moją głową. Potrzeba więcej Ryszardów, Józefów i innych silny oraz dobrych ludzi (przyzwoitych sprawiedliwych), którzy własnym sumieniem, uczciwością oraz nienagannym stosunkiem do świata i człowieka, wzniosą ten lud ponad miarę. Nieważne jak się to skoczy i w którą stronę pójdzie każde z nas. Życie weryfikuje samo, ale działanie człowieka, w tym ruszenie się przez Annę z miejsca, uważam za cel sam w sobie. 
I powiem jedno: gdyby nie tliła się tam wewnątrz niej, taka mała nić czułości, tłumiona potrzebą miłości i zauważenia, to powiedziałbym że Anna to wariatka. Wiem jednakże, iż płacze wewnątrz niej mała dziewczynka, która chce kochać, czuć się bezpiecznie i poznawać świat. Ona woła swego anioła, wzywając go przez łzy i targania. Tłumaczy świat tak nieracjonalnie, bo nie wie komu może polecić ważne słowo, które wypowie o poranku. W pewnym momencie zatrzymała się z własną wrażliwością i poznawaniem piękna otaczającego ją świata. Nie mogąc tego zgłębić, nabrała w usta powietrza, nie mówiąc już nic, co rzeczywiście myślała. Wake up and do it! Just do it!                      
       

Marcin Łupkowski
Zdjęcie własne: Widok na panoramę terenu okalającego Jezioro Czos. W dali Jezioro Dobrynek. 

Popularne posty z tego bloga

Sztuka kochania według Owidiusza – Jak poderwać kobietę?

Rozpoczynam nieco nie z dworską może etykietą, bo "podryw", to potoczne słowo określające zaloty, czyli starania się o rękę. Podrywać można do lotu lub autorytet, ale zwyczajowo też kobietę, którą można również "rwać".  Do kobiet się "startuje" i "uderza". "Zarywa się" dość powszechnie na całym świecie. Dawniej się "konkurowało" i "zalecało". Można też "smalić cholewki" i "uderzać w konkury", ale też "uderzać w koperczaki" i "umizgiwać się".  "Umizg", niebo lepszy niż "randka w ciemno", zawsze pozostawia jakiś nieprzebyty smaczek. "Podryw" to uwiedzenie, w tym sensie może oznaczać tylko jedno – "seks bez zobowiązań". I Fortuna może sprzyjać, jeśli szczęściu pomożemy. Uwodzenie nie ma do końca być początkiem trwałego związku, ale ma sprowadzać się do przeżycia czegoś ciekawego. W życiu można zdobywać wiele kobiet i jest to rzecz naturalna – …

O aniołach i stosunkach seksualnych

Joshue ben Qorcha trapiło jedno, zasadnicze pytanie: „Czy to możliwe, żeby aniołowie, którzy są płonącym ogniem, mogli odbywać stosunki seksualne tak, by nie poparzyć swoich narzeczonych od wewnątrz? Po wielu rozmyślaniach zdecydował, że kiedy aniołowie ci spadli z nieba, ich siła i postura zostały zredukowane do siły i postawy śmiertelników, a ich ogień zamienił się w ciało.  Jako autor Pierwszej wojny w niebie: Dziedzictwo i Księgi Aniołów, jestem zobowiązany o tym temacie wspominać, tłumacząc zawiłą historię relacji ludzi i aniołów. 



Fakty ze „świętych” zapisów 
Pismo mówi: „uczyńmy człowieka na nasz obraz, podobnego nam” /Rdz 1,26/. Zastosowana została liczba mnoga. Wynikałoby z tego, że człowiek tworzony był w formie czegoś zorganizowanego, nie pojedynczego, sprawczego działania.  W dalszej części Księgi Rodzaju możemy wyczytać, że „wtedy to Pan ulepił człowieka z prochu ziemi i tchnął w jego nozdrza tchnienie życia, wskutek czego człowiek stał się istotą żywą”. /Rdz 2,07/.   A teraz c…

Prawdziwa twarz satanizmu

Od ponad dziesięciu lat zajmuję się zjawiskiem satanizmu, obserwując to, co dotyczy tego zagadnienia. Na tej podstawie postanowiłem wyjaśnić po krótce, kim według mnie są współcześni sataniści i jakie zjawisko reprezentują.




Trudna klasyfikacja satanizmu
Satanizm nie jest sektą, a dla wielu też nie jest religią. Prof. Jerzy Bralczyk (Uniwersytet Warszawski), tak oto wyjaśnił to pojęcie:
Formalnie mógłby być uznany za odrębną religię, ale... niechętnie użyłbym tu określenia religia, bo to deprecjonowałoby pojęcie religii. Myślę o satanizmie jako o kulcie szatana, nie przypisując mu statusu ani religii, ani sekty.
Pozbawieni statusu sekty i religii, sataniści uchodzą za osoby zajmujące się kultem szatana. Z tym, dla wielu kojarzy się satanizm jako ruch, którego nie można uznać za religię, gdyż to obrażałoby tradycyjne podejście do religii. Na taki schemat, dziesiątki lat pracowała obiegowa opinia o złu, którą zasłaniano niecne czyny człowieka. Musiano jakoś usprawiedliwić to, że człowiek jes…

Energetyczne wampiry – rozpoznawanie, obcowanie, uwolnienie

Energetyczne wampiry, wysysające naszą energię, w rzeczywistości istnieją, są wokół nas i mają się dobrze. Planują godzinami to, co z nami zrobią, a kiedy usiłujemy się „wyzwolić” i wydostać spod ich jarzma, to zaczynają swój okrutny atak, wymierzony w nas. 
Zaczynają „zemstę”, uprzedzając nas wcześniej o tym, a kiedy zbyt gwałtownie im odmówimy, przystępują do ciosu. Porzucają wszystkie swoje sprawy, których nie mają zbyt wiele, na rzecz tego, by dać nam nauczkę. W ich ocenie nie mamy prawa do „porzucenia” ich. Jesteśmy w ich mniemaniu im wiele dłużni. Uważają, że „prawo do zemsty” im się należy. Oddali nam w końcu przysługi, przynieśli drobne prezenty materialne, wyciągnęli rękę w chwili naszej słabości. 






Czatują na stosowny moment, obserwując ludzi, a kiedy się nadarzy okazja, przystępują do natarcia. Ich pomoc jest pozorna i prowadzi do uzależnienia. Więcej wezmą niż dali, ale to zauważymy, orientując się dopiero po pewnym czasie. 
Nie mogąc się pogodzić z „odrzuceniem” dojdą do wnio…

Co złego zrobiła koza?

Zastanawiam się: komu, co złego uczyniła koza (lub kozioł), że przypisano temu zwierzęciu całe zło, nazywając diabłem.  Dosłownie i w przenośni nie rozumiem tego zjawiska, "skozowacienia satanizmu". 
Fascynacja satanizmem też jest dla mnie niezrozumiała u większości ludzi, którzy nie rozumiejąc natury spraw, mówią o tym, jakby służyło to ich własnemu interesowi.  Satanizm kojarzy się większości (nawet wyznawcom) z możliwością "dokopania wrogowi" (stąd stałe pojęcie wroga u pseudosatanistów), z użyciem sił nadnaturalnych. W takim kontekście zastanawia mnie, czemu w kraju, w którym żyje nie jest to nadal doktryna oficjalna? (Zupełnie bez obrazy. W Polsce ludzie lubują się w dowalaniu innym).  Jeśli czytam, że "ktoś ma zapłacić, za to że ja płacę" albo że "umrze, bo mnie nie pokochał", to myślę sobie że doktryna zła ewoluowała w kierunku zmarszczenia.  Wytłumaczeniem zmarszczenia jest zwyrodnienie pięknej formy. Tyle i aż tyle w kwestii znaczenia pojęci…

Lucyferianizm – blask zmienia się w proch

Światli ludzie zrozumieją znaczenie, nadanego temu artykułowi tytułu. Krąg tych osób jest ogromny, od wyznawców judaizmu i chrześcijaństwa, po wykształconych kulturowo i literacko apologetów (obrońców wiary chrześcijańskiej i jej prawd).  Lucyfer, strącony z Nieba, lecąc w kierunku Ziemi (zdobny w kamienie i złoto, lśniący przepychem), spalił się na proch. Zdrada Lucyfera – według mitów, nastąpiła trzeciego dnia stworzenia. Przypomnę, że według Biblii, w tym dniu została stworzona Ziemia, która wydała wszelkie rośliny zielone i drzewa. Strącenie stanowiło karę za wyniosłość, piękno, przezorność i blask. Opis z Izajasza wskazuje na kogoś, kto podbijał narody. 
Stary Testament wspomina o władcy babilońskim (satyra na króla babilońskiego), który runął pośród ziemi. W okresie późniejszym, ten znany fragment Iz 14, zaczęto utożsamiać z kimś potężnym, kogo powalono. To istota, która była równa Stwórcy, obalała królestwa, wyrzucona została z grobu, jak ścierwo. Biblia zapowiada, że złoczyńca z…

Drzewo dające wieczność

Charakterystyka na podstawie starotestamentowego wyobrażenia
Z drzewem spotykamy się w Księdze Rodzaju, przy opisie Ogrodu Eden, który Pan umiejscowił na wschodzie, a następnie umieścił w nim człowieka. Człowiek ten był ulepiony z prochu ziemi, a w jego nozdrza tchnięto życie.
[...] „Na rozkaz Pana wyrosły z gleby wszelkie drzewa mile z wyglądu i smaczny owoc rodzące oraz drzewo życia w środku tego ogrodu i drzewo poznania dobra i zła"[...] (Rdz 2, 9-10). Opowieść o Edenie, drzewie życia, poznania dobra i zła oraz Adamie i Ewie zna wielu ludzi na świecie. Przez jednych traktowana jest jako przypowieść, dla innych stanowi inspirację, a jeszcze inni dopatrują się w niej symboliki, dla spraw, które nigdy nie mogły mieć miejsca. Opowiedzieć początki człowieka, to znaleźć klucz do dziejów tego rodzaju, poznać powód konfliktu pomiędzy człowiekiem, a aniołami oraz w pełni zrozumieć drogę, którą przebyliśmy do tego  świata. Pod tym pozorem istnieje coś większego, źródło wieczności i poznani…

Łodyga przeciwieństw – Kto jest szatanem?

Anton Szandor LaVey napisał nieszkodliwą książkę w wymowie, z zupełnie innym ujęciem niż sądzą ludzie. Jeszcze nie napisałem recenzji Biblii Szatana, choć tę księgę czytałem ogromną ilość razy. Powszechne przekonanie o dziełach jej Autora wynika z niewiedzy oraz błędnie utrwalonego poglądu dotyczącego ludzi. LaVey, ostatni prorok Ziemi, wyjaśnił że kłamstwo było wrogiem wolności, pozbawiając osobistą naturę człowieka wszelkiej zdolności radzenia sobie z życiem. Mówił, że trzeba zniszczyć kłamstwo. I nie chodziło mu o plucie na hostię czy przeklinanie wrogów – to byłoby zbyt proste, tworząc kolejne kłamstwo. Perfidnej manipulacji dokonano, dając ludziom księgi, w których prawa zostały zapisane, a częściowo zmienione. Nie mieli czasu i odwagi dokonać całkowitego zakrycia, okazało się że brak pomysłu nie przeszkodził w tworzeniu zaprzeczeń. Zbudowali na tym kościoły, a ludzkość trzymając w ręku Biblię, wierzy tępo w słowa beznamiętnego, barbarzyńskiego kaznodziei, który nawet resztki tego…