Przejdź do głównej zawartości

O Dziedzictwie

W Pierwszej wojnie w niebie: Dziedzictwo, opisano dzieje kel el (aniołów), czyniąc to, zapewne w inny, niż dotychczas sposób. Możliwe, że tym autor zyska uznanie i szacunek od Czytelnika. Twórczość Marcina Łupkowskiego wyraża w pełni jego aspiracje i dążenia, odzwierciedlając to, że nieustannie poszukuje środków wyrazu, prezentując własne poglądy i przekonania. 
Zabiegi te wzbogacają naszą kulturę, pozwalają odkrywać nowe, dotychczas niepoznane obszary.
Taka literatura jest Łupkowskiemu bliska. Książka Pierwsza wojna w niebie: Dziedzictwo, przeszła ogromną przemianę, począwszy od pierwszego wydania, z roku 2014. 
Marcin Łupkowski jest dumny, wyrażając się z entuzjazmem o tym, co stworzył. O czym myśli i co stało się jego prawdziwą inspiracją? 

Marcin Łupkowski o Dziedzictwie


Skąd taki pomysł na tytuł?
Tytuł książki Pierwsza wojna w niebie: Dziedzictwo powstał kilka lat temu, bo pierwotnie to miała być jedna książka o tytule Przemilczeć Armagedon. Niestety tak się nie stało i Przemilczeć Armagedon jest głównym tytułem całej serii. Planowo ma liczyć trzy części, czy jak zapisałem w podtytule, trzy księgi. 
Armagedon to koniec. Jest on przemilczany, bo nikt się poważnie tym nie przejmuje. A podtytuł związany jest z wydarzeniami, które wpłynęły na to, że w kwestii końca świata panuje błoga cisza. 
Od wieków, tu na Ziemi, uparcie reklamuje się koniec świata, wykorzystując to, jako straszak dla zachowania władzy i dominacji. Ludzie muszą otrzymywać jakąś obietnicę, to jest stały proces, muszą też mieć nadzieję i wierzyć, że ten, często podły los, który mają żyjąc tu, mogą zmienić na lepszy po śmierci. 
W książce ten armagedon (krwawa, wyniszczająca wojna) stanowi kanwę ważnej historii. W całej mojej powieści spotykamy się z aniołami, poznając historię człowieka, która stanowi cień ich własnej historii. Inaczej: ludzkość została opisana, jakby z drugiej strony. I to chyba jest ciekawe. 

A czemu tematyka anielska, a nie jakaś powieść fantastyczna o elfach?
Dobre pytanie. Równie mógłbym pisać o krwiożerczej społeczności mrówek, atakujących mszyce. Jednak to nie do końca chyba byłby mój klimat. Aniołowie to pasja życia, związana z problemem egzystencji ludzkiej i sprawą naszej przyszłości. To także poszukiwanie prawdy o sprawach ważnych, bez których poznanie świata jest niemożliwe. Piszę o tym, co kocham. Książkę stworzyłem, aby sprawić, że ludzie znów nabiorą pewności w tym, że Stwórca istnieje. 
Wyobraźmy sobie sytuację, w której znaleźliśmy się, tak niezależnie, a ludzie wierzą, że jest Pan – tu wyjaśnię, że słowa Bóg nie znoszę! Co się dzieje? Zmieniają się nie do poznania, wartości zaczynają żyć, a bieda, wyzysk i kłamstwo odchodzą. Śmierć nie gości tak często, w takim świecie zapanuje szacunek do wszelkiego istnienia. I nie potrzeba w tym Chrystusa, obietnicy, ani innych świętości. Wystarczy przekonanie człowieka, że może być dobry. Staje się on normalny, nie jest już przechodniem na drodze do raju, ale kimś, kto w pełni może żyć i cieszyć się z powszechnych dóbr. 
A swoją drogą kocham anioły, dzieła związane z Biblią oraz religie we wszelkim wydaniu. Duchowy człowiek zapisał to, co było dawniej. Ci, którzy przyszli po nim, nie zdawali sobie sprawy, jak wiele w tych legendach istniało prawdy. 
Pozwala mi to, w jakimś stopniu skupić się na człowieku i jego potrzebach duchowych. Tym zyskuje inny wymiar poszukiwań, bo ja nie staje po żadnej stronie, ale całość traktuje tak, jakby każdy, z tym, co wnosi, stanowił istotną sprawę, wartą zachodu. Tak, tak – na tej planecie są ludzie warci kilku zachodów, bo to są dobrzy ludzie. Od nich czuje się niecodzienną energię, są wyjątkowi z tymi trudnościami. Toczą codzienną walkę o życie, ale mnie osobiście ujmuje ta ich wrażliwość, połączona ze zdolnością takiego rozczulania się nad każdą drobiną. To jest piękne, a walka, którą toczą na Ziemi ludzie, podobna jest do tej, którą toczą aniołowie. To łączy jednych i drugich, pokazując, czym jest armagedon: to codzienność, a w niej staje stłoczony człowiek, który stara się żyć.  
Istnieją też czyste potwory, "bydlaki", bez obrazy dla zwierząt i ich siły. Mocą tych skaz jest niekontrolowane poczucie władzy do niszczenia i zniewalania. Nieuczciwość, układ – to ich łączy. Najgorsze jest to, że nie widzą istoty problemu. Zadają ból, nie zdając sobie z tego sprawy. Czynią tak własnym zachowaniem i podłością. „Po trupach do celu” – to w wydaniu tych ludzi nabiera znaczenia. Można ich zmienić, ale to długi proces doświadczania, który nie musi być zakończony efektem. Bo nie chodzi o to, aby mieć armie posłusznych ludzi, którzy powiedzą: „jesteśmy dobrzy”, po tym jak ujrzą zastęp aniołów, gotowych ich zmiażdżyć. 
Największym wyzwaniem jest to, aby powiedzieli to teraz i zmienili się. Nawet, jeśli Niebo (Erem) – tak to nazwijmy, choć z nazwą się nie zgadzam, nie przyjdzie po człowieka, to poprawa odniesie dobry skutek w stosunku do ludzi i świata przyrody. Zmieni się na tej planecie. Na szacunek dla życia nigdy nie jest za późno. Warunkiem zasadniczym pozostaje czysta chęć.   
Cielesność mnie nie interesuje, jest nietrwała i szybko przemija. Wolę myśleć o tym, co mamy w sercu, głębi i głowie. To mnie jakoś uskrzydla, mimo iż latać, nad czym niestety ubolewam, w pełni nie mogę. 

Kim jest Rachela z Kanaanu?  
W serii Przemilczeć Armagedon, Rachel jest jedną z głównych postaci. Jej losy wiążą ją trwale z Uzielem. Poznaje go i początkowo się obawia. Ona, mówiąc tak książkowo, wręcz ucieka, krzyczy, walczy z nim, czyni tak na swój sposób. Ona mu się postawiła, to chyba było coś, ale jednocześnie była piękna. I nosiła w sobie tchnienie kogoś, kogo on pamiętał. To była ważna sprawa.  
Chyba tak zachowałaby się każda dziewczyna? Wiem, że mówią i piszą kobiety na blogach, że anioł, a zwłaszcza upadły jest super, nazywają go „czarnym” lub teraz rozkochują się w „wampirach” – to tacy umalowani mężczyźni, z doklejonymi paznokciami, czarnymi soczewkami w oczach i w starym, stylowym stroju. Swoją drogą obserwowałem ich, są sprytni w przyciąganiu zwolenniczek, ale kryją niedoskonałości pod tym makijażem. To rodzaj promocji. Niekiedy bywają rozchwiani, a każdy zły gest na ich sławę i drążenie, kończy się spazmem cierpień. Dziewczyny, które piszą do nich o miłości, są najczęściej zagubione, a oni, zamiast przestać udawać, ładują baterie słabością rozanielonych puderniczek, chcących, aby jakiś „new vampire” rozgryzł im na szyi tętnice. Dziwaczne pragnienia. 
Rachela taka nie była, ona miała styl i wyraz, stała się królową za życia, nie mając korony, a jej skromne szaty, stanowiły najpiękniejsze okrycie. Ona jedna spotkała prawdziwego wampira, takiego, o którym ludzie mówią: „skrzydlaty aniołek z aureolką”. Szkoda, że do tego nie dodają słów: „jaki głupkowaty”.  
Rachela dla miłości przestała być człowiekiem. Stała się taka, jak Uziel. Ta miłość, która zapoczątkowała ich podróż, była wieczna. Nie mogli być razem i cierpieli, ale mimo że każdemu z nich coś odebrano, oni nie ustąpili, walcząc o siebie do końca. 
Nie wspominałbym o tym, ale niestety to odbiło się na całej ludzkości i jego świecie. Stało się coś, czego człowiek nie przewidział. Jezus i jego posłannictwo, to była ostatnia siła, do której ten jego świat był zdolny. Wysłano go, aby zmienił ludzi. Niestety to też zawiodło. 
Ludzie powiedzą, że Niebo nie może upaść?! Otóż może… i upadło. 

Jak można przeobrazić się w anioła? Przecież to niemożliwe? 
Niemożliwe wydaje mi się latanie na miotle w Halloween, czy spotkanie wiedźmy w chatce na kurzej stopie. Osobiście wolałbym tę chatkę, bo kojarzy mi się z dzieciństwem i bajkami o takich właśnie chatkach czarownic, zlokalizowanych gdzieś w lesie, stojących na takiej kurzej łapie. Te chatki, one mogły się na tej łapie przemieszczać. I to było coś! 
Uziel przeobraził Rachel przez krew. Ten moment jest w książce opisany. Biblia zakazuje spożywania krwi. Wszelkie historie o wampirach wywodzą się ze starożytności, z czasów, kiedy potężni aniołowie pozwalali sobie dziesiątkować różne ludy. Krew to tchnienie, substytut duszy, spełniający jej ożywczą formę, ale niebędący nią. Krew to nośnik i siła, która powoduje, że przyjmując ją stajemy się w pewnym stopniu drugim człowiekiem. 
Przez krew przepływa tchnienie, którym zostały obdarzone wszystkie stworzenia Ziemi.  Dodam jeszcze raz, że tchnienie jest ożywcze. I to definiuje też Biblia, gdy o tym mówi. Wręcz dosłownie wyznacza, kto ma to ożywcze tchnienie.  Ludziom nie przeszkadza, gdy jedzą mięso i zabijają ożywcze tchnienie, stworzone przez swego Pana, ale gdy słyszą o tym, że ktoś chciałby napić się krwi, to już gorzej… zaczyna się szał! 
 Nie namawiam nikogo do spożywania krwi. Uważam, że byłaby to przemoc i niestosowność. Dzisiejsze czasy nie są gotowe na pewne aluzje, a świat i tak się nadto zagalopował. Nie mogę powiedzieć, że ludzie nie są do tego przystosowani. To byłoby kłamstwem. Stąd powiem, że są nieprzyzwyczajeni. I dobrze, bo żyje mi się bezpieczniej. 

Więc każdy może się przeobrazić?
To nie jest takie proste. Każdy z nas jest zatruty. Spożywając mięso, rośliny wyhodowane na nawozach od zwierząt i sztucznym GMO, wchłaniamy w siebie za dużo substancji, pochodzących ze ślepych dusz – tzn. takich, które stanowią nadprodukcję tego świata – np. zwierzęta powstały z produkcji genetycznej, a ich rozwój tak się wyostrzył, że w tym nadmiarze zabrakło tchnień. I co wtedy? Wówczas w miejsce tchnienia planowanego, wnika zła dla człowieka energia z ziemi. 
Zbyt dużo energii z ziemi hamuje nasz rozwój i nie możemy otworzyć trzeciego oka.

Czym są energie z ziemi?
To siły Dagona i Aszery, dawnych bóstw czczonych, m.in. w Kanaanie. Prawdziwe piekło dla stworzeń, które ginąc na Ziemi mogą trafić do jej wnętrza, schodząc się z jądrem. Przykładowo dla aniołów jest to prawdziwa śmierć. A to, dlatego, że przebywają tam, znajdując się w nicości. Śmierć oznacza wyłączenie świadomości i ujście. 

Ale to bez sensu? Przecież tam jest magma? 
To nie jest tylko płynna substancja. Patrzymy na to, dostrzegając jeden, zaszczuty w nas element. I myślimy, że lawa pali na popiół. Tak jest! Pali, ciała i inne substancje, które spalić może. 
Przypomnijmy sobie opis z Apokalipsy, w której, do jeziora z ognia i siarki zostaną wrzuceni: „szatan”, „Fałszywy Prorok”, „Śmierć”, „Otchłań”, „Smok” i „Bestia”. Oni tam mają nadal istnieć, no, bo przecież nikt ich nie unicestwi. Los, który ma być im dany – według ludzi, to podkreślam z całą stanowczością, to będzie kara wieczności. Taka sama męka spotka przeciwników Jezusa oraz głoszonego prawa Bożego. Jaki stan skupienia ma na myśli Apokalipsa? I czy miliony ludzi, wierząc w to, jest w takim razie głupcami? Na mnie spoglądacie, jak na szaleńca, ale to nie ja stworzyłem taką koncepcje, ona została zapisana w waszej Biblii. Konsekwencja i jeszcze raz konsekwencja…  
Stan skupienia, w którym możemy przebywać zależy od tego, jak ustawi się nasza energia. Więc? Dla jednych istnień lawa jest zabójstwem, inne są w stanie w niej żyć. I jeszcze jedno: tu życie kojarzy się z układem pokarmowym, nerwowym, kostnym, krążenia, oddechowym, wydalniczym, itd. Każdy układ ma to do siebie, w polityce, życiu i seksie, że tworzy się z potrzeby, a nigdy odwrotnie. Życie należy zrównać z istnieniem – formą wyższą, aby zaakceptować fakt, o którym ludzie tyle mówią. Mianowicie każdy chce wejść do tzw. Nieba, a tam znajdzie aniołów. I co? Życie należało się będzie wyłącznie ludziom, nawet, gdy zmartwychwstaną i już życiem nie będą, w tak tradycyjnym rozumieniu, a aniołowie nadal, stojąc na straży porządku będą bytami. Człowiek – życie, a anioł – byt, ciekawa perspektywa. Ot los! Dobrze by było – to tak na marginesie, gdyby tym bytom dano przywilej posiadania rozumu!   
Pamiętajmy, że nadal rozważamy istnienie duchowe.  Nie skupiajmy się tylko na tym, że nasze ciało ograniczają kości i krwista budowa. To powłoka, tak bliska nam i niedoskonała. Wiemy o tym, bo tak głosi religia – chyba każda na tym świecie. 
Człowiek, uczyniony na podobieństwo „istot” nie musiał być wcale od nich inny, ale na pewno był trochę zróżnicowany. Skąd wiemy, jak wygląda anioł? Pewności nie ma, a religijne wyobrażenia, mimo iż niekiedy ładne, to można sobie włożyć między bajki. 
Pomyślmy, jak moglibyśmy wyglądać w innym stanie skupienia? I czy w ogóle takie istnienie jest możliwe? Ale skoro wierzymy w wędrówkę dusz i inne takie, to bądźmy konsekwentni. 
Inny stan skupienia musi być możliwy. Wszystko jest możliwe, nie trzeba mieć mózgu, aby myśleć. On jest potrzebny, zasadniczo tak, aby czuć i odbierać bodźce. Inaczej też można. No, bo, jak dusza astralna wie, co ma robić, skoro ciało pozostaje całe metry dalej? Po śmierci nie zabieramy ze sobą mózgu. Tak czy nie? On wykonuje pewne funkcje, ważne dla ciała. Przecież ludzie wierzą w dusze, a te mózgu nie posiadają. Rozważamy rzeczy i zjawiska niewidzialne, ale to nie ja to skomplikowałem. 
Ludzie powinni skupić się na ożywczym tchnieniu, jako źródle sprawczej życia, nie wnikać w sprawy niemożliwe oraz szanować to, co mają tu najlepsze. W tym liczy się konsekwencja. Nie chcę kolejny raz powtarzać, ale myślę, że się zrozumieliśmy. 

W jakim stanie trzeba się znajdować, aby odwiedzić Dagona?
To żart. Po co odwiedzać wieczne odmęty? Dawniej w niego wierzono, dość intensywnie. Jeśli ktoś chciałby ujrzeć szatana, to dobra droga. Zapewne Dagon jest w stanie dostarczyć wszelkich wrażeń. 
Wracając do pytania, to trzeba znaleźć się w takim stanie, który umożliwiłby np. zejście do wnętrza Ziemi. Wiem, że to brzmi nierealnie. Ale ilu z nas ma poczucie, że mogłoby wyjść z siebie i stanąć obok? Jest to możliwe? Choć odbiera się to dziwnie, pewnie może i by się dało. 
Czy wchodzimy do sąsiadki, podglądać ją, wykorzystując tę umiejętność czy do wnętrza Ziemi, czas i miejsce nie ma znaczenia. Człowiek opisując wędrówkę duszy poza ciałem, skupił się na drugim człowieku, opisując miejsca związane z kulturą i tradycją. 
Kwestia regulacji, diety i samokontroli. Człowiek został pozbawiony wielu ze swoich możliwości. To, czym jesteśmy jest słabe, a niekiedy zawodzi. 

Czym są diademy?  
Apokalipsa mówi o diademach, jednak przypisuje im znamiona Bestii. To złe duchy, które opanowały ten świat, aby władać ludźmi i Eremem. Naznaczono je, jako przymioty szatana. Ten całkowity nonsens ma sprawić, że diademy będą utożsamiane ze złem. Jeżeli człowiek posiadłby wiedzę z Księgi Życia, mógłby żyć wiecznie. Przypomnę, że według tradycji, Księgę stworzył Razjel i przekazał ją Adamowi. Później uznano te dzieło za Księgę Henocha, ale to jest wątpliwe, bo ta powstała w XII w n.e. 
Człowiek odradzałby się w nowym ciele, odzyskiwał dawną pamięć i trwał. Śmierć i nowe życie, reinkarnacja, to zejście z jednej drogi i początek nowej. Nazwałbym to przeobrażeniem, ale obecnie nie ma ono znaczenia, z uwagi na brak pamięci, następującej po poprzednim życiu. 
Dopóki wrota są zamknięte tchnienia ludzi będą krążyły po świecie. A tchnień tych jest wiele. 

Dlaczego dusze krążą?
Nie dusze, a tchnienia. Proszę się nie dziwić, to nie ja wymyśliłem, ale ja jestem konsekwentny. Spójrzmy na Biblię, są tam opisane dwa stworzenia człowieka. Pierwsze w ogólnym stworzeniu, odnoszącym się do systematyki siedmiu dni, gdzie mówi się, że człowiek został stworzony na obraz i jest „podobny nam” (Rdz 1) oraz drugie stworzenie z kolejnego rozdziału Księgi Rodzaju, w którym mowa o samym akcie: „ulepił człowieka z prochu ziemi i tchnął w jego nozdrza tchnienie życia, wskutek czego stał się człowiek istotą żywą”. Czy tu jest mowa o jakieś duszy? 
W początku swego stworzenia ludzie zamieszkali w Eremie, w mieście Aldae-ika. Opanowując wszystkie sztuki, w tym wojenną poznali moc oręża i doszli do wniosku, że są w stanie rządzić bez udziału kel el i Stwórcy. Podnieśli bunt i rozpoczęła się wojna. 
Ja wiem, że wielu ma mechanizm obronny i na wieść, że człowiek mógłby walczyć z aniołem, dostaje gęsiej skórki, choć znany jest każdemu opis Jakuba-Izraela, który walczył z aniołem w Penuel, co opisano w Rdz 32, 35. Po przekroczeniu potoku Jabbok, zmagał się aż do wschodu jutrzenki. Opisana została walka fizyczna, w której człowiek nie może zostać pokonany, co następuje dopiero po wywichnięciu mu stawu biodrowego. W tekście musi chodzić o Stwórcę, gdyż tylko On mógł zmienić Jakubowi imię na Izrael i zawrzeć z nim przymierzę na wieki. Poza tym zaprzeczanie temu nie ma sensu, jak również na wskazywanie na walkę z aniołem, gdyż Rdz 32,31 jasno mówi: „Jakub dał temu miejscu nazwę Penuel, mówiąc: „Mimo, że widziałem Boga twarzą w twarz, jednak ocaliłem me życie”. Mimo tego potwierdzenia ludzie nie dopuszczali myśli, że chodzi o walkę z Bogiem. Tak niskie poczucie realizmu zatraca w człowieku zdolność do oceny sytuacji, jednocześnie ośmieszając Stwórcę. Według mnie to pozostałość – jedyna, na kartach całej Biblii, po opisanej przeze mnie walce. 
Na marginesie, Jakub był oszustem i cwaniakiem, co zostało mu opisane, jako zaszczyt. 
Księga Rodzaju w ogóle jest ciekawa, przez to, że zawiera wiele wątków, które szybko zostaną przerwane, a następnie dopisywane są do nich inne, pozbawiające ich znaczeń. Przykład: początek księgi zakazuje jedzenia mięsa, a dalej nakazane są krwawe ofiary. Występują też nieścisłości, według których jedni ludzie zniewolili innych, kupowano człowieka za pieniądze oraz dopuszczano się poligamii i związków kazirodczych. 
Tu istnieje jeden wniosek: albo Bóg ludzi jest psychopatą, albo nabazgrali według potrzeb, zmieniając celowo fakty? Albo... albo? Mi wydaje się, że ludzie pozostaną na zawsze już mistrzami w manipulacji. 
Beliar (zwany przez ludzi szatanem) obronił Stwórcę i zepchnął ludzi na Ziemię. Tu pozostawali pod ścisłym nadzorem. Ziemia jednak, jako miejsce miała swój pierwowzór w Eremie. Stała się Szeolem, dnem otchłani wszystkich stworzonych światów. Była końcem układanki życia, którą zapoczątkował Stwórca. 
Korzystając ze zdobytej wiedzy i długiego życia, które zapewniała krążąca w ich żyłach substancja, zwana szerwą, potrafili uzbroić się, tworząc Tron Ojca na Ziemi. 
Tron jest miejscem, które pozwala na kontrolowanie materii wszechświata. Technologia ta w ich rękach zapoczątkowała kolejny atak. Po raz pierwszy Stwórca przeklął ludzi i nakazał ich wyniszczenie. Pod wpływem Beliara, który wówczas ludzi kochał, wycofał ten zamysł i pozwolił na pozostawienie kilku. Zaczął się okres pierwszej Ziemi. Tak to, osławiony i powszechnie przeklęty szatan, ocalił tę rasę. 
Tchnienia krążą, ponieważ ludzie mają się zmienić. Tylko poprzez realną poprawę dadzą gwarancję, że z ich strony nie grozi nic, dla tych, którzy są wieczni. Do tego czasu pozostają w obiegu, odradzając się za pomocą ożywczego tchnienia. Nie można podarować wieczności komuś, kto może zagrozić, zyskując siłę i niezmierzony czas. 
Zaprotestowałem przeciwko terminowi dusza, bo gdyby człowiek ją posiadał, miałby całość. Mężczyzna i kobieta – to efekt funkcjonowania tchnienia. Istniejąc poza swoją całością, człowiek dąży do złączenia się w pary i zbudowania nowych ciał. Tchnienie, to jakby pół duszy, pozbawione zdolności do panowania nad materią, czasem i przestrzenią. Ograniczeń jest znaczenie więcej, ale dzięki nim ludzie nie robią jeszcze większych świństw i w miarę ograniczeni, zajmując się sobą, mogą swobodnie dążyć do poprawy. To, że pogarszają się, jak dla mnie, oznacza zupełnie dziwną historię. No, ale krążą…

Jak przedstawiłeś pierwszą Ziemię, i co się wtedy zdarzyło?
Ludzie pierwszej Ziemi doszli do takiej technologii, że opanowali wszystkie planety w układzie słonecznym. Zaczęli tworzyć genetycznie innych ludzi. Nie stanowiło to początkowo problemu, jednak, kiedy nienaturalnie stworzone organizmy  zaczęły się rozmnażać między sobą, tworzone były okropne stworzenia, nieposiadające tchnień. 
Ślepe i oparte na instynktach pożądały krwi. Pragnienie to było spowodowane potrzebą ciała do posiadania duszy. Brak krwi oznaczał dla tych stworzeń potężny ból. Ludzkości udało się to opanować i zgładzić stworzenia.  Ziemia została jednak zniszczona, a ludzkie ciało i rozum ucierpiały najbardziej, odtąd nie stanowiły wartości. 
Beliar na rozkaz Pana zniszczył ludzi i wszelkie ślady ich istnienia, tu na Ziemi i innych planetach. Wypaloną Ziemię, postrzępioną od erupcji, okraszoną lodem obsadzono roślinami i zasiedlono zwierzętami, które sprowadzono z Eremu. 

Jak przedstawiłeś drugą Ziemię, i co się wtedy zdarzyło? 
W czasach drugiej Ziemi ludzkość znowu zawiodła Stwórcę. Zniszczono zwierzęta, które na skutek genetycznej, nienaturalnej produkcji stały się trucizną, która w trakcie spożycia niszczyła ciało człowieka. W ten sposób ludzkość doprowadziła do sytuacji, w której umysł został pozbawiony możliwości obronnych. 
Siłą śmiertelnika nie są mięśnie, lecz mózg. Oczywiście, gdy żyje, a układ nerwowo-synaptyczny działa. Ograniczenie postrzegania i przeżywania spowalnia umysł. Tchnienie nie stanowi do końca materii świadomej, jego głównym składnikiem jest „pierwiastek ożywczy”, niosący życie. Właściwa ludzka forma powstanie, gdy zyska ono (tchnienie) duszę – pełnię siły, którą byłby człowiek, stanowiącą źródło materii pierwotnej. Wchodząc do Eremu, mógłby zyskać lub stracić. Człowieka, który zasłuży trzymaniem się reguł (pamiętajmy, że nikt nie lubi niewolników i służalczych gestów), czeka coś w rodzaju cofnięcia do momentu, w którym dusza uległa podziałowi – częściowo w okresie pierwszej, a częściowo drugiej Ziemi. 
Zanim nastał współczesny człowiek, jego tchnienie znacznie osłabło. Ludzie nie korzystają z pełni mocy umysłu. Już po tym widać, jak ograniczano percepcję i zmysły, chcąc hamować mordercze zapędy. Zdrowy i niezatruty człowiek jest w stanie wyzwolić z siebie ogromną siłę, dzięki której może kontrolować rzeczywistość. Mięso zniekształca ten obraz. Człowiek wyzwolony z łańcuchów zaczyna sobie przypominać o przeszłości. Nie mogąc się z tym pogodzić, szaleje, przez co czasem mówi się o takich ludziach, że są „opętani”. Żadne, bowiem duchy nie pętają człowieka i nie starają się nim sterować. Wszystko to, co się dzieje, człowiek zawdzięcza sobie; wyłącznie i tylko. Dla kel el, posiadającego duszę, rzucenie się na „łakomy kąsek” tchnienia, byłoby co najmniej dziwne. Nawet próba ośmieszenia człowieka poprzez opętanie, to nielogiczna forma, bo jeśli już, to raczej unicestwiliby ludzi fizycznie. 
Kiedy ktoś zda sobie sprawę z własnej siły, to zaczyna milczeć i odnosić się nieufnie do świata. Obawia się, towarzyszy mu poczucie samotności, a on sam, zyskując świadomość, zaczyna podążać inną ścieżką. Ten świat jest fałszywy i nie znosi indywidualizmu. To, co widzimy, oparte zostało na fałszu. W ten sposób działa program, wdrożony do sterowania życiem. Tu nie ma miejsca na wolną wolę, ale za każdym razem podaje się za pewnik to, że istnieje i jak najbardziej można z niej korzystać. Sterowanie, poprzedzone wcześniejszym usypianiem czujności, stanowi skuteczny środek w uczynieniu niewolnikiem człowieka świadomego. 
To, co opowiedziałem odnosi się do sytuacji drugiej Ziemi. Można też to z powodzeniem zastosować do czasów współczesnych. W tamtym okresie ludzie mieli możliwość wykorzystania, tak mniej więcej 25% potencjału umysłu. To były istoty o wiele silniejsze, dużo bardziej rozwinięte. Na pewnym etapie nawet mocno ze sobą współdziałali. Trzeciej Ziemi pozostawiono zaledwie 5%. Tyle ma wystarczyć, a to za sprawą buntów i zdolności absorbowania tego, czym był tamten świat. Szkodnik, to właściwie mogłoby pasować do człowieka najlepiej. Tak, z pewnością. Doskonalej nie da się oddać odczuć kel el, którzy widząc ludzi, tak właśnie myśleli.  
Druga Ziemia to był czas Beliara. Nauczał ludzi, wierzył w nich i dążył do rozwoju. Dla wielu stał się kimś w rodzaju Boga, ale wielu też działało inaczej. Organizowali się w zgromadzenia, tworzyli kulty i wznosili świątynie. 
Głównym Bogiem drugiej Ziemi był sam człowiek, ale taki, który powstał z panowania nad materią. Wierzyli w istnienie innych światów, a kel el mieli za obcą rasę. To się nazywa dopiero zapomnieć o istnieniu Stwórcy. Bawili się w Bogów, co zemściło się na nich samych. Rozlew krwi, cierpienia i rozkosz, nie ominęły tego etapu rozwoju człowieka. Wówczas Beliar upadł, ale to nic. W trzeciej Ziemi zrobiono z niego „szatana”, a to już zakrawa na jakąś paranoję, ale to w końcu ludzie – czego się można było po nich spodziewać?  

Jaką książką jest Pierwsza wojna w niebie
To na pewno nie jest książka zwyczajna, to początek serii, otwierający cykl Przemilczeć ArmagedonDziedzictwo, o wyraźniejszym tytule Pierwsza wojna w niebie, miała dwie odsłony; pierwszą w 2014r., a drugą w 2015r. Ja osobiście wiem, że te odsłony nie były pełne, a w tej książce dla mnie osobiście czegoś zabrakło. 
To niewątpliwie jest porażka wydać książkę dwukrotnie, a później ją zmieniać. Przyznaję się do tego, ale bym był głupcem, gdybym nie słuchał, nadal parł do przodu, stawiając na popełnione błędy. Były to, o ile pamiętam niewielkie nakłady, stąd dobrze się stało, że ta promocja nie była tak wielka. Ten eksperyment się powiódł, dotarły do mnie uwagi oraz przemyślałem sprawę dotyczącą pierwotnego tekstu. 
Zbyt wiele odebrałem tej książce, obawiając się pisać to, co myślę. Nie był to też dobry czas dla mnie. Poprawiłem się i wracam, z czymś, czego na rynku nie ma. Ona już kiedyś była wyjątkowa, ale zabrakło jej drobnej edycji. To był eksperyment. Poza tym Biblia też powstawała przez wieki, ja miałem zaledwie kilka miesięcy, aby skończyć książkę, traktującą zresztą o sprawach trudnych. Zbyt duży pośpiech mi nie służył. Z tego, co Czytelnikowi tym razem oddaje jestem dumny. Bogaty aparat krytyczny, przypisy oraz fabuła, połączona z akcją, tworzą coś nieprzyzwoicie dobrego. 
To jest epika, ale są też elementy liryczne. Zawarłem tam wiele ciekawych form wyrazu, możliwych dla literatury… i myślę, że bogactwo, nie tylko treści literackiej, ale także wyjaśnienia różnych trudnych pojęć zawarte w przypisach, urozmaicają tę książkę.  
Starałem się zebrać całą możliwą wiedzę, aby odpowiedzieć na wiele nurtujących mnie pytań. Okazją do tego stała się historia Uziela i Racheli, którą wymazano dość dawno, zakazując o niej jakiejkolwiek pamięci. Zwracam im wolność, pisząc o nich. 
Po prawie czterech tysiącleciach są wolni. Uff! To można wreszcie tak ująć, bez żadnego wstydu i ujmy. 
Zabrzmiało przednio, ale tak jest. Chciałem, aby kochankowie ożyli na kartach mojej powieści. Umożliwiłem także poznanie aniołów. Tu znajdują się ich dokładne historie, sytuacje oraz emocje, które im towarzyszą. To więcej, niż można przeczytać gdziekolwiek indziej. Z tego jestem dumny, nawet mocno. Rzucić nowe światło na tak rozpoznawalny temat, czyniąc to dodatkowo w powieści, to nie powiem, było wyzwanie. Ukazałem ich inaczej, niż ktokolwiek wcześniej. 
Uczyniłem to, bo już czas pisać o rzeczywistości tak, jak ona wygląda, a nie pod publikę i na potrzeby komercji. 
Poza tym Beliar nie zasłużył sobie na takie traktowanie. Całe zło przypisano jemu. Usprawiedliwiono człowieka, kosztem obrzucenia błotem istoty, która niczemu nie stała się winna. Dlaczego? Ze zwykłej zemsty. Beliar przekonał się, że „eksperyment człowiek” nie ma szans powodzenia i należy zakończyć istnienie ludzi, gładząc w niwecz zniekształcone tchnienie. Innym powodem jest to, że właśnie Beliar pomagał w tworzeniu człowieka, to on odebrał ludziom miasto Aldae-ika i wygnał na Ziemię. 
Ludzkość przebywa w tym więzieniu, właśnie dzięki jemu i Uzielowi. Gdyby Erem był otwarty, nigdy żaden z aniołów nie pozwoliłby na to, żeby „naród wybrany” został skrzywdzony. 
Muszę to zasadniczo poprawić, żaden „naród wybrany”, bo Stwórca nikogo nie różnicuje. Można to bardziej uzasadnić, głównie za sprawą tego, że przymierza nie obowiązywały, a wszyscy ludzie są jednakowi, różnicowanie to nonsens, służący wywyższeniu się, jakieś zakompleksionej grupy. Podstawowa dyrektywa brzmiała – bronić i chronić za wszelką cenę – tak mówił Pan. To był pewien okres na to, ja nie widzę powodu dla dalszego utrzymywania przymierza, choć ono długo wiązało w skutkach. Ja to wyjaśniam, ale to proces skomplikowany, z którym trzeba się zapoznać. Stąd zapraszam do lektury. 
Nie ma dziś na suchej ziemi stopy istot, w których istnienie wierzą ludzie, stąd jest jak jest. Całość wymaga wyjaśnienia i zrozumienia przyczyn, dlatego powstała ta książka. 

Czy możliwe jest powstanie raju na Ziemi?
Samo słowo jest dla mnie groteską idei – taki raj, coś straconego, nieodzyskanego. To pozostałość po tęsknocie, spowodowanej wygraniem. 
Wracając, nie mniej do pytania: Tak! Jak najbardziej. Ludzkość na Ziemi mogłaby zbudować wielkość i dobrobyt, gdyby tylko przestała się oszukiwać. Nauka umożliwia opanowanie każdego z żywiołów – wody, ziemi, powietrza i ognia. Wszystkie dają ogromną władzę. Załóżmy piorun – możliwy do opanowania i zasilenia energią albo alkohole do pojazdów, zamiast ropy, czy wykorzystanie wiatrów do podróży maszynami powietrznymi. Wszystko to, a nawet więcej stało się teraz osiągalne. 
Człowiek nie musi korzystać z monitora. Można podłączyć się bezpośrednio do mózgu. Oko, to tylko taka nasza kamera, zamiast patrzyć okiem, można byłoby postrzegać całą rzeczywistość. Pamiętajmy, że ludzkość nie wymyśliła nic, poza tym, co już było w przyrodzie. Cała ta technika, to jak droga proteza, którą zakłada człowiek, aby stać się, choć trochę doskonalszym. 
 Takie połączenie człowieka w system i danie mu możliwości poznania całej wiedzy, poprzez np. zaprogramowanie mózgu, odbiera władzę rządzącym. Magistrat, sejmy i senaty, to miejsca rozgrywania się poważnych dramatów. W tym nie ma spełnienia, ale istnieje niwecz, niszcząca i hamująca rozwój ludzkości. To współczesne systemy gospodarcze decydują o tym, jak ma wyglądać ludzkie życie. Ta codzienność jest urojona. 
Władza jest niepotrzebna, niepotrzebny jest biznes i kapitał. Można żyć bez pieniędzy i nie poniżać ludzi. Źródło upodlenia rodzaju powinno zostać usunięte. Tego w końcu chcą religie. Czyż nie tak? Ale to jest trudne. Jak również niełatwe jest dobieranie się w pary i poświęcanie dziecku i rodzinie. To wymaga zmiany myślenia. To jednak boli. Łatwiej żyć w zakłamaniu i mówić, że jest w porządku. W tym, istniejącym systemie, jakoś można się wywinąć. Tu usprawiedliwia się śmierć i głód, w imię większych racji, a niedostatek tłumaczy się brakiem zaradności. Prawo stoi po stronie złoczyńców i prawdziwych morderców planety i życia. To wszyscy ci, którzy mówią, jak żyć i dla osiągnięcia zysku, niszczą żywego człowieka. Brutalność tych praktyk jest nie do opisania. 
Poza tym Ziemia zawiera wszystko, co potrzeba. Nie koniecznie, czekanie na koniec i lepszy świat – jak tłumaczy się w Apokalipsie, ma sens. Nie znam procesu, w którym coś jest za darmo. Należy zdać sobie tylko sprawę, czym trzeba płacić, jak regulować należności, a ponadto, jak podzielić wspólne dobro i władzę? 
To złudna nadzieja, pogarszająca tylko sytuację ludzi. W końcu nie chodzi oto, aby jednych wynieść, a innych zgładzić, tylko o zamknięcie cyklu, który wyznaczał czas. 
Jeżeli okaże się wówczas, że część tchnień, istniejących miliony lat jest na tyle dobra, aby istnieć samodzielnie z ciałem i nie popełniać błędów, to oznacza wprowadzoną zmianę i możliwość życia. Jeżeli takie istnienie okaże się niemożliwe, a dane tchnienie stanie się nieposłuszne, oznacza to koniec. Powiem tak: jak człowiek udowodni swoją rację, to zyska duszę, a jak nie, to krokiem kolejnym do eliminacji jego jestestwa będzie unicestwienie. 
Budujmy świat oparty na wartościach, poprawiajmy zasady, normy, ale tak, żeby nie niszczyć drugiego człowieka. Zagrażanie życiu i nie trzymanie się zasad, mimowolne zabijanie milionów zwierząt, połączone z brutalnością tego obrzędu, na pewno nie służy polepszeniu sytuacji człowieka, czy też budowaniu jakiegoś raju. To byłoby absurdalne, by człowiek mógł, w tej obecnej perspektywie, stworzyć cokolwiek lepszego. To, co niszczy życie, nawet ukryte, stawia na egoizm i własne dążenia. 
Tak działać, nie tyle, że nie można, to eliminuje starania w budowaniu normalnego ładu, a jeszcze bardziej w wejściu, tam, dokąd zmierzamy. 

Czemu jeszcze nie nastąpił koniec świata? 
Najważniejsze jest to, aby ludzie potrafili wspólnie wznosić się ponad podziały oraz dążyć do doskonałości, dbając o innych ludzi. Tylko w ten sposób można osiągnąć sukces.  Koniec świata nie jest w tym najistotniejszy, pomińmy go, aby zrealizować siebie, bez poddania się idei religijnej. 
Ludzie się nie pomylili w obliczeniach. Świat po prostu nie mógł się skończyć, a tchnienie zamknąć cyklu. Powodem tego jest izolacja. Nie ma możliwości przejścia. Dlatego świat się nie kończy. Ktoś bystry zapyta, od razu podnosząc problem: Dlaczego zamknięto tu ludzi, nie pozwalając im przejść na drugą stronę? 

A czy nie masz wrażenia, że przesadzasz?
Nieustannie. Wciąż mam wrażenie, że i tak mało napisałem. Na ten moment musi wystarczyć. Odkrywanie tajemnic w powieści nastąpi powoli. Mam na to trzy księgi, Dziedzictwo jest pierwszą. 
Swoją drogą, ta tematyka nikogo nie interesuje. Mówię o takim prawdziwym zainteresowaniu, zdaję sobie sprawę z tego, że wielu ludzi o tym mówi, ale chyba nie traktują tego poważnie, raczej myślą, że zbawienie im się należy. Choć nie znoszę słowa zbawienie, tu na padole, to właściwe słowo oddające stosunek do końca świata. Śmieszą mnie różne religie, oferujące wiernym nagrodę życia wiecznego. Mówią wprost, że inni nie przetrwają. Ostaną się tylko ci, którzy wierzą, zasadniczo w to, co głosi dana doktryna. I to jest chore, bo nie tak to miało wyglądać. To nie ta idea, a obecna wiara jest usypiająca i nie pobudza człowieka do refleksji. 
To prawda niestety prawda, dlatego mam zamiar to zmienić. Czas odkurzyć stare księgi i zainteresować się światem, sobą i Stwórcą. Trzeba ten świat trochę poprawić, zanim bramy zostaną otwarte. 

Chcesz zmieniać świat?
Nie. Chcę zmienić siebie i dać poprzez książki odpowiedzi, dla szukających prawdy. Posłużę się przykładem. Wszyscy krzyczą, że Biblia Szatana jest zła. Pomyślmy. Biblia Szatana, a więc „łodyga przeciwieństw”, wyraża zdanie, wprost z samej Biblii. Człowiek poprzez religie zakrył Stwórcę. Dziś nikt już nie wierzy w Boga, przez duże „B”, ale w fantasmagorie i głupoty. Ludzkość się pogrąża, zamykając swoje trzecie oko i wiedzę, którą posiada na temat świata i możliwości. LaVey dał przesłanie, a przy tym był bliżej Jezusa oraz całego chrześcijaństwa niż komukolwiek się wydaje.  

W czym LaVey miał rację?
We wszystkim. Wystarczy przeanalizować jego wstęp z 1968r. do osławionej już Biblii Szatana. On szydził i zakpił z ludzi. Rytuał, który rzekomo wprowadził ma ośmieszać głupotę człowieka. 
LaVey stał na stanowisku, że świat jest jedną wielką świątynią, w której trzeba nauczyć się żyć i współpracować, ale tylko poprzez odrzucenie fałszu i głupoty. Poza tym on jasno mówił, że świat ciała i życia stanie się dla człowieka jedyną drogą do wieczności. A tym samym czytać należy przesłanie, że trzeba z tej świątyni wyjść, a życie należy wieść tak, aby się ulepszyć i stać się dobrym. 
Prawdziwy satanizm to nie rytuał z dziewicą na ołtarzu. Wartości duchowe brzydzą się ciałem. Człowiek wydziela zapachy, towarzyszą mu emocje, jest gorszy od czworonogów. Nie dlatego że śmierdzi, ale uważa się za lepszego. W tym upatruje problemu, no i nie przyciąga. 
Człowiek umalowany, ładny kusi, na chwilę rzecz jasna. Po zaspokojeniu żądzy znika zasłona i zaczyna mnie osobiście taki człowiek nudzić. Nie rozwiązuje to problemu egzystencji, życia i głębszych emocji, wyznaczających drogę do istnienia. Tak należy na to patrzeć. Dlatego nie ma wielu prawdziwych przeciwników ludzkiej głupoty, bo tym można by określić satanizm. W istocie tak, to przeciwnicy głupoty i wywyższenia rodzaju ludzkiego zostali „satanistami” – takimi duchowymi oportunistami z ideą. 
Wszelkie akty barbarzyństwa czy opętania to wymysł ludzi. Zaspokajają tym własne, zepsute ego. Straszą tylko ludzi opętaniem, a z tego nic nie wynika. To nic innego, jak samoograniczający nas mechanizm, broniący przed poznaniem. Prymitywny, ale działa.
To La Vey wykazał i jestem mu za to wdzięczny, bo jakże trzeba być mądrym, aby mówić do głupców ich językiem, zapodając stare, odwieczne prawa. 

Opętanie jest wymysłem człowieka?
W zasadzie tak. Proszę sobie wyobrazić energię Beliara, czy innego kel el. Czy udałoby się człowiekowi temu przeciwstawić i przeżyć? Zresztą, jakby miał się dostać do ciała? Te jest zamknięte, a umysł odpowiednio zabezpieczony. Kel el nie może człowieka przejąć. Za to do niego mówi lub go niszczy, ale nigdy nie wchodzi. To poniżający absurd. 
Stałby się nim i uwięził na wieczność. A to jest nieopłacalne. Zresztą, gdyby Beliar (alias szatan) był na Ziemi, zapewne skończyłby to, co zaczął, doszczętnie niszcząc ludzi. Jest potężny i pewnie wystarczyłby on jeden. Włada żywiołem wody i materii. A to jest potęga. To, że chce zniszczyć ludzi, proszę nie mylić ze złem. Dla wielu tam, człowiek kojarzył się niegdyś z rodzajem nieuleczalnej zarazy. 

Przemilczeć Armagedon dużo mówi o Beliarze?
Fakt. Złośliwi odczytają niewłaściwie to, że napisałem najlepszą biografię szatana, jaką zna literatura. Nie sądzę jednak, że poświęcenie mu miejsca może stanowić coś niewybaczalnego. W końcu on też jest częścią stworzenia, a mówienie prawdy stanowi zasadniczo mój cel. Dzieje się tak tylko dlatego, że są to kwestie dobrze niewyjaśnione, obce w poznaniu dla współczesnego człowieka. 
Beliar w ogóle jest niepoznany. Wiemy, że był potop z Noem na czele. To opis z Biblii. Jest to kłamstwo i mistyfikacja przykrywająca mord, którego dokonano na Beliarze i jego ziemskiej rodzinie. 
Beliar zszedł na Ziemię. Przybrał ludzkie ciało – uwięził się. Pojął żonę, miał syna. A ten stał się potężny. Miał na imię Asajaf i mierzył dwukrotną wielkość konia w kłębie, a silny był jak dwa byki. Zginęli, bo ludziom nie podobało się, że lepiej im się wiedzie. Do wszystkiego dochodzili ciężką pracą, ale to też przeszkadzało. I to był doskonały dowód na to, że nie wychodzi integracja człowieka, a powrót do Aldae-ika eskaluje kolejny konflikt. Stwórca udawał, że tego nie widzi, albo wolał winić kogoś innego? Wtedy może doszedł do złotego wniosku, aby wyeliminować kel el, na rzecz ludzi. Tego nikt nie wie. 
 Zresztą Biblia podaje, jak i Księga Henocha informacje o tym „grzechu”. Księgi mówią, że zeszli na ziemski padół i założyli rodziny. Czy to było złe? Te księgi ukazują potwierdzenie mojej tezy. Człowiek jest jak zaraza, dlatego nie może przyjąć, że nie było w tym żadnego zła. To kłóci się z ideałem, no pięknie, a skoro tak, to już istnieje jasność, że musi pojawić się wina. 

A co w kwestii homoseksualizmu?
Homoseksualizm istniał od wieków. Wynika z tego, że jesteśmy podobni do tej drugiej strony; w końcu uczyniono nas na podobieństwo. Kel el nie ma jednej, określonej płci. Człowiek ma płeć, ściśle określoną i przypisaną. Dlatego do spełnienia swojego życia potrzebuje drugiej części siebie. Wtedy jest szczęśliwy. 
Seks to poznanie, poprzez ciało. Nie wiadomo, kto był kiedyś mężczyzną, a kto kobietą. Dlatego niektórzy się zmieniają z mężczyzny w kobietę albo na odwrót. Cenię tych ludzi, bo poczuli w sobie świadomość, własną wyjątkowość.
Homoseksualizm to próba doświadczenia ciała. Są homoseksualiści kochający i czuli, są i paskudni, nastawieni wyłącznie na przeżycia. Wśród hetero jest podobnie. Nie ma, co się różnić, w sypialni jesteśmy jednakowi. Nie wierzę w to, że ktoś doświadcza tego inaczej. Istnieją, rzecz jasna subtelne różnice, tj. uroda, długość członka czy wielkość piersi. Mnogość pozwala nam na wybór, ale gdy tego dokonamy, to raz podjęta decyzja powinna ciążyć nam nad całym życiem. Nieistotne, kto, z kim oraz jak, ważne są więzi.  
Takie zjawiska towarzyszą ludziom od wieków. Nie jest ważne, kto, z kim sypia i jak to robi. Ważny jest szacunek i zrozumienie. 
Jeżeli homoseksualista zdradza homoseksualistę i nie łączy się z jednym na całe życie, to jest tak samo zły, jak heteroseksualista.  
Wszystkich należy ganić, co do zasady stosowania prawa, a nie, co do sposobu prokreacji. Wierność i zachowanie zasady oddania partnerowi, to podstawa, a nie rodzaj i jakość stosunku. Nie zastanawiamy się nad tym, kto i jak je, liczy się fakt niepodważalny: żeby żyć trzeba jeść. 
Homoseksualista nie ma dzieci, stąd w Biblii, prymitywni wędrowcy z pustyni, zabronili tego rodzaju praktyk. Pamiętać należy, że ochoczo dopuszczali się za to kazirodztwa i poligamii. Rzecz w tym, że chodziło o jak najszybszy przyrost populacji. Obostrzenia zawsze czemuś służą. Nie łudźmy się, że chodzi o religię i względy etyczne, to zapewne jakoś tam też, podstawą natomiast zawsze jest interes. I co do tego nie mam wątpliwości. Nawet dziś atakując homoseksualistów uzyskać można poparcie grupy. Mechanizm działa też odwrotnie, osoby broniące równości i praw mniejszości seksualnych też stanowią atrakcję dla medialnej papki. 
Popatrzmy na tę sprawę od innej strony. Liczba ludzi na tym globie jest zatrważająca. Hasło głoszone tak patetycznie przez wieki: rozmnażajcie się!, może prowadzić ludzkość do zagłady. Homoseksualizm, o ile ludzie w nim się odnajdują może stanowić alternatywę i zawór bezpieczeństwa dla „worka tchnień”, który też nie jest studnią bez dna. Naprawdę liczy się coś więcej niż sam stosunek. Emocje, czułość, wrażliwość, doznawanie piękna. Jeżeli osoby tej samej płci doświadczają tego, to z mojej strony nie ma do tego oporów. Nie potępiam, szanuję i akceptuję. Tolerancja jest dopuszczeniem do powszedniości. 
Swoją drogą kel el to biseksualiści. Nie wiem, zastanawiając się głębiej: czy przeszkadzałoby im sypianie, z mężczyzną i kobietą? W końcu mają wybór, a ludzie? Wiem, co ktoś pomyśli, że ten wybór jest. Tylko, że mężczyzna pozostaje mężczyzną, a kobieta kobietą. Kel el ma możliwość bycia dwojgiem na raz lub osobno. Zależne jest to wyłącznie od niego, a ogranicza go kilka spraw. 
Obecnie na Ziemi, zwłaszcza w Tajlandii i na Dalekim Wschodzie pojawiła się kategoria „ladyboy”, wiążąca cechy jednej i drugiej płci. To też kolejny krok, pokazujący nam, że mamy wiele cech wspólnych z Eremem. Do tego przedostaje się komercja, a obraz z filmu porno stanowi krzywdzący przekaz, będąc taką migawką emocji. Mamy możliwość doświadczania i poszukiwania piękna. Nikt nie może być pewny, gdzie i w kim utknęła jego druga połówka. A, gdy okaże się, że jest nią ta sama płeć. Co wtedy? 

Czy można spożywać mięso?
Zasadnicze pytanie, warte rozważenia. Zwierzęta powinny być poddane szczególnej uwadze, bo ich produkcja, to bomba z opóźnionym zapłonem. Dobre słowo dla życia – „produkcja”. Nie ma tu mowy o emocjach, uczuciach, dążeniach i życiu, ale jest mowa o mechanizacji w procesie rozmnażania, praktycznie na siłę i z potrzeby. 
Jeżeli nadal tak będzie, ludzki umysł się dosłownie pożre, broniąc przed szkodliwym tchnieniem. Poza tym zwierzęta doświadczają bólu i straszliwej męki. To, co robią ludzie, stanowi nieprzerwanie trwający, od dwóch tysięcy lat holocaust życia, sprzeczny z tym, co zapisano w Biblii.  
Pamiętajmy, że Stwórca zabronił nam mordować i wykorzystywać innych. Zwierzęta powinny pozostawać wolne, a człowiek zjadać roślinę, owoc i ziarno. 
Od zwierząt można brać to, co ich nie zabije. W dalszych częściach Księgi Rodzaju z zasadą tą całkowicie zerwano, promując rytualny mord na istotach posiadających tchnienie życia. I znów się powtórzę, wmówiono ludziom, że ich Bóg jest żądny ofiar z krwi, a te uczyniono szczególnymi. Izrael wyśmiewał inne ludy za krwawe kulty. Polecam przyjrzeć się wierzeniom tego ludu i dobrze poczytać Biblię, a gwarantuję, znajdziecie tam cudowne formy, chwalące śmierć. 
Ziemia zapamiętuje głos umierających, zwierząt i ludzi. A kiedy dotrze on do Stwórcy, to szczerze wątpię, aby okazał litość. Wkurzamy Go po raz trzeci. 

Czyli wszyscy już żyliśmy wcześniej?
W rzeczy samej. Dobry regres i można się daleko cofnąć. Oczywiście zażartowałem, bo człowiek nie przełamie blokad. Wyzwoli jakieś majaczenie tkwiące w podświadomości. Ludzki umysł jest potężny i niezbadany. To doskonały i niewykorzystany mechanizm. Męczymy się na Ziemi, sami siebie upadlając, bo nam wmówiono, tak na wyrost, że jesteśmy głupi. Na marginesie, wszelkie wątpliwości i wewnętrzne rozchwianie to efekt tego, że nasza świadomość zetknęła się z efektem programowania. 
Oczyśćmy organizm z toksyny zwierzęcej. Dbajmy o skupienie. Starajmy się czasem poczuć, jak ktoś pachnie naturalnie, a nie wdychamy masę zapachów ze sklepowych półek. 
Dajmy sobie szansę na wzajemne powąchanie, zanim zdecydujemy się na łóżko, a zdrady i zły dobór naturalny może okazać się już zamkniętym do lamusa problemem. 
Raz na zawsze zacznijmy czuć, jak ludzie. 

Czemu tak do tego podchodzisz?
Bo mam dość bzdetów głoszonych przez psychologów i seksuologów na ten temat, jak również różnej maści religijne mądrości. 
Wprowadza się ludziom mętlik i wszystko opiera na kłamstwie. Załóżmy zakaz seksu w kościele dla księży i zakonnic. Natury nie oszukają, jakoś energia musi z nich ujść. Nie wierzę w celibat. To kłamstwo. A co do psychologii. Mam wrażenie, że tworzone teorie bardziej ogłupiają nas w tym świecie, niż wzmacniają. Poddajemy się zbiorowej paranoi, zamiast sięgnąć w pokłady wiedzy i naszą wewnętrzną siłę. Taki jest mój punkt widzenia. Może subiektywny, ale ja uważam to za podstawę.  Psycholog jest jak ksiądz. Kapłan człowieka, tyle że świecki. 
Aniołowie zostali powołani do duchowego przewodzenia ludziom, bo byli wolni od emocji, zwłaszcza tych fałszywych. A taki terapeuta. Wysłucha, wzmocni, czasem się podnieci naszą opowieścią, zaprogramuje się na rozwiązanie problemu, pogada, a nadal stoimy w miejscu. Ja wolę nie dawać nikomu satysfakcji. To są słabi ludzie, karmiący się emocjami. Za dużo na siebie biorą. I nie wierzą w to, co robią. Kasa przyćmiła i księży i psychologów, to strażnicy rzekomych dusz, których nie mamy. Psyche to idea, mówiąca o stanowieniu całości przez dwie połówki człowieka. Nami rządzi tchnienie. 

Jakbyś w trzech słowach polecił książkę? 
Cóż?... 
Jeżeli chcecie coś wiedzieć nowego, to czytajcie. Jeżeli macie własny punkt widzenia i uważacie, że jest wam dobrze, to warto, mimo tego stracić trochę czasu i zapoznać się z Pierwszą wojną w niebie: Dziedzictwo. 
Książka zmusza do myślenia, no i jest mistyczna. To coś, czego nie napisano od dwóch tysiącleci. Stąd moja duma.
 Może przy bliższym kontakcie powodować ból egzystencjalnych rozważań.

To żart?
Nie. Jestem od tego daleki. Choć przyznam, że poczucie humoru posiadam. W końcu napisałem satyry. 

Jak pogodziłeś te różne style?
Prosto, ja niczego nie naśladuję. Po prostu jestem sobą. Takim kimś swoistym i wyraźnym, moja literatura również. Dobra księga ma dawać ludziom wiedzę, wzbogacać ich myślenie, wywoływać poznanie i znów myślenie, targać i miotać. 

Księga?
Tak, całość stworzy alternatywę dla ksiąg takich, jak ta, z której nikt już nie korzysta. 

Tzn.?
Domyśl się. 

Popularne posty z tego bloga

Sztuka kochania według Owidiusza – Jak poderwać kobietę?

Rozpoczynam nieco nie z dworską może etykietą, bo "podryw", to potoczne słowo określające zaloty, czyli starania się o rękę. Podrywać można do lotu lub autorytet, ale zwyczajowo też kobietę, którą można również "rwać".  Do kobiet się "startuje" i "uderza". "Zarywa się" dość powszechnie na całym świecie. Dawniej się "konkurowało" i "zalecało". Można też "smalić cholewki" i "uderzać w konkury", ale też "uderzać w koperczaki" i "umizgiwać się".  "Umizg", niebo lepszy niż "randka w ciemno", zawsze pozostawia jakiś nieprzebyty smaczek. "Podryw" to uwiedzenie, w tym sensie może oznaczać tylko jedno – "seks bez zobowiązań". I Fortuna może sprzyjać, jeśli szczęściu pomożemy. Uwodzenie nie ma do końca być początkiem trwałego związku, ale ma sprowadzać się do przeżycia czegoś ciekawego. W życiu można zdobywać wiele kobiet i jest to rzecz naturalna – …

Jak wyglądałeś Beliarze (szatanie)? Opowieść o obrońcy ludzkości

On skinął głową, pochylił swe skronie, zmarszczył czoło, skrawkiem brwi zwiesił. Makijaż na nim widniał siły… Widziadło farby i koloru, matowiało prawdziwe uczucie, będące ostatnią podporą. Godność zachować pragnie każdy, skrywając niewygodne odbicie. – Powaga wymaga ofiary z siebie, nieprzetrawionej do granic.              Samotny stanął, z bólem sadowiąc się wśród niemej przestrzeni. I nie kołysał nerwowo ciałem, nie dał się wzniecić na źdźbło trawy. W nim huśta i zagłusza zmorę – światło rozpromienione. Nie rzuca się, stojąc, spogląda rzucając cieniem na świat blady. I nie dochodzi głos go nadwątlony, który niknie w bezwietrznym szepcie. – Naród człowieczy miał w nim podporę sławy, żyłby wznosząc najtrwalszy budulec. Sięgnąłbym w nim ponad granicę czasu, tym wznosił najpiękniejsze słowa i tworzył, prorokując Ziemi, chowając skazę do głębi otchłani.             Włosy dłużyły mu się na ramiona, ciążąc do barków idea­łem[1]. Z czernią zlewały się w kolorze, barwiły światłem grzebiąc w…

Masturbacja - zło w oczach Stwórcy?

Onanizm, jak wyjaśnia Wikipedia, to inaczej masturbacja(samogwałt, ipsacja, cheiromania)– pobudzanie własnych narządów płciowych w celu wywołania u siebie rozkoszy seksualnej. Może, lecz nie musi doprowadzać do orgazmu. Masturbacja jest spotykana również w świecie zwierząt, np. u ogierów. Masturbacja odbywa się bez udziału partnera lub przy jego wyłącznie biernym uczestnictwie. Istnieje pojęciewzajemnej masturbacji, które dotyczy sytuacji z aktywnym udziałem partnera. Masturbacja stanowi normalne zachowanie w świecie zwierząt, które praktykują odruchowo ludzie, lecz w większości, z powodów oczywistych się do tego nie przyznają.


Historia Ojcem onanizmu był syn Judy i Kananejki Szua, Onan, brat Era i Szela. Er poślubił Tamar, ale że był pierworodnym Judy i nie podobał się Panu, bo był zły, Ten zesłał na niego śmierć. Juda nie miał z Tamar dzieci, więc pokolenie Judy stało się zagrożone. Wobec tego kazał on swemu synowi, Onanowi zbliżyć się do Tamar. Juda chciał, aby Onan zapłodnił Tamar…

Niewolnicy z Ziemi

Każdy człowiek, a może prawie każdy słyszał kiedyś o aniołach. Każde zwierzę słyszało pewnie o człowieku lub jeśli usłyszało, to mogło się zawieść. Niekiedy spotkania z człowiekiem bywają ostatnimi. Nie chcę przez to powiedzieć, że człowiek to szkodnik, ale jakoś tak samo wychodzi. W prosty sposób może zrozumiemy, dlaczego zamknięto Eden. Zwierzęta też nawołują, ale ich głos zbierają ziemskie duchy. Aniołowie nie przeżyliby głosu, który nagromadził się w pokładach ziemi. Ból i cierpienie, wypaczają a przywołane pragnienie spowalnia. Ziemia ocieka krwią. Wiadomo, że anioł przybędzie. Pewnego dnia powróci i wspomoże życie. Pan Eremu przywoła zwątpiałych i przywróci zaburzony ład. 
Jedzący i niszczący wszystko wokół człowiek jest prawdziwym drapieżcą. Można powiedzieć to z dumą, akcentując fakt tego, że gatunek ludzki radzi sobie na Ziemi, dominując nad przyrodą ożywioną, ale nie sposób dostrzec dramatów związanych z działalnością ludzi. Wykańczają sami siebie, stali się sobie „sterowalni…

Doceniam ludzi, których pasją jest pokonywanie samych siebie

Z dużej perspektywy, moje miasto Mrągowo, wygląda ładnie. Cieszę się, gdy mogę aktywnie uczestniczyć w odkrywaniu wszystkich tych miejsc, do których udawanie się stanowi swoistą podróż sentymentalną, a także jest pewnego rodzaju ucieczką od codzienności.  Wówczas rozmyślam nad własnymi działaniami oraz tym, co robią też inni, którzy znajdują się w jakiś sposób wokół mnie. Najbliższe otoczenie człowieka, poprzez rozwój informatyzacji, zaczyna zmieniać swoje pojęcie. 
Mieszkamy w pięknych miejscach, nie doceniając krajobrazu kulturowego, który roztacza się wokół nas (krajobraz kulturowy to krajobraz naturalny poddany działaniu człowieka, w ten sposób przekształcony i zaadoptowany). Dzielimy się tymi miejscami z ludźmi, promując własne miejscowości. Wystarczy odrobina chęci, aby nie ślęczeć w domu i mówić "już mi nic nie wyjdzie", tylko ruszyć. Jesteśmy tymi małymi cząstkami, wpływającymi coraz realniej na nasze otoczenie.  Moja znajoma Anna powiedziała mi, że jej się nic nie chce…

O aniołach i stosunkach seksualnych

Joshue ben Qorcha, trapiło jedno zasadnicze pytanie:„Czy to możliwe, żeby aniołowie, którzy są płonącym ogniem, mogli odbywać stosunki seksualne tak, by nie poparzyć swoich narzeczonych od wewnątrz? Po wielu rozmyślaniach zdecydował, że kiedy aniołowie ci spadli z nieba, ich siła i postura zostały zredukowane do siły i postawy śmiertelników, a ich ogień zamienił się w ciało.


Fakty ze „świętych” zapisów Biblia mówi: „uczyńmy człowieka na nasz obraz, podobnego nam” /Rdz 1,26/. Zastosowana została liczba mnoga. Wynikałoby z tego, że człowiek tworzony był w formie czegoś zorganizowanego, nie pojedynczego, sprawczego działania. W dalszej części Księgi Rodzaju możemy wyczytać, że „wtedy to Pan ulepił człowieka z prochu ziemi i tchnął w jego nozdrza tchnienie życia, wskutek czego człowiek stał się istotą żywą”. /Rdz 2,07/.  A teraz coś w kwestii, która dręczyła rabbiego ben Qorcha: „a kiedy ludzie zaczęli się mnożyć na ziemi, rodziły im się córki. Synowie Pana, widząc, że córki człowiecze są …

Prawdziwa twarz satanizmu

Od ponad dziesięciu lat zajmuję się zjawiskiem satanizmu, obserwując to, co dotyczy tego zagadnienia. To trudny obszar, głównie z uwagi na uprzedzenia ogółu społeczeństwa, ale możliwy do opanowania. W końcu wiedzę zdobywamy głównie dla siebie.  Na tej podstawie postanowiłem wyjaśnić pokrótce, kim według mnie są współcześni sataniści i jakie zjawisko reprezentują. Niektórzy wyszukują w google, wpisując „marcin łupkowski satanizm”. Zastanawiam mnie to, czy mogę uchodzić za piewcę tego nurtu? A może szuka się na mnie haków? Przestrzegam, nie interesuje mnie polityka, nigdzie nie startuję i nie zależy mi na głosach jołopów biorących udział w wyborach. Opisuję rzeczywistość, to wszystko. Wybaczcie poczciwi ludzie, jeśli odebraliście do siebie kwestię „jołop”. Nie do wszystkich to się tyczy. Miałem na myśli ludzi, którzy wybierają dno, które potem reprezentuje mieszkańców w samorządach. Niestety ludzie dają chwytać się na marne hasła. To samo dotyczy zjawiska satanizmu – stąd słuszne porówna…

Istota nakazu dnia szóstego

Beliar zachowania ludzi nie zrozumiał. Miał przed oczyma wizję wojny, która wydarzyła się w jego świecie. Nadal nie wiedział, o co chodziło w tym krwawym sporze. Ludzie chcieli wyeliminować kel el; tak zaczęła się pierwsza wojna w niebie, która toczyła się z człowiekiem, odnosząc różny skutek. Naówczas byli silniejsi, bliżsi nam. Po przegranej, ludzie zostali wygnani z Ogrodów Ojca, tworząc pierwszą cywilizację Szeolu.
Pierwsza wojna w niebie: Dziedzictwo

Rdz 1,26 mówi: „A wreszcie rzekł Pan: „Uczyńmy człowieka na Nasz obraz, podobnego Nam. Niech panuje nad rybami morskimi, nad ptactwem powietrznym, nad bydłem, nad ziemią i wszystkimi zwierzętami pełzającymi po ziemi”.  W czasach biblijnych, panowanie nad światem wyobrażano sobie jako władzę, którą mógł sprawować król, w stosunku do danego obszaru oraz mieszkańców. Jego panowanie wiązało się z wprowadzaniem wspólnych norm. Zrozumienie tej części oraz kontekstu fragmentu książki, wymaga przywołania pojęcia „panowania”. 



Tłumaczenie słownik…

Etykiety

Pokaż więcej

Popularne posty z tego bloga

Sztuka kochania według Owidiusza – Jak poderwać kobietę?

Rozpoczynam nieco nie z dworską może etykietą, bo "podryw", to potoczne słowo określające zaloty, czyli starania się o rękę. Podrywać można do lotu lub autorytet, ale zwyczajowo też kobietę, którą można również "rwać".  Do kobiet się "startuje" i "uderza". "Zarywa się" dość powszechnie na całym świecie. Dawniej się "konkurowało" i "zalecało". Można też "smalić cholewki" i "uderzać w konkury", ale też "uderzać w koperczaki" i "umizgiwać się".  "Umizg", niebo lepszy niż "randka w ciemno", zawsze pozostawia jakiś nieprzebyty smaczek. "Podryw" to uwiedzenie, w tym sensie może oznaczać tylko jedno – "seks bez zobowiązań". I Fortuna może sprzyjać, jeśli szczęściu pomożemy. Uwodzenie nie ma do końca być początkiem trwałego związku, ale ma sprowadzać się do przeżycia czegoś ciekawego. W życiu można zdobywać wiele kobiet i jest to rzecz naturalna – …

Energetyczne wampiry – rozpoznawanie, obcowanie, uwolnienie

Energetyczne wampiry, wysysające naszą energię, w rzeczywistości istnieją, są wokół nas i mają się dobrze. Planują godzinami to, co z nami zrobią, a kiedy usiłujemy się „wyzwolić” i wydostać spod ich jarzma, to zaczynają swój okrutny atak, wymierzony w nas. 
Zaczynają „zemstę”, uprzedzając nas wcześniej o tym, a kiedy zbyt gwałtownie im odmówimy, przystępują do ciosu. Porzucają wszystkie swoje sprawy, których nie mają zbyt wiele, na rzecz tego, by dać nam nauczkę. W ich ocenie nie mamy prawa do „porzucenia” ich. Jesteśmy w ich mniemaniu im wiele dłużni. Uważają, że „prawo do zemsty” im się należy. Oddali nam w końcu przysługi, przynieśli drobne prezenty materialne, wyciągnęli rękę w chwili naszej słabości. 






Czatują na stosowny moment, obserwując ludzi, a kiedy się nadarzy okazja, przystępują do natarcia. Ich pomoc jest pozorna i prowadzi do uzależnienia. Więcej wezmą niż dali, ale to zauważymy, orientując się dopiero po pewnym czasie. 
Nie mogąc się pogodzić z „odrzuceniem” dojdą do wnio…

Jak wyglądałeś Beliarze (szatanie)? Opowieść o obrońcy ludzkości

On skinął głową, pochylił swe skronie, zmarszczył czoło, skrawkiem brwi zwiesił. Makijaż na nim widniał siły… Widziadło farby i koloru, matowiało prawdziwe uczucie, będące ostatnią podporą. Godność zachować pragnie każdy, skrywając niewygodne odbicie. – Powaga wymaga ofiary z siebie, nieprzetrawionej do granic.              Samotny stanął, z bólem sadowiąc się wśród niemej przestrzeni. I nie kołysał nerwowo ciałem, nie dał się wzniecić na źdźbło trawy. W nim huśta i zagłusza zmorę – światło rozpromienione. Nie rzuca się, stojąc, spogląda rzucając cieniem na świat blady. I nie dochodzi głos go nadwątlony, który niknie w bezwietrznym szepcie. – Naród człowieczy miał w nim podporę sławy, żyłby wznosząc najtrwalszy budulec. Sięgnąłbym w nim ponad granicę czasu, tym wznosił najpiękniejsze słowa i tworzył, prorokując Ziemi, chowając skazę do głębi otchłani.             Włosy dłużyły mu się na ramiona, ciążąc do barków idea­łem[1]. Z czernią zlewały się w kolorze, barwiły światłem grzebiąc w…

Jarosław Dumanowski, Hrabiowie na Lubrańcu. Dzieje fortuny magnackiej

Praca Dumanowskiego przedstawia dzieje rodu Dąmbskich, tytułowych hrabiów na Lubrańcu - jak określali siebie poszczególni członkowie rodziny aspirujący do najwyższych zaszczytów, biorący udział w schedzie po przodkach. Relacja, którą opisał Autor stanowi okazję i pretekst do przedstawienia mechanizmów awansu majątkowego i społecznego w cza­sach nowożytnych wśród całej szlachty polskiej. Już tytuł w wnioskowaniu metodologicznym sygnalizuje czytelnikowi zastosowanie metody komparatywnej w analizie historycznej i zwraca uwagę ingardnerowska dwupłaszczyznowość w jej kompozycji czy też swoisty dychtomizm w ujęciu Ericha Fromma, której temat kryje podwójne znaczenie. Pierwsze skupia uwagę na Lubrańcu, drugie na całej szlachcie polskiej. Środkiem do tego jest monogra­ficzny charakter powieści - tak Autor określił własną pracę, który służy dużej syntezie i rozważaniu nad całością procesów społeczno-ekonomicznych zachodzących wśród warstwy „narodu szlacheckiego". Skonstruowana w ten sposób…

Masturbacja - zło w oczach Stwórcy?

Onanizm, jak wyjaśnia Wikipedia, to inaczej masturbacja(samogwałt, ipsacja, cheiromania)– pobudzanie własnych narządów płciowych w celu wywołania u siebie rozkoszy seksualnej. Może, lecz nie musi doprowadzać do orgazmu. Masturbacja jest spotykana również w świecie zwierząt, np. u ogierów. Masturbacja odbywa się bez udziału partnera lub przy jego wyłącznie biernym uczestnictwie. Istnieje pojęciewzajemnej masturbacji, które dotyczy sytuacji z aktywnym udziałem partnera. Masturbacja stanowi normalne zachowanie w świecie zwierząt, które praktykują odruchowo ludzie, lecz w większości, z powodów oczywistych się do tego nie przyznają.


Historia Ojcem onanizmu był syn Judy i Kananejki Szua, Onan, brat Era i Szela. Er poślubił Tamar, ale że był pierworodnym Judy i nie podobał się Panu, bo był zły, Ten zesłał na niego śmierć. Juda nie miał z Tamar dzieci, więc pokolenie Judy stało się zagrożone. Wobec tego kazał on swemu synowi, Onanowi zbliżyć się do Tamar. Juda chciał, aby Onan zapłodnił Tamar…

Miłość w trudnych czasach socjalizmu

Nieważne, gdzie się znajdziemy. I nieważne, jak mocno życie nas doświadczy. Liczy się to, czy w danym momencie umiemy się na tyle zachować, aby nie trwać samemu. Rodzina stanowi najwyższe dobro i posłannictwo każdego człowieka.






Oceniać pozornie można zawsze, ludzkie czyny, wybory i dokonania. Człowiek jest nauczony czekania na właściwy moment. Wierzymy, uparci i niezłomni, że nasze światełko się zapali. Wtedy ma być tylko lepiej, dla nas, najbliższych oraz wszystkiego, co kochamy. Łatwo jesteśmy w stanie ocenić za i przeciw oraz zrozumieć swoje posłannictwo. To, że czasem odstępujemy od tego, co jest dobre, nie oznacza wcale, że tak akurat chcemy. Po prostu czasem najwyższym dobrem jest rodzina i jej przyszły los.

Po wojnie

Osłabienie przyszło zaraz po wojnie. Wiele osób dostało się już w jej trakcie do niewoli i potraciło swe dobra, a nawet bezcenne życie. Po Teheranie, Jałcie i Poczdamie, przyszedł czas na realizacje Polski w realiach, które znamy po 1945 roku; Polski Ludowej, która mu…